PROF. T. MARCZAK: STANOWISKO SZEFA MSZ NIEMIEC WS. REPARACJI WOJENNYCH DLA POLSKI JEST CYNICZNE

Przesłanie wizyty Heiko Maasa jest następujące: To prawda, napadliśmy na Polskę, wymordowaliśmy wam parę milionów ludzi, zniszczyliśmy kraj, ale musicie poprzestać na słowie „przepraszam”. Jest to cyniczne stanowisko, zwłaszcza w kontekście tego, że mówiło się, iż Niemcy jak gdyby predestynują do miana supermocarstwa etycznego – wskazał prof. Tadeusz Marczak, politolog i historyk, podczas sobotnich „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

Prof. Tadeusz Marczak odniósł się do ostatniej wizyty w Polsce niemieckiego ministra spraw zagranicznych Heiko Maasa.

Zaznaczył, iż nie pierwszy raz z jego ust padło oświadczenie, że Polska nie ma co liczyć na odszkodowania wojenne ze strony Niemiec.

– Przesłanie jego wizyty jest następujące: To prawda, napadliśmy na Polskę, wymordowaliśmy wam parę milionów ludzi, zniszczyliśmy kraj, zniszczyliśmy wam stolicę, ale musicie poprzestać na słowie „przepraszam”. Jest to cyniczne stanowisko, zwłaszcza w kontekście tego, że mówiło się, iż Niemcy jak gdyby predestynują do miana supermocarstwa etycznego. Na czym polega cynizm strony niemieckiej? Jeden z historyków amerykańskich zajmujący się ogólnie kwestią odszkodowań wojennych ustalił, że największymi beneficjentami instytucji odszkodowań wojennych byli właśnie Niemcy. Do 1945 r. z całej puli wypłaconych do tego roku odszkodowań wojennych aż 90 proc. przypadło na Niemcy. Chodzi o odszkodowania, jakie Niemcy wycisnęły z Francji po wojnie 1871 r. To pozwoliło im na szybki rozwój gospodarczy, przede wszystkim rozwój przemysłu – mówił historyk.

Wracając do samej wypowiedzi niemieckiego ministra gość Radia Maryja podkreślił, że nie można jednak powiedzieć, iż nie ma żadnego postępu w stanowisku Niemiec dotyczącym reparacji wojennych i Polski.

– Postęp jest. Na początku lat 90-tych poprzednik Heiko Maasa na stanowisku ministra spraw zagranicznych Klaus Kinkel domagał się odszkodowań wojennych od Polski, ale także od ówczesnej Czechosłowacji i od Węgier. Klaus Kinkel stwierdził, że te wymienione kraje o fakcie roszczeń niemieckich zostały poinformowane, ale nie nadszedł jeszcze czas na publiczne zgłaszanie tego typu pretensji. Widzimy, że mamy pewien postęp. Obecnie jest cisza na ten temat i na razie wobec Polski nie będzie stawiane żądanie wypłaty odszkodowań agresorowi – tłumaczył historyk.

Prof. Tadeusz Marczak zwrócił uwagę, iż ten problem zawsze był obecny w niemieckim życiu politycznym i publicznym.

– W 2004 r. przed wizytą w Polsce ówczesnego prezydenta Niemiec Horsta Köhlera, jeden z komentatorów niemieckich napisał wprost, że Polska musi się liczyć z koniecznością wypłacenia odszkodowań wojennych Niemcom. Chodziło o „zadośćuczynienia dla wielomilionowej rzeszy wypędzonych Niemców” – przypomniał.

Paradoksalnych sytuacji dotyczących zniszczeń wojennych Polski i sposób rekompensowania ich jest więcej. Często przywołuje się decyzje Konferencji Poczdamskiej.

– Konferencja Poczdamska ustaliła jedynie sposób pobierania reparacji wojennych. Tutaj mamy do czynienia z bardzo niekorzystnym stanowiskiem dla Polski: oświadczono, że Polska będzie partycypować w radzieckiej puli reparacyjnej. W 1953 r. Moskwa zrzekła się odszkodowań od Wschodnich Niemiec, więc wymusiła także i na Polsce tzw. zrzeczenie się w formie listu Bieruta (…). Niektórzy upierają się, że ma on postać wiążącą prawnie, a tak nie jest – oznajmił politolog.

Po zjednoczeniu Niemiec Bundestag przyjął uchwałę, że list Bieruta zachowuje moc prawną także w stosunku do całych Niemiec i że nie ma problemu odszkodowań wojennych dla Polski. Jaka była reakcja ze strony władz naszej Ojczyzny?

– Na razie było milczenie. Dopiero w 2004 r. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął uchwałę, w której zobowiązał ówczesny rząd Marka Belki (Włodzimierz Cimoszewicz był ministrem spraw zagranicznych) do starań o wypłatę Polsce należnych jej reparacji od Niemiec. Mamy tu do czynienia z kolejnym paradoksem. I Cimoszewicz, i Belka wydali oświadczenia, że problemu odszkodowań w stosunkach polsko-niemieckich nie ma. Premier rządu i minister spraw zagranicznych stanęli nie na gruncie uchwały własnego Sejmu, a na gruncie uchwały obcego parlamentu – Bundestagu. Nawet w PRL nie było takiej manifestacji zależności od obsługiwania obcych interesów. Ci dwaj nie zostali zmieceni ze sceny politycznej czy publicznej Polski. Jak wiemy, spotkały ich sowite apanaże w Brukseli – wskazał profesor.

Gość „Aktualności dnia” zaznaczył, że szereg skandalicznych wydarzeń z przeszłości nie zwalnia władz Polski z konsekwentnego domagania się odszkodowań wojennych od Niemiec.

– Nie może tu być miejsca na żadną kapitulację. Nie do pomyślenia jest, żeby tolerować zachowania piątej kolumny czy to w świecie polityki, czy w świecie mediów (…). Domagałbym bardziej stanowczego stanowiska po stronie polskiej – powiedział ekspert.

źródło: radiomaryja.pl

PODZIEL SIĘ