Poseł Jacek Świat wspomina śp. Kornela Morawieckiego

znicze_0.jpg

Odszedł Kornel Morawiecki. Wiedzieliśmy od dawna o Jego ciężkiej chorobie, a jednak ta wiadomość poraziła. Nagle we Wrocławiu, w Polsce zrobiło się pusto. Bo Kornel to był KTOŚ. Był od zawsze. Nawet dla mojej generacji był weteranem walki o wolność i sprawiedliwość. Był – zawsze z dystansem do głównego nurtu życia politycznego. Zawsze otwarty na rozmowę, na dyskusję. Można było się z Nim nie zgadzać, można się było pospierać. Ale zawsze warto było Go wysłuchać.

Niewiarygodne, że ten człowiek, stojący na uboczu, nie dbający o medialną sławę odegrał tak wielką rolę w życiu Polski. Gdy był pionierem wydawnictw opozycyjnych ze swoim Biuletynem Dolnośląskim i kiedy rozkręcał wydawnictwa dolnośląskiej Solidarności, i kiedy zakładał Solidarność Walczącą. A wreszcie, gdy jako marszałek-senior otwierał przed czterema laty obrady sejmu VIII kadencji. Jego przemówienie, swoiste opus magnum, było jednym z najważniejszych, historycznych wystąpień w polskim sejmie.

Wielką zasługą Kornela, o której się nie pamięta, albo wręcz nie wie, jest to, że wokół niego wyrosła cała generacja świetnych ludzi – uczciwych, ideowych, chorych na polskość. Niektórzy z nich już odeszli, niedawno żegnaliśmy Romka Lazarowicza. Niektórzy pozostali w cieniu, wrócili do swoich zawodów. Niektórzy są ważnymi działaczami państwowymi, nawet posłami. Dla wszystkich był inspiracją i wzorem. Premier Mateusz Morawiecki nie wziął się znikąd, ukształtowała go osobowość niezwykłego Ojca.

Kornel, lider SW, wielu ludziom kojarzył się z twardym facetem, watażką. Bo przecież tylko twardy gość mógł mieć tyle pomysłów na walkę z komuną. Tylko wyjątkowy twardziel mógł tyle lat ukrywać się przed bezpieką polską i sowiecką i tyle razy wymykać się pogoni. Z kolei komuna, a potem postkomuna, dorabiała Mu gębę oszołoma, radykała, a nawet terrorysty. Kiedy został deportowany, nawet wbrew komunistycznemu prawu, nie wstawił się za Nim nikt z tych wielkich działaczy odmieniających na wszelkie sposoby słowo „solidarność”. Dlaczego? Pewnie wszyscy się bali Jego charyzmy, a może czuli, że ma rację domagając się pełnej niepodległości, dekomunizacji kraju, krytykując „okrągły stół”.

A przecież Kornel był zaprzeczeniem tego obiegowego wizerunku. Szczupły, niepozorny. A przy tym niesłychanie spokojny i kulturalny. Nie przeklinał, nie walił pięścią w stół. Nikogo nie obrażał. Zawsze pełen wyrozumiałości dla błędów i słabości innych ludzi. Zawsze otwarty na argumenty oponentów. Do tego wykształcony, oczytany, z wielki zapleczem humanistycznym.

Ciekawe, że nie pamiętam, kiedy Go poznałem. Czy jeszcze przed Sierpniem, czy raczej w wirze pracy dla Solidarności. Przez lata wpadaliśmy na siebie przy różnych okazjach. Ostatnimi laty oczywiście dość często na korytarzach sejmowych. Czasem zamieniliśmy zdawkowe parę zdań, czasem była okazja do chwili dyskusji. Właściwie nic nadzwyczajnego. Bo Kornel po prostu był i jakoś nie chciało się myśleć, że może Go zabraknąć.

Dopiero dziś uświadamiamy sobie, że puste miejsce po Nim będzie nas boleć jeszcze przez wiele lat

PODZIEL SIĘ