Dr hab. Czarnek: Postanowienie TK wyjaśnia wszelkie wątpliwości, które rodziły się w głowach niektórych sędziów

sady_11.png

Na podstawie tego postanowienia, opartego na jednoznacznie brzmiącym przepisie prawa, wszelkie wątpliwości wszystkich sędziów są rozwiane i sędziowie mają nie tylko prawo, ale i obowiązek orzekać w sprawach, które zostały im przydzielone

— tak w rozmowie z portalem wPolityce.pl dr hab. Przemysław Czarnek, prawnik i poseł PiS komentuje dzisiejsze postanowienie Trybunału Konstytucyjnego zawieszające uchwałę Sądu Najwyższego.

wPolityce.pl: Co oznacza dzisiejsze postanowienie Trybunału Konstytucyjnego o zawieszeniu ubiegłotygodniowej uchwały Sądu Najwyższego do czasu rozstrzygnięcia przez TK sporu kompetencyjnego między Sejmem a SN?

dr hab. Przemysław Czarnek: Oznacza wyjaśnienie wszelkich wątpliwości, które rodziły się w głowach niektórych sędziów, niektórych przewodniczących wydziałów, niektórych prezesów sądów, co do uchwały Sądu Najwyższego, która w naszym przekonaniu i tak nie wywołuje żadnych skutków prawnych, bo została podjęta w postępowaniu, które dzień wcześniej zostało zawieszone. Nie trzeba być prawnikiem, żeby stwierdzić, że nie można wydać orzeczenia w postępowaniu, którego nie ma, bo postępowanie jest zawieszone. To fizycznie jest niemożliwe. Mimo to Sąd Najwyższy podjął uchwałę, w której stygmatyzował sędziów i podzielił ich na kategorie: orzekających; nieorzekających; orzekających, ale pod warunkiem. Było to kompletnie niezrozumiałe dla wielu sędziów i wywołało pewien chaos. Słyszeliśmy w doniesieniach z rozmaitych miejsce w Polsce, że składy orzekające, w których zasiadali sędziowie powołani przez prezydenta na wniosek KRS-u w obecnym kształcie, odraczały postępowania, żeby zapoznać się z sytuacją, zapoznać się z uzasadnieniem Sądu Najwyższego, a w niektórych przypadkach dochodziło nawet do prób zawieszania postępowań i wyłączania sędziów ze składów orzekających, co było absolutnie niezgodne z prawem. To, co zrobił dziś Trybunał Konstytucyjny, w oparciu o art. 86 ust. 2 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK, czyli wstrzymał stosowanie uchwały Sądu Najwyższego, powoduje przekreślenie jakichkolwiek wątpliwości. Na podstawie tego postanowienia, opartego na jednoznacznie brzmiącym przepisie prawa, wszelkie wątpliwości wszystkich sędziów są rozwiane i sędziowie mają nie tylko prawo, ale i obowiązek orzekać w sprawach, które zostały im przydzielone.

Pytanie, czy wszyscy sędziowie podzielają to zdanie. Sędzia Michał Laskowski, rzecznik Sądu Najwyższego określił postanowienie TK, jako „przewidywalne” i stwierdził, że będzie przedmiotem „analizy i namysłu” SN.

Nie mogę w żaden sposób brać odpowiedzialności za to, co myśli i sądzi pan rzecznik Laskowski. Ilość słów, które są absolutnie sprzeczne z fundamentami praworządności, z fundamentami państwa prawa, wypowiadanych przez pana rzecznika Laskowskiego i części sędziów SN, na czele z panią sędzią Gersdorf, od dawna jest już ogromna. Za to brać odpowiedzialności nie możemy. To, że ktoś nie potrafi przestrzegać wiążącego w Polsce prawa, to jest problem tego kogoś, a nie problem systemu prawnego i porządku prawnego w Rzeczypospolitej Polskiej. W państwie praworządnym rządzi prawo. Podstawą, fundamentem praworządności jest legalizm, czyli działanie wyłącznie w oparciu o przepisy prawa i wyłącznie w granicach przez to prawo przewidzianych. Jeśli tego nie ma, to nie ma w ogóle praworządności. To postępowanie przed SN jest zawieszone z mocy prawa. W art. 86 ust. 1 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK jest wprost napisane, że wszczęcie postępowania ws. rozstrzygnięcia sporu kompetencyjnego pomiędzy centralnymi, konstytucyjnymi organami państwa – a takim jest również Sąd Najwyższy – powoduje zawieszenie postępowań, które toczą się przed spornymi stronami i dotyczą przedmiotu sporu. Dzisiaj TK chcąc rozwiać wszelkie wątpliwości, bo tak interpretuję postanowienie TK, wykorzystał kolejną podstawę prawną z ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, zgodnie z którą jeżeli wykonanie uchwały powodowałoby nieodwracalne skutki i straty, to wstrzymuje się wykonanie takiej uchwały na czas toczącego się postępowania. Różnica polega na tym, że TK, Sejm RP, KRS i Prezydent RP działają na postawie przepisów prawa i w granicach przez to prawo określonych, czyli zgodnie z zasadami praworządności, a SN od dłuższego już czasu w niektórych sprawach działa poza granicami praworządności i łamie praworządność. Nie możemy brać odpowiedzialności za to, że pan rzecznik Laskowski będzie zastanawiał się nad tym czy SN będzie dalej łamać zasady państwa prawa, czy nie.

Czyli w obliczu dzisiejszej decyzji TK wszyscy sędziowie mogą orzekać.

Nawet nie mogą, a mają obowiązek. Chyba, że mają jakąkolwiek podstawę do wyłączenia się ze składu orzekającego, ale te podstawy są określone zarówno w Kodeksie postępowania karnego, jak i w Kodeksie postępowania cywilnego. W żadnej z tych podstaw do wyłączenia się nie ma podstawy w postaci uchwały Sądu Najwyższego, także dlatego, ze uchwały SN nie mają charakteru źródła prawa powszechnie obowiązującego i nie są źródłem prawa jako takie.

Rozmawiając o reformie sądownictwa nie da się pominąć również szerszego, europejskiego kontekstu. W obliczu wczorajszej wizyty wiceszefowej KE Viery Jourovej widać, że naciski na Polskę ze strony organów unijnych nie słabną.

Każdy widzi, że trwa intensywna kampania środowisk broniących „nadzwyczajnej kasty” w Polsce i będących pod jej wpływem. Ciesze się z tego co powiedziała wczoraj pani Jourova, że jest otwarta na nowy dialog z Polską i nowy dialog dotyczący naszego wymiaru sprawiedliwości. Nie zakończyła konferencji prasowej słowami, że w Polsce łamana jest praworządność i Komisja Europejska się temu przygląda, bo myślę, że po wczorajszym dniu ma ogromnie wiele do myślenia. Została wyposażona w argumenty, których wcześniej nie znała i szkoda, że ich nie znała, bo wygłaszała opinie, które były totalnie oderwane od rzeczywistości, która w Polsce występuje. W Polsce nie jest łamana praworządność. W Polsce to Sąd Najwyższy złamał praworządność, chociażby czwartkową uchwałą. Natomiast reforma sądownictwa idzie absolutnie w kierunku, który jest zgodny z traktatami, zgodny z prawem Unii Europejskiej, co więcej wymiar sprawiedliwości jest domeną państw członkowskich i nie należy do kompetencji UE. Cieszę się również z tych argumentów, które na spotkaniu z panią Jourovą przytoczył minister Zbigniew Ziobro. Cieszę się z zaproponowanego kompromisu – jeśli KE nie podoba się nasz model powoływania sędziów, to możemy żywcem przenieść model niemiecki, o którym nikt nie mówi, że jest niepraworządny, a w którym tylko politycy występują z wnioskiem o powołanie sędziów Sądu Najwyższego. Myślę, że pani Jourova ma naprawdę dużo do myślenia po wczorajszej wizycie. Cieszę się, że wysłuchała tej argumentacji.

Wczoraj w sprawie praworządności w Polsce wypowiedziało się również Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, przyjmując specjalną rezolucję, przy wsparciu niektórych polskich parlamentarzystów. Jakie ma ona znaczenie dla naszego systemu prawnego?

Niektórzy przedstawiciele Polski od dawna bawią się w Targowicę i donoszą kłamliwie na nasz kraj – oczerniają Polskę, Polaków, społeczeństwo polskie, wymiar sprawiedliwości, praworządność w Polsce. To nie jest żadna nowość. Jakie znaczenie może mieć rezolucja Rady Europy, którą popiera i za którą wnioskuje również przedstawiciel Rosji – państwa z conajmniej wątpliwa reputacja w zakresie praworządności? Pomińmy to milczeniem, ponieważ szkoda o tym rozmawiać.

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki powiedział dziś, że „Unia Europejska nie chce być traktowana jako skarbonka pieniędzy”, a podczas rozmowy wiceszefowa KE przekazała mu, że możliwe jest połączenie wypłaty unijnych środków z przestrzeganiem praworządności. Jak pan ocenia tego typu wypowiedzi, na ile jest to realne zagrożenie?

To jest szantaż ludzi o mentalności lokajów. Tylko tak mogę to skomentować. Jeśli ktoś powołuje się tylko na pieniądze i oczernia Polskę w debacie międzynarodowej, narażając Polskę na ewentualne straty finansowe, to w jaki sposób działa na rzecz dobra wspólnego i na rzecz Polski? Pan marszałek powinien się bardzo głęboko zastanowić, bo myślę, że społeczeństwo już dawno zastanowiło się, jak oceniać tego typu wypowiedzi przedstawicieli opozycji.

Czego spodziewa się pan po dzisiejszym spotkaniu prezydenta z przedstawicielami partii parlamentarnych ws. ustaw sądowych? Rozumiem, że PiS oczekuje, że prezydent podpisze nowelizację. Czy możliwe jest jeszcze ewentualnie wprowadzenie do nich zmian?

Na tym etapie nie ma możliwości wprowadzenia zmian. Ustawa przeszła już przez obie izby parlamentu i trafiła na biurko pana prezydenta. Mamy czwarty etap drogi ustawodawczej – promulgację, czyli podpis prezydenta i ogłoszenie w Dzienniku Ustaw. Pan prezydent może w ciągu 21 dni ustawę podpisać, zawetować albo skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Jesteśmy przekonani, że pan prezydent jest skłonny podpisać tę ustawę, a to przekonanie wywodzimy z wypowiedzi pana prezydenta w ostatnich kilkunastu dniach – jednoznacznie popierających reformę wymiaru sprawiedliwości. A to spotkanie jest przejawem odpowiedzialnej postawy odpowiedzialnego prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, wszystkich Polaków i całego państwa. Pan prezydent chce przed podjęciem ostatecznej decyzji zapoznać się jeszcze raz ze stanowiskami klubów w rzetelnej i merytorycznej dyskusji. Mam nadzieję na taką dyskusję, ponieważ w rozmaitych mediach ta dyskusja jest niemożliwa. Za każdym razem, kiedy przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, w tym ja, podnosimy argumenty stricte prawne – pokazujące podstawy prawne naszego działania, to nasze dyskusje są przerywane ogólnymi sloganami i briefem, który mają przygotowany przedstawiciele opozycji, a który nic nie wnosi. Jeśli ktoś w rozmowie o praworządności nie chce rozmawiać o podstawach prawnych, to tak naprawdę nie chce rozmawiać o praworządności. Mam nadzieję na taką szczerą i merytoryczną rozmowę dzisiaj w Pałacu Prezydenckim.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ