“Polityka” podkręca emocje wokół filmu Vegi. Reżyser: Propaganda zagnieżdża się w głowach. Pachnie ustrojem totalitarnym

Najpierw „Gazeta Wyborcza”, teraz „Polityka” próbuje odpalać „bomby” licząc zapewne, że któraś z nich pogrąży Prawo i Sprawiedliwość. Tygodnik stał się piewcą Patryka Vegi, którego nowy film „Polityka”, ma pokazać prawdę o naszych przedstawicielach w Sejmie.

 

Patryk Vega stwierdził, że dziwi go to, że dotychczas ukazujące się materiały o filmie zostały skomentowane przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Dodał, że być może się przestraszył, a on sam jest dziś właściwą osobą, by „opowiedzieć prawdę o polskiej polityce”.

Przekonywał, że skoro na swoje filmy nie bierze pieniędzy z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej czy spółek Skarbu Państwa, może wypowiadać się o polityce w sposób „uczciwy i bezkompromisowy”. Dodał, że w swoim filmie chciał pokazać polityków takimi, jakimi są naprawdę i w sytuacjach, kiedy nikt ich nie widzi. Zapewniał także, że scenariusz w 80 proc. opowiada o wydarzeniach, które naprawdę miały miejsce.

Zdaniem reżysera politycy to ludzie, którzy kłamią od świtu do zmroku.

Nie liczyłem, że są zbyt prawdomówni, ale skala hipokryzji mnie poraziła. Normalny człowiek nie jest w stanie kłamać cały czas w pracy, a wieczorem resetować się przy rodzinie. To socjopaci. Przykro, że tacy jak oni decydują o losach Polskiego — oświadczył Vega.

Patryk Vega powiedział także, że miał propozycje od rządu, aby nakręcił film „na zamówienie”, ale odmawiał, bo „ceni sobie swoją niezależność”. Dodał, że w czasie kręcenia „Polityki” i padały sugestie, żeby premiera została przełożona na później. W jego ocenie padały „zawoalowane groźby”.

Od kontroli skarbowej po sprawę karną. Usłyszałem, że mogę zostać pomówiony o związki ze zorganizowaną przestępczością i trafić do aresztu. (…) Jestem uczciwym człowiekiem, płacę podatki, nie robię przekrętów. Robię filmy, które cieszą się popularnością widzów. Żyję jednak w kraju, w którym jak ktoś chce ci wymyślić chorobę, skomplikować życie, zrobi to bardzo łatwo

— stwierdził.

Reżyser przekonywał także, że jego film dotyczy też opozycji. Zapewniał, że on sam nie gloryfikuje żadnej partii i uderza we wszystkie strony. Pokusił się również o odpowiedź na pytanie, co zrobił Jarosław Kaczyński, że ludzie mu uwierzyli. Zdaniem Vegi prezes PiS odkrył, że lepiej „sterować z tylnego siedzenia” niż z eksponowanego stanowiska. Istotne znaczenie miał także program 500+.

W moim odczuciu prowadzi to do wielu patologii. Zamiast pracować, ludzie wolą siedzieć w domu. (…) Czasem pomoc nie trafia do potrzebujących dzieci, ale jest zamieniana w monopolu na flaszkę. (…) Wydaje mi się, że PiS jako jedyny tak świadomie drogę do władzy zbudował na podziale, a nawet nienawiści. Na początku posłużyli się tragedią smoleńską. Zadziałało i nie odpuszczają do dziś. (…) Propaganda zagnieżdża się w głowach. Ludzie zaczynają w nią wierzyć. Pachnie ustrojem totalitarnym

— dramatyzował Patryk Vega.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ