Prof. Chwedoruk: Hartwich ma być lekiem na zagrożenia dla PO i odpowiedzią na zachowania celebrytów stygmatyzujących wyborców PiS

chwedoruk.png

Trzecie miejsce na liście PO daje pani Hartwich pewne szanse na wejście do Sejmu. Startuje z terenów o wyraźnej nadinterpretacji postaw liberalnych

— mówi portalowi wPolityce.pl prof. Rafał Chwedoruk, politolog.

wPolityce.pl: Pani Iwona Hartwich miała startować z siódmego miejsca z PO do Sejmu. Uznała to miejsce za niskie, pożaliła się w mediach i na portalach społecznościowych. Zyskała trzecie miejsce. Jak pan to skomentuje?

Prof. Rafał Chwedoruk: Sprawa pani Hartwich wiąże się z tym, że strategicznym problemem PO jest kwestia zawężania bazy wyborczej. To nawet nie chodzi o stratę wyborców, bo tak naprawdę ta partia dużo wyborców nie straciła. W zasadzie niemal nie straciła wyborców od ostatnich wyborów sejmowych. Chodzi o  zamykanie się tej partii na to, co ją już zgubiło, a wcześniej było jednym ze źródeł klęsk Unii Wolności, Unii Demokratycznej i Kongresu Liberalno-Demokratycznego.

Czyli?

Używając pewnego skrótu myślowego sprowadza się to do redukcji do partii wielkomiejskich liberałów absolutnie niewrażliwych społecznie. Do polityków martwiących się bardziej o budżet aniżeli o skutki społeczne braku deficytu budżetowego. To wynikało też z doświadczeń thatcheryzmu, który wbrew temu co się w Polsce uważa próbował również dotrzeć do niższych warstw społecznych. Chociażby przez hasło prywatyzacji mieszkań komunalnych, w których mieszkali głównie wyborcy labourzystów. Platforma po ostatnich wyborach tym bardziej znalazła się w obliczu takiego niebezpieczeństwa.

Na jakiej podstawie tak pan uważa?

To pokazywała struktura elektoratu, to pokazywały podziały przestrzenne w głosowaniu. Nawet nie chodziło tu o pozyskiwanie wielu nowych wyborców z mniej zamożnych regionów i z mniej zamożnych grup społecznych. Ale o ograniczenie możliwości mobilizacji przez PiS takich grup. Dlatego wywodząca się z liberałów PO znalazła się i w awangardzie walki o wysokość płac nauczycieli, służby zdrowia i  niepełnosprawnych. Myślę, że to był główny kontekst. A drugim pewnie jest to, że PO pewnie chciała powtórzyć w wielu aspektach drogę PiS, kiedy znalazł się w opozycji. Platforma chciała doprowadzić do stworzenia konfederacji wszystkich, którzy są przeciwko rządowi, nawet jeżeli w wielu sprawach są odlegli od PO. W tym momencie niepełnosprawni czy osoby związane z protestującymi były potrzebne. Patrząc na kwestię sojuszy można odnieść wrażenie, że  PO niezależnie już od pani Hartwich nie wyzbyła się ambicji stworzenia Koalicji Europejskiej w wersji soft.

Czy miejsce dla pani Hartwich na liście nie sprawi, że PO może się jawić przynajmniej dla części elektoratu jako partia wrażliwa na sprawy ludzi niepełnosprawnych?

Nie ma perspektyw tego, żeby w krótkim czasie PO zdołała powtórzyć swoje doświadczenie sprzed dekady, kiedy w krótkim czasie z wielkomiejskich opłotków wdarła się do różnych warstw społecznych i do różnych regionów. Czemu zresztą zawdzięcza w wysokim stopniu swoje przetrwanie do dzisiaj. Jest to więc standardowe działanie wizerunkowe w czasie kampanii wyborczej. Lepiej czasami dać komuś miejsce na liście, które nie daje rękojmi zostania posłem, aniżeli czytać krytykę medialną pod swoim adresem. Droga do tego, żeby PO bardziej przypominała partię w stylu CDU i innych z którymi się styka w EPP szukające kompromisu pomiędzy różnymi grupami społecznymi jest jeszcze daleka. Warto zwrócić uwagę, że problem nie leży w działalności struktur PO. To jest tylko jedna sprawa.

A druga?

Sednem sprawy jest to, że PO funkcjonuje w otoczeniu liberalnych celebrytów, którzy udzielali wypowiedzi stygmatyzujących wyborców PiS i mniej zamożnych Polaków oraz kpiło z korzystających z 500+. Nawet jeżeli tego nie wypowiadali politycy PO to wypowiadali to ludzie, których wypowiedzi i tak szły na konto partyjnej opozycji. Pani Hartwich i kilka innych decyzji personalnych pewnie ma ograniczyć ten stereotyp do którego w olbrzymim stopniu przyczynili się celebryci. W tym sensie pani Hartwich ma być lekiem nie tylko na kwestię empatii i ewolucji środowisk liberalnych w Polsce, ale także odreagowaniem na zagrożenia dla PO. Te zagrożenia co i rusz przynosi świat celebrytów dostarczając swoimi wypowiedziami i czasami zachowaniami paliwa do kampanii wyborczej PiS. Ta kampania na dobrą sprawę mogłaby się składać praktycznie wyłącznie z cytatów i obrazków ze świata polskich elit, zwłaszcza elit ze świata kultury.

Pani Harwtich ma szansę zostać posłanką?

Trzecie miejsce na liście PO daje pani Hartwich pewne szanse na wejście do Sejmu. Startuje z terenów o wyraźnej nadinterpretacji postaw liberalnych. Problemy niepełnosprawnych są problemami grupy, których znaczenie w perspektywie kampanii wyborczej dla wielkich partii nie jest aż tak duży, jak niektórzy by chcieli. Nie sposób to przełożyć na wiele głosów, więc pewnie to wszystko będzie miało większe znaczenie lokalnie i punktowo niż strategiczne.

źródło: wpolityce

PODZIEL SIĘ