Cezary Kempa, jeden z najmłodszych kandydatów do Sejmu. Znane nazwisko pomaga, czy przeszkadza?

Cezary Kempa, jeden z najmłodszych kandydatów do Sejmu. Jest na liście Prawa i Sprawiedliwości, okręg nr 3 miejsce nr 27. Jeśli 13 października otrzyma mandat społeczny będzie najmłodszym leśnikiem w polskim parlamencie. W rozmowie z nami zdradza m.in. dlaczego kocha las, jaką lubi dyscyplinę sportu i co podaje przyjaciołom do jedzenia.

Lubimy las, daje nam wiele przyjemności i korzyści. W pańskim przypadku to coś więcej.

Zamiłowanie do przyrody wpajał mi dziadek i ojciec. Powtarzali, że przyroda uczy cierpliwości, a przede wszystkim odpowiedzialności za nią. Przyznam się do czegoś. W młodości byłem typem samotnika i często zamiast spotkań towarzyskich wybierałem długie spacery po lesie. Rodzice niepokoili się, gdy wracałem późno ze swoich wypraw.

Z upływem lat las moje leśne zainteresowanie zmieniało się, coraz bardziej chciałem poznać, jak taka zbiorowość żywych istot funkcjonuje, jakie zależności w niej zachodzą i jaki wpływ ma na nie człowiek. I w którymś momencie postanowiłem zostać leśnikiem. Studiowałem z dala od rodzinnego domu i nadal mieszkam sam, więc obowiązki domowe nie są mi obce. Lubię od czasu do czasu coś upichcić. Moi przyjaciele uważają mnie za niezłego kucharza. A danie popisowe to dziczyzna, jak na myśliwego przystało. Szkoda, że nie jest ona zbyt popularna w naszym kraju, mimo swojej wysokiej jakości. Wielokrotnie zdarzało mi się gotować razem z tatą, zwłaszcza gdy zostawaliśmy sami w domu. I radziliśmy sobie nieźle. Jednak gdy przychodziło do wypieków ciast, musieliśmy ustąpić miejsca mamie, która jest w tej dziedzinie prawdziwą specjalistką. I do dziś jest tak, że gdy wraca od wielkiej polityki, zakasowuje rękawy i wyczarowuje pyszności.

Znane nazwisko pomaga, czy przeszkadza? Czym wyróżni się Pan od Mamy?

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Moja mama jest bardzo wyrazistą osobą, o silnej osobowości i temperamencie. Jest też jest bardzo pracowita i w zdecydowany sposób realizuje stawiane przed sobą cele, nie zapominając przy tym o najbardziej potrzebujących. Chyba dlatego tak wiele osiągnęła, a wyborcy docenili jej zaangażowanie. Z całą pewnością trudno będzie kiedykolwiek jej dorównać. Ale czy właśnie nie tym winni dla młodych być rodzice? Wzorem do naśladowania? Mój kręgosłup moralny jak i polityczny został przez mamę mocno ukształtowany, za co jestem jej ogromnie wdzięczny. Z reguły jestem raczej osobą spokojną, która nie daje wyprowadzić się z równowagi, jednak potrafię zdecydowanie reagować, gdy ktoś atakuje ważne dla mnie wartości. Nieraz to, jak się nazywam, przysparzało mi trudności i nie zawsze sympatycznych reakcji. Jednak znacznie częściej spotykałem się z miłymi słowami i przyjaznym nastawieniem, co jest oczywiście bardzo przyjemne. Jednak najbardziej cenię sobie ludzi, dla których ten aspekt nie ma żadnego znaczenia, a postrzegają mnie oni jedynie przez pryzmat tego, jaki jestem, jak postępuję, co robię. O ile mama wdrożyła mnie w świat polityki, o tyle od taty nauczyłem się spokoju i pokory. Tego, że nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia i że właściwa chłodna analiza zawsze pozwala na podejmowanie odpowiednich kroków. Nigdy nie czułem ze strony swoich rodziców żadnej presji. Zawsze chcieli abym szedł wybraną przez siebie drogą, a sami dawali mi jedynie wskazówki i oparcie. Gdy stanąłem przed problemem wyboru szkoły średniej i studiów, pamiętam ich słowa, które bardzo mocno mi wtedy pomogły: „Musisz sobie wyobrazić sytuację, że budzisz się rano i idziesz do pracy. Jaka by to musiała być praca, byś wstawał do niej z radością i byś czuł do niej powołanie?”. Moją odpowiedzią na to pytanie były studia z leśnictwa. W liceum byłem w klasie biologiczno-chemicznej, ale chodziłem też na fakultet z wiedzy historycznej, by móc zdawać maturę również z tego przedmiotu. O ile wiedza z biologii i chemii była mi niezbędna do dalszego kształcenia w kierunku leśnym, o tyle historia, szczególnie XX wieku, wynikała z zamiłowania i poczucia patriotycznej powinności. Szczególnie inspirujące są dla mnie historie o naszych bohaterach narodowych z okresu wojennego i powojennego. Niewątpliwie wzruszającym jest fakt iż w wielu przypadkach byli to bardzo młodzi ludzie, którym Bóg, Honor i Ojczyzna były najbliższe sercu.

A jakie są pańskie zainteresowania?

Od najmłodszych lat chodziłem też na treningi piłki siatkowej. Na pierwsze zabierał mnie tata i bardzo szybko zakochałem się w tej dyscyplinie, do tego stopnia, że trenuję do dziś, a na mecze polskiej reprezentacji chodzę jak tylko mam możliwość – od dzieciństwa. Jestem kibicem, który krzyczy i dopinguje naszą drużynę całym sobą. Dla mnie to ogromna radość, że możemy być naprawdę dumni z osiągnięć polskiej piłki siatkowej.

Inną moja pasją jest czytanie książek, zwłaszcza historycznych i oglądanie filmów. Przyznam, że mam skłonność do popadania w serialowy ciąg podczas weekendu. Moim faworytem są Wikingowie. Pamiętam, jak jeszcze w podstawówce rodzinnie oglądaliśmy ,,Czterej Pancernych i Psa ”. Uwielbiam go. I teraz, gdy przypadkiem leci jakiś odcinek w telewizji, robię sobie żarty i podpowiadam domownikom, jaką kwestię wypowie za chwilę bohater. Podobnie ,,Sami swoi”. Mimo że znamy go w rodzinie na pamięć, to nadal śmieszy nas tak, jak za pierwszym razem.

Największą przyjemność sprawiają mi zajęcia, które można uprawiać na powietrzu. W czasach szkolnych było to wędkarstwo. W każdy weekend robiliśmy z kolegami wypad na pobliskie stawy, by łapać karpie czy płocie. Wcale nie złapanie ryby było najważniejsze, ale owa szczególna atmosfera wędkowania i spokój, jakie ono daje. W późniejszym czasie pasja ta przekształciła się w łowiectwo, dzięki dziadkowi i tacie.

W zimie często z dziadkiem wychodziliśmy dokarmiać zwierzęta. Nieraz kosztowało nas to wiele wysiłku, np. gdy auto ugrzęzło w śniegu. Ale zawsze dawaliśmy sobie radę z trudnościami, które z czasem zamieniły się piękne wspomnienia.

PODZIEL SIĘ