Apel znanej polityk do inicjatorów „tęczowych piątków”. Arciszewska-Mielewczyk: Niech zorganizują dzień obrony chrześcijan

Wykorzystywanie przez dorosłych, tym bardziej przez niektórych nauczycieli młodzieży do rozgrywek politycznych jest absolutnie naganne. Gdybyśmy chcieli rzeczywiście zwrócić uwagę na problemy Polski czy świata, to polecałabym tym, którzy chcą urządzać „tęczowe piątki”, aby zorganizowali dzień obrony chrześcijan i katolików przed mordami, do jakich dochodzi na całym świecie

— powiedziała w rozmowie z portalem wPolityce Dorota Arciszewska-Mielewczyk.

 

wPolityce.pl: Akcja „tęczowy piątek” mimo wielkiej mobilizacji lewicy i środowisk liberalno-lewicowych okazała się niewypałem. Szczególnie widoczne to było w Gdańsku, gdzie nie przystąpiła do niej żadna szkoła. Jak Pani to ocenia?

Dorota Arciszewska-Mielewczyk: Słusznie. Dlatego, że rodzice zareagowali i jeżeli młodzież jest dojrzała – a mam syna w liceum – i nie ma żadnych osób, które padałyby ofiarą tego typu sytuacji, żeby trzeba było urządzać „tęczowe piątki”, to uważam, że nie należy wkomponowywać dzieci w politykę, zwłaszcza w liceach i w ogóle w szkołach, tylko uszanować ich prywatność i wolę rodziców do tego, aby były poza sferą gry politycznej. Poza tym organizowanie „tęczowych piątków” to nic innego, jak tylko napiętnowanie pewnych osób, które być może nie chciałyby się ujawniać. Młodzieżą – wiadomo – targają emocje, więc pozostawmy to w sferze ich decyzji. Powinniśmy zadbać, żeby nie było między nimi kłótni i waśni. Dorośli powinni młodych bardziej szanować, a nie wykorzystywać do przenoszenia do szkół i zaszczepiania ideologii LGBT, dlatego że to jest eksponowanie tylko jednej ideologii i grupy ludzi, których mamy jakoś specjalnie traktować.

Nie widzę tutaj absolutnie powodu, dla którego mielibyśmy sztucznie stwarzać możliwości konfliktu dla młodzieży i udawać, że coś w szkole się złego dzieje. Wykorzystywanie przez dorosłych, tym bardziej przez niektórych nauczycieli młodzieży do rozgrywek politycznych jest absolutnie naganne.

Gdybyśmy chcieli rzeczywiście zwrócić uwagę na problemy Polski czy świata, to polecałabym tym, którzy chcą urządzać „tęczowe piątki”, aby zorganizowali dzień obrony chrześcijan i katolików przed mordami, do jakich dochodzi na całym świecie.

Cieszę się, że rodzice w tym momencie zareagowali, że potraktowali tą sferę jako swoją prywatną, intymną, i że zareagowali odpowiednio, a kuratorium, kontrolując to, co się dzieje w szkołach, również zareagowało i „tęczowe piątki” się nie odbyły.

O czym świadczy ta wielka klapa „tęczowego piątku”? Czy to oznacza, że wbrew życzeniom lobby LGBT Polacy nie chcą chorych ideologii?

Myśmy wcześniej wiedzieli, że nie chcą, żeby ludzi dzielić ideologicznie, nie chcą tego typu ideologii, bo ona niszczy więzi rodzinne, ona niszczy rodzinę, ona niszczy tradycyjne, konserwatywne podejście do rodziny, do poszanowania i więzi między dziećmi a rodzicami. Instytucje zresztą też powinny szanować indywidualny sposób, w jaki rodzice decydują się wychować dzieci, a nie mówić, że – przynajmniej tak jak niektóre osoby – państwo wie lepiej, jak to robić, bo to jest po prostu nieprawda. Wychowanie powinno być nadal w sferze i pod kuratelą i ochroną rodziców. Rodzice powinni mieć w tym obszarze najwięcej do powiedzenia i nie można im tego odbierać, a ktokolwiek chce to czynić, niszczy podstawy funkcjonowania państwa i narodu. Trzeba o tym pamiętać.

Dzieci są naszym największym skarbem i jakakolwiek inżynieria społeczna i przenoszenie lewackich poglądów na grunt polski jest absolutnie niedopuszczalne. Musimy się przed tym bronić, nie czekać, aż to nas zaleje. Jako rodzice, jako obywatele, jako politycy musimy bronić społeczeństwa polskiego przed tego typu ideologiami, tym bardziej jeżeli chodzi o moc decyzyjną rodziców w kwestii ich dzieci. Nie można im tego odebrać.

Ja też jestem matką licealisty i będę go bronić przed tego typu ideologiami, chcąc zachować w nim poczucie wstydu, wszelkich uczuć związanych z jego rozwojem, uszanować jego intymność i chronić go jako rodzic, ponieważ ja najlepiej wiem, co potrzeba mojemu dziecku, na jakim etapie rozwoju jest, jak je wychować i ochronić przed niebezpiecznym wplątywaniem go w ewidentne polityczne rozgrywki.

Jaka jest w Pani ocenie świadomość społeczeństwa jeżeli chodzi o zagrożenia związane z ideologią LGBT? Co się zmieniło w ostatnich latach?

Myślę, że dużo się zmieniło. Przede wszystkim o tym niebezpieczeństwie trzeba rozmawiać. Zresztą myślę, że społeczeństwo polskie samo się przekonało w momencie, gdy marsze równości, które ze środowiskiem LGBT były związane, ewidentnie napadały, krytykowały i wyśmiewały nasze związki z Kościołem, z tradycją chrześcijańską, z katolicyzmem, z tym, co wiąże się z tradycją Rzeczpospolitej. Nie były to żadne marsze równości, ale marsze przeciwko Kościołowi, przeciwko nam – osobom, które „Bóg Honor Ojczyzna” mają w sercu i chcą te idee pielęgnować.

Wydaje mi się, że również przegrana ugrupowań politycznych, które się na tzw. prawa osób LGBT powoływały, wcześniej też w wyborach europejskich – to też była Koalicja Obywatelska, która się bardzo tym tematem zajmowała – pokazała, że jednak społeczeństwo chce uszanowania i pielęgnowania naszego systemu wartości, który kształtował nasze państwo i był z nim związany od zawsze. Nasza historia zawsze związana była z chrześcijaństwem, z korzeniami chrześcijańskimi, z tradycjami, które wiązały się zawsze z walką o niepodległość, ale w duchu wiary w Boga i wszelkich wartości budujących szacunek dla drugiego człowieka.

W mojej ocenie ta świadomość jest coraz większa. Trzeba z rodzicami rozmawiać – to jest jednak nasz obowiązek jako polityków, jako rodziców, żeby się interesować, o czym się mówi w szkole, czego się uczy w szkole, jak się wychowuje w szkole i też zwracać uwagę na pewne ruchy, które chcą obejść samorządy, aby móc tylnymi drzwiami wprowadzić, poprzez fundacje i stowarzyszenia, seksualizację naszej młodzieży. Ruchy i kierunki działania wszelkich organizacji związanych z lewicowymi ugrupowaniami są bardzo niebezpieczne.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ