Ratownik medyczny Tomasz Ł: Agata P. została obezwładniona przez policjanta i ratownika SOR-u, i przetransportowana do dekomtaminacji. [Nasz wywiad]

domena publiczna

Ratownicy medyczni są pracownikami Pogotowia Ratunkowego i podlegają tym samym przepisom co funkcjonariusze publiczni. W przypadku napaści na nich podczas służby są chronieni przepisami prawa. Inaczej jest we Wrocławiu.

Tutaj zawód ratownika medycznego nie jest traktowany jak zawód wysokiego ryzyka, toteż firma nie tylko nie zapewnia szkoleń ale brakuje zwykłej pomocy, jeśli ratownik zostaje pobity czy znieważony. Bywa, że interwencja agresywnych pacjentów kończy się zwolnieniem lekarskim ratownika. To nie jest zawód dla słabych charakterów. Sytuacje krytyczne są codziennością, zatem szybka i bezbłędna reakcja jest wysoko ceniona.

Czy Tomek Ł. przekroczył obronę konieczną oceni sąd. Ratownik medyczny z 15-letnim stażem, 12 lipca br., przyjechał z pacjentem do szpitala im. Marciniaka przy ul. Fieldorfa 2, na szpitalny oddział ratunkowy. Było to w godzinach wieczornych. Wcześniej inną karetką przyjechała Agata P. Ratownicy zgodnie z regulaminem zawsze czekają na lekarza aby przekazać swoich pacjentów. W holu, było kilka innych osób, w tym pracowników SOR-u, kilkuosobowa ochrona szpitala i dwóch policjantów.

Co stało się na SOR-ze, pytamy ratownika Tomasza Ł.

Takie “incydenty” z pijanymi i agresywnymi pacjentami mamy na co dzień, dlatego nie przywiązywałem wagi do tego zdarzenia, bo ono aż tak bardzo nie odbiegało od pozostałych. Na komisję dyscyplinarną zostałem wezwany cztery dni później. Opowiedziałem z detalami, jak przywiozłem swojego pacjenta i kto wówczas był SOR-rze.

Stałem przy ladzie obok pracowników SOR-u, gdy pijana pacjentka z rozbitą głową zaczęła się awanturować. W tym czasie nerwowo chodziła po korytarzu, uderzyła “swojego” ratownika, zaczepiała i obrażała innych pacjentów. Kazała puścić “mojemu” pacjentowi głośną muzykę z jego telefonu. Szturchała go zakrwawionymi rękoma i wyzywała. Wówczas zareagowałem. Prosiłem o uspokojenie i zajęcie miejsca na krześle.

Niestety pani Agata P. zaczęła mnie coraz bardziej znieważać, grozić pobiciem a nawet zabiciem. Następnie ruszyła w moim kierunku i zakrwawioną ręką uderzyła w przedramię. Wtedy faktycznie podniosłem i wyprostowałem nogę w celu kontrolowanego odepchnięcia i zdystansowania. To pomogło. Inaczej byłoby więcej kwi na moim ciele, dzisiaj już wiem, że miała krwotok spowodowany uszkodzeniem tętniczki. Z autopsji znam takich pacjentów, gdyż wielokrotnie lądowałem na SOR-rze z poważnymi urazami, co kończyło się długotrwałym zwolnieniem lekarskim. Dzięki temu, że zareagował jeden z policjantów i ratownik SOR-u nie byłem podrapany i nie doznałem poważnych urazów.

A co było dalej? Został pan zabrany przez policję, wrócił do pracy, ktoś spisywał zeznania, i pana i tej pacjentki?

Zdałem swojego pacjenta na SOR-ze, i o zdarzeniu powiedziałem kolegom z innych zespołów ratownictwa medycznego. Potem realizowałem kolejne zgłoszenia. Natomiast pani Agata P. została obezwładniona przez policjanta i ratownika SOR-u i przetransportowana do dekomtaminacji. Tam ją umyli ale z uwagi na szczególną agresję pacjentki podjęto decyzję o zastosowaniu przymusu bezpośredniego. Została przypięta pasami. Mimo to, lekarz musiał ją uspokoić za pomocą środków farmakologicznych aby móc zaopatrzyć ranę i wykonać dalszą diagnostykę.

Skargę na pana zgłosił szpital do pogotowia, czyli pańskiego pracodawcy. Z kolei pogotowie wystąpiło do szpitala o monitoring. Teraz sprawę będzie badać prokuratura. A pan otrzymał wypowiedzenie umowy o pracę, mimo, że sprawa dopiero będzie badana.

Sytuacja jest kuriozalna. Mój pracodawca jeszcze w lipcu chciał abym przyjął naganę, bo bał się mediów i tłumaczył “będzie to najlepsze dla pana, inaczej może być pan dyscyplinarnie zwolniony a cała sprawa może zakończyć się w prokuraturze. Radzę przyjąć to na klatę”.

Nie zgodziłem się, bo nie jestem niczemu winny, dlatego poprosiłem pracodawcę o zwrócenie się do szpitala o uzupełnienie całego monitoringu z zajścia, bowiem podczas rozmowy z Jackiem K. kierownikiem ds. skarg i wniosków pokazano mi tylko wycinki z nagrania.

A przecież jest dokładnie odwrotnie, to ja powinienem oskarżyć Agatę P. o napaść i zniesławienie. Jej zachowanie było wulgarne i odrażające, stąd moje żądanie o cały zapis od szpitala. Pijana kobieta w szale, z rozbitą głową powodowała zagrożenie dla innych ludzi. Ochrona szpitala widząc całe zdarzenie weszła do swojego pomieszczenia i udała, że niczego nie widzi.

Mówi pan, że pacjentka była pod wpływem alkoholu, czy są na to dowody i czy widział pan zapis monitoringu?

Jak wynika z dokumentów, pani Agata P. miała 4 promile alkoholu, stłuczoną i rozciętą głowę. Po opatrzeniu została wypisana do domu.

Monitoring został mi przedstawiony ale tylko fragmenty, właśnie te z nogą. Natomiast kompletne nagranie z całego zajścia, nawet bez głosu, jeśli będzie przedłożone w sądzie, ukaże prawdę. Każda sekunda nagrania ujawni jak było.

Mam też świadków, którzy potwierdzą to co mówię, są policjanci i ratownicy. Oni byli na miejscu. No i jeszcze ochrona. Dlaczego nie reagowali, nie wiem.

PODZIEL SIĘ