Pobitemu gejowi nie pomogła policja? Bzdura! Wcześniej pił alkohol i zwyzywał kobietę! Ujawniamy manipulację „Wyborczej”!

Kolejna legenda na temat rzekomej nienawiści wobec środowiska LGBT! „Gazeta Wyborcza” prezentuje dziś „szokującą” historię o tym, jak to niejaki „Mikołaj” został zaatakowany na warszawskim Grochowie tylko dlatego, że komuś nie spodobała się jego orientacja seksualna. Ponoć nie chcieli mu pomóc także policjanci. Nic bardziej mylnego. Do bójki doszło po tym, jak „Mikołaj” w wulgarny sposób obraził kobietę, a policjanci wykonali standardowe czynności z udziałem pobitego.

W historyjce z „Gazety Wyborczej” brakuje tez jeszcze jednego faktu. Okazało się bowiem, że „Mikołaj”, w momencie szarpaniny, był po spożyciu alkoholu.

Policjanci, którzy przyjechali na miejsce w związku ze zgłoszeniem dot. bójki dwóch mężczyzn wysłuchali relacji wszystkich osób, które się tam znajdowały, czyli mężczyzny grającego w tenisa, jego partnerki, osoby postronnej, jak również mężczyzny, który twierdzi, że funkcjonariusze takich informacji rzekomo nie zebrali. W oparciu o nie, policjanci odtworzyli przebieg zdarzenia. Początek sprzeczki dotyczył przebywania psa na terenie kortu.

– czytamy w oświadczeniu nadkom. Sylwestra Marczaka, Rzecznika prasowego Komendanta Stołecznego Policji.

Jak ustalono, padło wiele wyzwisk, wulgaryzmów, kierowanych wielostronnie, w tym m.in. wobec kobiety i to właśnie w jej obronie stanął partner. Po wymianie zdań, obaj mężczyźni wyszli z kortu i zaczęli się szarpać oraz uderzać nawzajem. Policjanci nie tylko rozpytali wszystkie osoby będące na miejscu, ale także zbadali uczestników zajścia urządzeniem AlcoBlow. Okazało się, że „Pan Mikołaj” znajduje się w stanie po spożyciu alkoholu, jednak wynik ten nie miał wpływu na przebieg interwencji.

– informuje nadkom. Sylwester Marczak.

Z oświadczenia rzecznika warszawskich policjantów wynika też, że policjanci poinformowali osoby będące na miejscu o dalszych krokach związanych m.in. z możliwością skierowania sprawy w trybie prywatno-skargowym, do czego ma prawo każdy z uczestników.

Skorzystał z niego „Pan Mikołaj”, który zgłosił się do komendy. Mężczyzna rozmawiał z policjantką, która po wysłuchaniu jego relacji poinformowała go, że opis zdarzenia kwalifikuje się jako przestępstwo z art. 217 kodeksu karnego, tj. naruszenie nietykalności, które ścigane jest z oskarżenia prywatnego. Nie chciał przyjąć do wiadomości danej kwalifikacji, skonsultowanej także z przełożonym. Policjantka wskazała także zawiadamiającemu, w jaki sposób wygląda procedura w takiej sprawie, odpowiadając na jego pytania. Pomimo rzeczowego wyjaśnienia procedury, „Pan Mikołaj” nadal żądał zmiany kwalifikacji.Biorąc pod uwagę dotychczasowe ustalenia, na chwilę obecną nie stwierdzono, aby zachowanie policjantów biorących udział zarówno w interwencji, jak i czynnościach w komendzie było niewłaściwe.

– przekonuje Rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji.

„Gazeta Wyborcza” w swojej histerii na temat narracji LGBT potyka się o własne nogi i za wszelką cenę chce udowodnić tezę, która mówi o tym, że Polacy to homofobi, a państwo chroni rzekomych prześladowców gejów i lesbijek. Ta teza nie ma żadnych podstaw więc trzeba do niej naginać fakty.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ