Ks. prof. Bortkiewicz: Promowanie ideologii LGBT powinno być ograniczone. Rząd powinien wypowiedzieć konwencję stambulską

Obecny obóz rządzący mówi dobitnie o suwerenności politycznej, o suwerenności energetycznej i o suwerenności militarnej. Ale powinien również mocno akcentować suwerenność kulturową. Ona jest równie ważna jak wymienione wcześniej aspekty suwerenności. Rząd jeżeli nie przed wyborami to po nich, powinien zająć jednoznaczne stanowisko i wypowiedzieć konwencję stambulską

— mówi portalowi wPolityce.pl ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr, teolog i etyk.

wPolityce.pl: Po co są organizowane „Marsze Równości”? Przecież ich organizatorom nie chodzi o tolerancję i równość praw, bo to wszystko już jest.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz: Marsze służą wprowadzaniu antykultury i dewastacji porządku społecznego, moralnego i kulturowego. Wyrazem tej dewastacji jest dążenie do zniesienia instytucji małżeństwa i zmiana pojęcia małżeństwa. Nie chodzi nawet o ustanowienie związku homoseksualnego jako równorzędnego z małżeństwem. Ale o wprowadzenie tzw. związków polimorficznych, czyli zupełnie dowolnych związków, które w sposób jednoznaczny podważają rangę, wartość i godność instytucji małżeństwa. A skoro ta instytucja zostanie podważona, zostanie podważony pewien porządek społeczny. W naszych realiach konsekwencją podważenia tego porządku społecznego będzie na przykład konieczność zmiany Konstytucji. Promotorom ideologii LGBT chodzi o zachwianie społecznego, kulturowego i przede wszystkim moralnego porządku.

Wskazał ksiądz cele ruchu LGBT. To samo o celach lewicy powiedział Włodzimierz Czarzasty. Lider SLD stwierdził w rozmowie z „Faktem”, że najpierw należy wprowadzić małżeństwa dla wszystkich, a później adopcję dla par jednopłciowych.

To nie może dziwić, bo tak naprawdę mamy do czynienia z jednym nurtem lewicowym i neolewicowym, którego wyrazicielem od strony politycznej jest tzw. obecna Koalicja. Już nie wiem, czy Obywatelska czy Europejska. Jest to bez wątpienia opozycja do ładu prawnego i moralnego. Wyrazicielem tej koncepcji jest zarówno formacja polityczna pana Czarzastego, jak i partia pana Biedronia. One mają wspólny mianownik, neolewicową koncepcję zmiany porządku społecznego i politycznego. To kwestia obalenia świata wartości zachodnich, w których do tej pory żyliśmy. Jest bardzo prosty pomost między tymi wysiłkami a walką z jedynym jeszcze bastionem wartości konserwatywnych jakim jest Kościół katolicki. Wspólna dla tych wszystkich formacji jest krytyka oraz skryta lub jawna walka z Kościołem.

W jaki sposób można walczyć z promocją homoideologii i z marszami LGBT?

Bardzo trudne pytanie. Uznaję zasadę „plus ratio quam vis” i uważam, że ponad siłą powinna być sprawa racjonalnego namysłu i racjonalnego dyskursu. Zacząłbym od osób LGBT. Przyznam się, że ostatnio coraz trudniej przychodzi mi to pojęcie osoby LGBT przez usta. Tak jak nigdy nie używałem pojęcia osoby C2H2O5 tylko zawsze mówiłem, że to alkoholicy. Tak też o osobach LGBT+ mogę mówić jako o ludziach z zaburzeniem tożsamości seksualnej. Pierwszą podstawową rzeczą jest zwrócenie uwagi na sferę pewnych pojęć. To jest sprawa w moim odczuciu bardzo fundamentalna.

Dlaczego?

Bo za tą sprawą kryją się dalsze konsekwencje. Jeżeli mówimy o pewnych zaburzeniach to rodzi się przynajmniej perspektywa i możliwość jakiejś terapii. Jest to dzisiaj zagadnienie niezwykle trudne, niezwykle sporne i wywołujące wręcz fizjologiczną agresję ze strony tamtych środowisk. Tzw. Marsze Równości są w gruncie rzeczy marszami roszczeniowymi. Domagają się nie uprawnień, ale legalizacji bezprawnych roszczeń. Takim roszczeniem jest chociażby kwestia adopcji dzieci przez związki polimorficzne. Obojętnie czy to są związki homoseksualne, związki biseksualne czy związki transseksualne. Chodzi po prostu o roszczenia.

Czy „Marsze Równości” powinny być zabronione?

Powinniśmy przede wszystkim zwrócić uwagę na pewne ograniczenia wynikające z tej ideologii. Dlatego, że strategia, którą posługują się środowiska homoseksualne polega przede wszystkim na trzech elementach. Pierwszym jest bardzo częste nagłaśnianie problemu osób homoseksualnych i im pokrewnych. Po drugie, następuje ukazywanie tych osób jako jednoznacznie dobrych, pokrzywdzonych, opresyjnie traktowanych i nietolerowanych. Obserwujemy też pokazywanie krytyków środowisk gejowskich jako osób odrażających, brudnych i złych. Pierwszą rzeczą jest powstrzymanie tej masowej narracji. Ona zbyt szeroko się rozszerzyła w przestrzeni medialnej i artystycznej. Mam na myśli zwłaszcza przestrzeń filmową czy literacką. Ale także, co jest rzeczą ogromnie istotną to problem szerzenia tej ideologii na uniwersytetach i  uprawiania pseudonauki w szerszej przestrzeni. Powinniśmy wprowadzić więc pewne rygory, bo są przestrzenie, w których ideologia nie powinna mieć miejsca. Nie należy szukać rozwiązań powstrzymywania tych marszy. Tak, jak karane są wulgarne i prymitywne hasła ze strony atakujących Marsze Równości, tak samo powinny być karane obelżywe hasła, wypowiedzi i sformułowania, które padają ze strony środowisk gejowskich. W gruncie rzeczy środowiska promujące LGBT są agresorem ogromnym i zagrażającym naszej kulturze. Ta agresja powinna być restrykcyjnie powstrzymywana. Elementy, które wymieniłem nie są wszystkimi kwestiami na które warto zwrócić uwagę. Nagłaśnianie ideologii LGBT powinno być w jakiś sposób ograniczone. Po drugie, nie można dać się, chociażby pod wpływem marszu w Białymstoku, zmanipulować, że mamy do czynienia z niewinnymi ofiarami osób homoseksualnych, a z drugiej strony z agresywną postawą środowisk konserwatywnych. Agresja, którą rodzi środowisko homoseksualne wywołała niepotrzebną w formie, ale zasadną co do treści reakcję środowisk konserwatywnych.

Co powinny zrobić władze, żeby zablokować ofensywę ideologii LGBT? PiS będąc w opozycji zapowiada, że jak przejmie władzę Polska wycofa się z konwencji stambulskiej. Konwencja stambulska to konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej z 2011 r. Mijają cztery lata i obietnica nie została spełniona. Słowacja odrzuciła konwencję stambulską. W Polsce nie ma też ustawy chroniącej dzieci i młodzież przed demoralizacją. Takie ustawy obowiązują na Węgrzech i na Litwie.

To budzi coraz większy niepokój. Przy całej sympatii i solidarności z działaniami obecnego rządu trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć: sprawdzam. Konwencja stambulską to akt prawny, który może zostać wypowiedziany. Obecny obóz rządzący mówi dobitnie o suwerenności politycznej, o suwerenności energetycznej i o suwerenności militarnej. Ale powinien również mocno akcentować suwerenność kulturową. Ona jest równie ważna jak wymienione wcześniej aspekty suwerenności. Rząd jeżeli nie przed wyborami to po nich, powinien zająć jednoznaczne stanowisko i wypowiedzieć konwencję stambulską. Należy apelować do rządu, aby to zrobił.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ