Milionowy interes i tajemnicza konkubina króla warszawskiej reprywatyzacji!

kamienic.jpg

Wielki interes i tajemnicza konkubina króla reprywatyzacji

Kupić roszczenia do nieruchomości za ponad 600 tys. złotych, której wartość wyceniono na 16 milionów złotych, a po wojnie odbudowali ją wszyscy Polacy? Tak wyglądały realia warszawskiej reprywatyzacji! Dziś Komisja Weryfikacyjna wyda decyzję w sprawie m.in. nieruchomości przy ul. Bartoszewicza w Warszawie. W tle sprawy pojawia się mec. Jan Stachura, jeden z najbardziej sprawnych graczy na warszawskim rynku reprywatyzacyjnym oraz jego konkubina.

Sprawa kamienicy przy ul. Bartoszewicza (dawniej Aleja na Skarpie) warta jest dzisiaj ponad 16 milionów złotych,ale roszczenia do niej nabyto za zaledwie 632 tys. złotych, ale miasto nigdy nie zbadało faktu rażącej różnicy w wysokości tych kwot. Już to sprawia, że w tej historii pojawia się tyle wątpliwości. Jest ich jednak o wiele więcej, a te mogą sprawić, że Komisja Weryfikacyjna pod przewodnictwem Sebastiana Kalety może być niekorzystna.

Już z samych akt sprawy znajdujących się w warszawskim ratuszu wynika, że Czesław Tabor, prawowity właściciel nieruchomości mógł się jej zrzec i to jeszcze pod koniec lat 40. Na taką możliwość wskazuje pismo z 12 marca 1949 r. w którym Ministerstwo Odbudowy, Departament Polityki Budowlanej zgadza się na zrzeczenie się prawa do budynków oraz prawa własności czasowej na rzecz Spółdzielni Administracyjno-Mieszkaniowej Pracowników Ministerstwa Przemysłu i Handlu. Za to miano oddać właścicielowi 8 izb w wyremontowanym po wojnie budynku. Ważną kwestią jest też fakt, że nieruchomość odbudowano po wojnie za pieniądze wszystkich Polaków.

W latach 2000. prawa do nieruchomości przysługują trzem osobom. Część z  nich reprezentuje właśnie mecenas Stachura. I tu następuje zwrot akcji. W 2007 i 2009 roku prawa do udziałów i roszczeń skupuje od nich Maria Trzcińska – prywatnie osoba związana z mec. Stachurą. Dziwią kwoty, za które legalnie skupiła wszystkie udziały. To ponad 620 tys. złotych. Z operatu dla tej nieruchomości wynika, że jest ona warta 16 milionów złotych. Miasto ponownie zajmuje się wnioskiem dekretowym, nie przejmując się, że wydając decyzję w zakresie nieruchomości zabudowanej budynkiem, pominęło właścicieli mieszkań wyodrębnionych, którzy z racji udziału w nieruchomości powinni być stronami w postępowaniu przed miastem. Miało to miejsce mimo, że m.st. Warszawa wyrokiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 2014 r. zostało do tego zobowiązane!

W sprawie szokuje tez niefrasobliwość warszawskich urzędników. Jak można było pominąć fakt, że prawowity właściciel nieruchomości, już w latach 40. zrzekł się jej? Dlaczego nie zwrócono uwagi na szokujące dysproporcje między ceną za roszczenia i prawa, a wartością nieruchomości? Dziś, Komisja Weryfikacyjna ma odpowiedzieć na te pytania. Czy fakt, że osoba zainteresowana przejęciem nieruchomości związana jest z mec. Janem Stachurą miało na to wpływ?

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ