Bp. Mering w obronie chrześcijańskich korzeni Europy: “Jeśli głos chrześcijan zniknie z debaty publicznej, to Kościół stanie się tylko pewnym zjawiskiem”

To właśnie chrześcijaństwo wytworzyło poczucie solidarności między Europejczykami i to ono nauczyło, wbrew pogardzie z jaką dziś mówi się o średniowieczu, szacunku dla człowieka i jego osiągnięć. Samo określenie ‘osoba’ jest wkładem chrześcijaństwa w naszą kulturę” – mówi portalowi wPolityce.pl ks. bp Wiesław Mering, Ordynariusz diecezji włocławskiej.

wPolityce.pl: W czasie wyborów do Parlamentu Europejskiego wiele mówiło się o tym, że będą miały one wpływ na to, jak będzie wyglądać Europa w przyszłości, czy obroni swoje chrześcijańskie korzenie, czy pójdzie w kierunku, który jest sprzeczny z naszą tożsamością. Dlaczego tyle się o tym mówiło i dlaczego jest to tak ważne?

Bp Wiesław Mering: Chociażby dlatego, że w opinii zachodnich Europejczyków obraz Europy Centralnej i Wschodniej jest wciąż karykaturalny i nieprzystający do rzeczywistości. Gdy byłem przed laty na sesji przedstawicieli rad kapłańskich krajów europejskich w Strasburgu, prowadzący spotkanie mówiąc o Polsce używał cały czas określenia Europa Wschodnia. Powiedziałem wtedy, że jesteśmy Europą Centralną i to określenie jest nam bliższe. Prelegent zapisał to sobie w notatkach. Bez własnej winy przez kilkadziesiąt lat byliśmy odsunięci na margines wszystkich procesów, które działy się w Europie. Cały czas jest ogromna konieczność lepszego poznania i ciągłej wymiany doświadczeń między ludźmi. Jestem daleki od jednostronnego zachwytu Europą Zachodnią i równie daleki od przekonania, że Polska jest Mesjaszem narodów. Uważam jednak, że tak jak oni mogą się od nas wiele nauczyć, tak i my możemy korzystać z ich doświadczeń. Nie można nikogo spychać na margines.

Określenie chrześcijańskie korzenie Europy stało się słowem kluczem w walce politycznej. Niektórzy twierdzą, że to wbrew nowoczesności, postępowi, itd. O co tak naprawdę chodzi w tej walce?

Kiedy mówimy Europa, to nie możemy oderwać tego słowa od trzech powszechnie przyjętych, fundamentalnych wartości: prawa rzymskiego, chrześcijaństwa i filozofii greckiej. Są one dziś kwestionowane. Dlatego tożsamość europejska tak bardzo się osłabiła. Mamy do czynienia z sytuacją, że Europa jest jakby nieustannie zażenowana swoją historią, kulturą i tradycją, a przecież czegoś piękniejszego nad europejską kulturę człowiek właściwie nie stworzył. Pomyślmy chociażby o muzyce, architekturze i literaturze. Pomyślmy o gotyckich katedrach, które zgodnie z tezą ks. Janusza Pasierba wyznaczały granice Europy. Tam gdzie sięgały gotyckie katedry, tam była Europa. Tam gdzie ich nie było, zaczynał się wschód.

Wszystkie te dzieła, o których wspomniał Ksiądz Biskup muzykę, architekturę, literaturę tworzyli ludzie związani z Kościołem, ludzie bardzo często głęboko wierzący.

Tak i to właśnie chrześcijaństwo wytworzyło poczucie solidarności między Europejczykami i to ono nauczyło, wbrew pogardzie z jaką dziś mówi się o średniowieczu, szacunku dla człowieka i jego osiągnięć. Samo określenie ‘osoba’ jest wkładem chrześcijaństwa w naszą kulturę.

Dlaczego więc niektórzy słysząc o konieczności obrony chrześcijańskich korzeni Europy od razu mówią, że to walka Kościoła o jego pozycję?

Tak się niestety dzieje, szczególnie gdy ten Kościół źle się rozumie. Co z reguły myślą redaktorzy pism świeckich, niechętnych chrześcijaństwu, kiedy piszą ‘Kościół’? Myślą i piszą o papieżu, biskupie, księdzu. Tymczasem najliczniejszą i bardzo istotną częścią Kościoła są ludzie świeccy. Wydaje mi się też, że obecnie to osoby świeckie częściej występują w obronie wartości chrześcijańskich. Niektórzy zaś duchowni myślą, że jeżeli ostrożnie będzie mówić się o prawdzie i upominać o nią, to będzie można pozyskać przeciwników. Niczego i nikogo się jednak tak nie pozyska, to złudzenie. Tylko ewangeliczna jasność poglądów: „Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” może i musi być naszą racją.

Czy myśli Ksiądz Biskup,że pod wpływem, na przykład poprawności politycznej, wolimy milczeć, niż upominać się o prawdę i bronić wartości?

Powiedziałbym nawet, że ospałość duchowa i obawa, że zostanie się zakwalifikowanym jako fundamentalista, moher, wstecznik i człowiek średniowiecza dotyczy i duchownych i świeckich. Przyznaję z niepokojem, że niestety postawa ta, może dotyczyć także nas jako Episkopatu.

Co więc może wydarzyć się jeżeli ta sytuacja będzie trwać i głosu chrześcijan, osób wierzących, zarówno świeckich jak i duchownych, zabraknie w debacie publicznej?

Jeśli tak się stanie, jeśli głos chrześcijan rzeczywiście zniknie z debaty publicznej, to Kościół rozumiany jako wspólnota wierzących, znajdzie się w pozycji dzisiejszego Kościoła np. we Francji lub Holandii. Kościół będzie wtedy tylko pewnym zjawiskiem bez żadnego realnego wpływu na nasze życie społeczne. Każdą osobę wierzącą powinna charakteryzować jasna i zdecydowana ewangeliczna postawa, obrona godności człowieka, upominanie się o jego prawa i prawa rodziny.

Czy więc świat bez głosu chrześcijan może stać bardziej nieludzki?

Jak najbardziej. Może stać się bardziej nieludzki, bo żaden inny system społeczny nie stawia w centrum człowieka, tak jak to robi chrześcijaństwo. Dlatego tak niebezpieczna jest chociażby ideologia gender, która kwestionuje antropologię. Bez chrześcijaństwa zaniknęłoby poczucie godności człowieka, jego wyjątkowości. Zaniknęłoby poczucie natury i rozróżnienie między prawdą a fałszem, dobrem a złem. Byłoby to zwycięstwo złego ducha. Chrystus mówił o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem, szatan zaś jest bezdrożem, kłamstwem i śmiercią. Brak szacunku dla życia pokazuje nam, że na naszych oczach rodzi się kult śmierci. Przypomnijmy sobie, że Jan Paweł II ostrzegał nas przed cywilizacją śmierci, która jest wszystkim tym, co nie służy godności człowieka i jego dobru. Trzeba sobie bardzo jasno powiedzieć, że Jego nauczanie jest zbyt mało obecne i w życiu Kościoła i życiu naszego narodu.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ