Dornowi znów włączył się antypisowski amok: „Jednokomórkowiec. Pierwotniak, który oblewa i wchłania wszystko”

Ludwik Dorn znów pluje na Prawo i Sprawiedliwość. Niegdyś jeden z najważniejszych polityków obozu, z zapałem godnym neofity, atakuje więc partię rządzącą używając języka pogardy i nienawiści, który ma maksymalnie poniżyć PiS.

A ja patrzę na PiS inaczej. Ja widzę takiego jednokomórkowca. Pierwotniaka, który nie kieruje się stężoną złą wolą, tylko tropizmami. Oblewa i wchłania wszystko, co napotka, ale sam nie ma żadnej struktury poza jądrem komórkowym, którym jest Jarosław Kaczyński. Pierwotniakiem kieruje jeden wewnętrzny imperatyw – rozlewać się, wzrastać, likwidować wszystko, co utrudnia mu rozlewanie się. I z tej perspektywy likwidacja trójpodziału władzy jest całkowicie zrozumiała, bo to były barierki, które wstrzymywały rozlewanie się tego gluta.

– mówi Ludwik Dorn w rozmowie z portalem gazeta.pl.

Dorn nie cofa się przed personalnym obrażeniem ludzi obecnej władzy. Policja ma więc wykonywać polecenia „ćwoków”. Skąd ta „wiedza”?

Ponieważ byłem szefem MSWiA, to dobrze wiem, jak działa policja. Jest jakiś powiatowy komendant, który zdobył stanowisko dzięki poparciu lokalnego pisowca, na ogół ćwokowatego. I oczywiście świetnie wie, że w komendzie jest jakiś zastępca albo naczelnik, który ma chrapkę na jego stołek. No i raportują mu, że jakiś chłopak na jego terenie krzyczy „Precz z polskim faszyzmem”. Więc na wszelki wypadek lepiej postawić zarzuty i zgłosić do prokuratury. Niech tam się martwią.

– przekonuje Ludwik Dorn.

Ludwik Dorn jest „fachowcem” od wszystkiego. Jego tezy są oczywiście atrakcyjne (może bardziej pasuje określenie „efekciarskie”), ale zawsze rozbijają się o mur rzeczywistości. Opowieści „trzeciego bliźniaka” nie są w stanie jej sprostać. Kolejne wywiady, plucia na byłych kolegów i współpracowników sprawiają, że Ludwik Dorn przestaje być wiarygodny, a zaczyna być osobliwym reliktem polskiej polityki. Może nie jest pierwotniakiem, ale zdecydowanie pasuje do niego określenie „skamielina”.

wpolityce.pl/„Gazeta wyborcza”

PODZIEL SIĘ