Noblowskie tournée. Tokarczuk na spotkaniu z czytelnikami: “W strefie demarkacyjnej między Koreami zobaczyłam raj”

foto: fb

Noblistka Olga Tokarczuk kolejny dzień z rzędu spotkała się z czytelnikami we Wrocławiu – tym razem we Wrocławskim Domu Literatury. Podzieliła się m.in. swoimi refleksjami dotyczącymi nauczania historii. Wyraziła też ubolewanie, że media przedstawiły jej wypowiedź o niejedzeniu mięsa, jednocześnie nie poświęcając miejsca innym jej wypowiedziom.

Reklama

Domaga się od ludzi kultury prostych komunikatów. Jak przypomnimy sobie 100 lat temu autorów książek, to oni też mieli bardzo zdecydowane poglądy na jakiś temat, tylko mieli inne warunki formułowania tego. Boję się upraszczania czegokolwiek. Na przykład po wczorajszym pięknym spotkaniu rzuciłam okiem w internecie – jedyna rzecz, jaka się wybiła, to że Tokarczuk twierdzi, iż za 50 lat będziemy się wstydzić, że jedliśmy mięso

— mówiła Olga Tokarczuk.

 

 

Noblistka podzieliła się też swoją refleksją dotyczącą kierunku, w jakim jej zdaniem powinny iść badania historyczna oraz tego, jak powinno się nauczać historii.

Każde pokolenie z nową wiedzą powinno zrozumieć jeszcze raz to, co się zdarzyło w przeszłości, nowymi metodami i narzędziami, które dzisiaj posiadamy. (…) wydaje mi się, że dla pisarzy powieści historycznych jest to nieskończony obszar do eksploracji. (…) To działa także w przypadku reinterpretacji historii. Jesteśmy świadkami od drugiej połowy XX wieku postulatu feministycznego – aby spojrzeć na historię jeszcze raz, widząc w niej kobiety. To jest coś, co nazywa się herstory. (…) Bardzo możliwe, że nowymi tematami dla pisarzy historycznych będzie na przykład rola natury, relacji, które wiążą ludzi ze sobą, czyli efekt motyla. Wydaje mi się, że kwestia zwierząt – pojawiły się ostatnio cudowne książki o udziale zwierząt w czasie wojny

— mówiła.

Uczyliśmy się na lekcjach historii jakiejś takiej historii strasznie uproszczonej – panów we frakach, którzy pojawiają się gdzieś w bryczkach i podpisują jakieś porozumienia między sobą, wysyłają jakichś mężczyzn na fronty, którzy się zabijają. Nie wiedzieliśmy, co się wtedy dzieje z kobietami, dziećmi, zwierzętami, jak przyroda na to reaguje

— podkreśliła. Jako przykład takiego spojrzenia na historię przedstawiła swoją wizytę na granicy Korei Północnej i Korei Południowej, gdzie dopatrzyła się „raju”.

Mam taki piękny obraz jeden, który wraca do mnie, kiedy mówię o tych sprawach. Kiedyś byłam na granicy dwóch Korei. Tam jest wymyślony taki ogromny pas pośredni, dzielący oba kraje, on ma 2-3 kilometry szerokości. Co mnie najbardziej zdumiało, to nie jakaś refleksja polityczna nad dwoma ustrojami panującymi w tych krajach, tylko zobaczyłam na tym ogromnym pasie szerokości coś nieprawdopodobnego – pas dzikiej przyrody, po której chodzą zwierzęta. (…) Raj w strefie demarkacyjnej pomiędzy dwoma krajami

— powiedziała.

Najwyraźniej Olga Tokarczuk ma wyjątkowo specyficzne spojrzenie na to, co jest rajem na ziemi…

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ