Czy 5-letnie dziecko może zmienić płeć? Czy skrajnie ideologiczny reportaż o transpłciowym Bartku powstał z troski o jego dobro? WIDEO

Pięcioletnia Zosia jadąc samochodem poczuła, że jest Bartkiem. W zmianie płci wspiera ją matka. Lewicowe media nagłaśniają pierwszy polski przypadek transseksualnego dziecka, którą Rafał Betlejewski opowiedział w skrajnie ideologicznym reportażu, zbierając przy okazji pieniądze na pomoc dla samotnej matki. Czy tak małe dziecko może zdecydować o zmianie własnej płci? Czy dziewczynka, która w jednej chwili zaczyna być nazywana chłopcem ma przestrzeń do zdrowego rozwoju? Jeśli nawet dziecko ma tak potężny problem z własną tożsamością, to czy moralne jest wykorzystywanie tego do promocji postulatów LGBT+ w skrajnie ideologicznym reportażu? Gdzie w tym wszystkim realne dobro dziecka?

Historię 5-letniej Zosi-Bartka w reportażu Betlejewskiego opowiada głownie matka – Dorota Świercz. Ojciec dzieci odszedł, gdy dowiedział się o ciąży. Matka nie kryje, że nie radzi sobie finansowo.

Musiałam wybrać, czy zajmuję się dzieckiem, diagnozowaniem, terapią czy pracuję na pełen etat

— mówi, a cały film jest jednym wielkim wołaniem o wsparcie. „Nasza sytuacja finansowa? Leżymy!” – mówi matka Zosi.

Dlatego prosiłbym cię, abyś dziś – nie w przyszłym roku, nie za tydzień, a dziś – sięgnęła/sięgnął po swoją kartę kredytową i kliknęła/kliknął w link który znajduje się pod filmem. Te pieniądze ze specjalnego konta trafią do nich

— mówi autor reportażu.

Wyśrubowana emocjonalnie opowieść przeplatana jest wypowiedziami Zofii Klepackiej oraz katolickich kapłanów, negatywnie oceniających ideologię gender jako narzędzia wojny kulturowej.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że historia Zosi-Bartka wykorzystana została w brutalny sposób do promowania LGBT+, a jako widzowie poddawani jesteśmy ostrej manipulacji. Dyrektor przedszkola, która przytomnie mówi, że nie poruszają w przedszkolu tematów LGBT, ponieważ nie jest to czas na taką edukację, przedstawiona jest jako osoba działająca niemal na szkodę dziecka. Tymczasem, jako odpowiedzialna za dobro dzieci, stanowczo powtarza, że dopóki nie ma jednoznacznego orzeczenia lekarskiego i sądowego, traktuje dziecko jako Zosię.

Musimy to zrobić mądrze, żeby nie skrzywdzić dziecka. A skąd wiemy, że za pół roku ten etap minie? Jak my sobie spojrzymy w oczy? Dlatego, żeby być w porządku, musimy sprawdzić wszystko co jest wokół. Żeby nie skrzywdzić dziecka, bo to jest decyzja na całe życie

— mówi dyrektor przedszkola.

Oczywiście zdarzają się przypadki, w których występuje genetyczna niezgodność płci, ale są to przypadki niezwykle rzadkie, wymagające troski, uważności i pomocy lekarskiej. Problem polega na tym, że zaczęto przypadki marginalne rozciągać na ogół i budować powszechne przekonanie, że każdy może zmienić płeć. Ideologia LGBT+ brnie w swoich wariacjach coraz dalej, formułując definicję, według których mamy już kilkadziesiąt różnych płci, a katalog wciąż pozostaje otwarty. Zgodnie z obecnym podziałem, transseksualizm (polegający na niezgodności między płcią biologiczną a socjalną), dzieli się na trzy grupy: heteroseksualnych transwestytów – po zmianie płci, oraz osoby o statusie pośrednim między transwestytyzmem a transseksualizmem, które chcą zmiany operacyjnej lub nie.

Czy 5-letnie dziecko może więc zdecydować o własnej płci? O płci, której nie zdołało jeszcze na dobre rozpoznać? Czy ktoś przypadkiem nie robi mu krzywdy, wykorzystując nieświadomość? Czy robienie z tego publicznej sprawy jest działaniem w interesie dziecka?

Szaleństwo LGBT+ idzie coraz dalej. Nawet twórca „gender”, John Money, twierdził że dziecko nie ma płci i należy ją dopiero ukształtować. Dziś słyszymy, że dziecko samo tę płeć wybiera. Co ciekawe, nawet prof. Lech Starowicz przekonuje, że ze zmianą płci należy zaczekać do pełnoletności.

Niestety, kilkudziesięcioletni dorobek ideologii gender pokazuje, że mamy do czynienia z potężną machiną przekłamań, manipulacji i półprawd. Nie dotyczy to jedynie preparowanych badań i pseudonaukowych teorii. W samym fundamencie pomysłu na dowolność płci leży potężna skaza naznaczona ludzką śmiercią.

Pojęcia gender użył po raz pierwszy doktor John Money (1921–2006), kontrowersyjny psychiatra i seksuolog amerykański związany z Uniwersytetem w Baltimore. Określał w ten sposób dwie obecne w człowieku i przeciwstawne sobie płcie: „sex”, czyli płeć biologiczną, i „gender”, czyli płeć społeczno-kulturową. Na tę ostatnią składa się, wg niego, wiele czynników: edukacja, stereotypy kulturowe, uwarunkowania społeczne, religijne, ekonomiczne. Money pierwszy przekonywał, że dziecko rodzi się bez poczucia tożsamości płciowej i przez pierwsze dwa lata życia można ją dowolnie ukształtować na drodze wychowania i socjalizacji. Co więcej, wystarczy odpowiednia interwencja behawioralna, by dokonać kolejnej zmiany płci. Money, który przebywał wówczas na Harvardzie i przygotowywał swój doktorat, spotkał się z klinicznymi przypadkami hermafrodytyzmu – osobami z biologicznymi cechami obu płci. Był rok 1955, 13 lat przed Stollerem. Z pewnością genderyści opowiadaliby o tym wiekopomnym odkryciu z dumą, gdyby nie fakt, że teoria ojca założyciela nie wytrzymała starcia z rzeczywistością i zakończyła się ludzkim dramatem.

Money widział potencjał w temacie zmiany płci. W latach 60. otworzył Gender Identity Clinic – pierwszą na świecie klinikę operacyjnej zmiany płci. W 1966 roku trafili tam rodzice bliźniaków jednojajowych, z których jeden przeszedł nieudaną operację usunięcia napletka. Półroczny Bruce Reimer wskutek zabiegu doznał poważnego okaleczenia penisa, a zrozpaczeni rodzice, szukając rozwiązania, zdecydowali się na operacyjną zmianę płci. Doktora Moneya i jego teorię znali z mediów, które entuzjastycznie relacjonowały nowe odkrycia naukowej gwiazdy. Uznali więc, że skoro dziecko dopiero nabywa tożsamość seksualną, mogą uratować je przed życiowym nieszczęściem i na nowo ukształtować jego płeć. Money zalecił wykonanie operacji narządów płciowych i nakazał Reimerom, by traktowali chłopca jak dziewczynkę. Rodzice nazwali Bruce’a Brandą i utrzymywali dziecko pod opieką psychoterapeutyczną doktora.

Bruce-Branda od samego początku nie akceptował tej sytuacji. Niszczył sukienki, w które go ubierano, nie chciał się bawić z dziewczynkami, wdawał się w bójki. Co ciekawe, od samego początku nie był tolerowany przez koleżanki. Money nie przejmował się niepowodzeniami, a w raporty wpisywał fałszywe informacje, według których eksperyment przebiegał prawidłowo. Jednocześnie wpadł na pomysł oswajania dziecka z narządami płciowymi. W trakcie terapii kazał rozbierać się bliźniakom do naga i organoleptycznie odkrywać różnice. Pokazywał im też zdjęcia dojrzałych, nagich organów płciowych, także w sytuacjach intymnych. Pod pozorem uświadomienia dzieciom ich różnic płciowych Money kazał im odgrywać seksualne scenki przedstawione na zdjęciach. Terapia była dla chłopców potężną traumą. Bruce-Branda od 11. roku życia miał myśli samobójcze. Jednak dopiero po dwóch latach, gdy przestał już sobie radzić emocjonalnie, zagroził rodzicom, że jeśli jeszcze raz zabiorą go do Moneya, odbierze sobie życie. Nowy psychoterapeuta zalecił, by powiedzieć chłopcu prawdę. Gdy ten usłyszał, kim jest, natychmiast zdecydował o powrocie do swojej biologicznej płci. Przeszedł kolejną metamorfozę i przyjął imię David. Cały czas borykał się jednak z silnym poczuciem wstydu. Po kilku latach wydawało się, że jego życie zaczyna się układać. Spotkał kobietę, zakochał się, wzięli ślub. Mimo to David nie potrafił znaleźć równowagi. W wieku 38 lat odebrał sobie życie. Jego brat bliźniak, cierpiący na depresją, zrobił to samo dwa lata wcześniej. Dramat rodziny Reimerów rozgrywał się przez kilkadziesiąt lat. Zakończył się podwójną śmiercią dzieci i ogromnym bólem rodziców oszukanych przez genderowego hochsztaplera, który przez kilkanaście lat bawił się seksualnymi eksperymentami kosztem ich synów.

Wydarzenie to nie położyło się jednak cieniem na karierze Moneya. Nadal przekonywał, że płeć jest kwestią wyboru, prezentował dobrodziejstwa operacyjnej zmiany tożsamości i z powodzeniem prowadził genderową klinikę. Jak się później okazało, jego patologiczne pomysły terapeutyczne miały źródło w nieuporządkowanym życiu seksualnym, które przenosił na pacjentów. Był orędownikiem seksu grupowego, biseksualizmu i zachęcał do praktykowania tzw. fucking games dzieci. Do parafilii, czyli zamiłowań odbiegających od normy, zaliczał nawet skrajne perwersje seksualne, jak morderstwo z lubieżności. Wymysły Moneya do dziś traktowane są zupełnie poważnie, mimo że wciąż pojawiają się nowe ofiary, będące żywym dowodem na to, że nie ma większego bólu w egzystencji człowieka niż rozbicie fundamentu jego tożsamości.

Inną ofiarą genderyzmu jest Nathan Verhelst, 44-letni Belg, który w październiku 2013 roku poddał się eutanazji. Transwestyta przyznał, że nie potrafi sobie poradzić z cierpieniami psychicznymi spowodowanymi zmianą płci. W ostatniej rozmowie, którą dzień przed śmiercią odbył z dziennikarzem, ujawnił, że urodził się jako dziewczynka, ale rodzice tak bardzo pragnęli syna, że ją odrzucili. Nancy, żyjąc w poczuciu niedowartościowania i braku rodzicielskiej miłości, tłumiła w sobie kobiecą tożsamość. Ostatecznie w 2009 roku zdecydowała się na zmianę płci. W ciągu trzech lat przeszła trzy operacje. Gdy po ostatniej zobaczyła w lustrze swoje męskie ciało, poczuła tak daleko posunięty wstręt, że postanowiła poddać się eutanazji.

Podobnych eksperymentów, które nie wychodzą na światło dzienne, jest więcej. Przestrzeń genderowania świata nie pozostaje wolna od poważnych nadużyć. Wykorzystywana jest do tego nieświadomość rodziców lub niepełnosprawność intelektualna ich dzieci. Skutki mogą być nieodwracalne. Tak głębokie rozbicie tożsamości musi skutkować trwałą utratą poczucia bezpieczeństwa i przynależności. Jak w takim stanie tworzyć wielopłaszczyznowe i pełne relacje międzyludzkie? Jak obronić samego siebie przed samowykluczeniem ze środowiska? Na te pytania ideologia gender nie odpowiada. Potrafi się jedynie skupić na szukaniu wrogów zewnętrznych i wyłapywaniu aktów nietolerancji. Do refleksji nad nietolerancją mniejszości wobec większości oraz głębokiej nietolerancji człowieka wobec samego siebie jeszcze nie dojrzała.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ