Doktorka Sylwia Spurek (użycie słowa „doktorka” nie jest naśmiewaniem się z europosłanki, tylko uszanowaniem jej miłości do feminatywów) swoją walkę też toczy w restauracjach Parlamentu Europejskiego, domagając się wprowadzenia większej różnorodności dań wegańskich tam serwowanych. Na razie bez fizycznej agresji, z użyciem narzędzi, które jako przedstawicielka Polski w europarlamencie posiada. A dysponuje na przykład możliwością składania interpelacji, wysyłania pism oraz zabierania głosu w debatach plenarnych Parlamentu Europejskiego. Zapewne jutro to ostatnie uczyni, bowiem przewidziana jest na tym czcigodnym forum debata na temat projektu wprowadzenia opłaty dla producentów mięsa, czyli nazywając rzecz po imieniu – obciążenia producentów mięsa podatkiem, który ma rekompensować szkody, jakie swoją zbrodniczą wobec środowiska działalnością czynią.
Jeżeli komuś wydaje się, że producenci posypią głowę popiołem, uświadomieni przez panią Spurek i jej kolegów, jak szkodzą matce-Ziemi i zaczną produkować mięso pro publico bono, a fermy hodowli krów, świń i kur zamienią się w organizacje non profit, natomiast konsumenci nie odczują tego we własnym budżecie, to oświadczenie koalicji zielonych i socjaldemokratów w PE (powstałej w tej sprawie) te złudzenia rozwiewa: „Branża mięsna będzie musiała podnieść ceny, aby zrekompensować emisję CO2. To pozwoliłoby ograniczyć spożycie mięsa i promować bardziej przyjazną dla środowiska i zdrowia produkcję żywności”. Oznacza to, że jeżeli przepisy wejdą w życie, będziemy kupowali mniej mięsnych produktów za wyższą cenę, na czym zyska środowisko ( 3 procent mniej emisji CO2 rocznie w Europie) i państwa członkowskie, bowiem dochody z tytułu nowego podatku mogą wynieść 32,2 mld euro rocznie w 27 państwach członkowskich UE do 2030 roku. Pieniądze te mają być przeznaczone na „dotacje do warzyw i owoców, zapewnienie wsparcia finansowego gospodarstwom domowym o niskich dochodach oraz do wspierania krajów rozwijających się w dostosowywaniu się do zmian klimatu oraz w ochronie lasów i różnorodności biologicznej”.
Szczególnie doniosłe i wspaniałomyślne jest to zapewnienie wsparcia finansowego gospodarstwom domowym” o niskich dochodach” w kontekście Polski, bo jak dowodzą badania, najwięcej produktów „odzwierzęcych” spożywają u nas ludzie powyżej 55 roku życia, a jak wiadomo w dalszej skali wieku, od 60 lat, są to przede wszystkim emeryci, dla których mięso jest względnie tanim produktem. Jak się im będzie do tego mięsa dopłacać, czy w zależności od wieku, stanu zdrowia, wysokości emerytury, jaka armia urzędników będzie to obliczać…to dzisiaj nieistotne, ważne że zyska na tym klimat i ich zdrowie. Jako Europejczycy spożywają przecież około 50 procent więcej mięsa, niż rekomenduje się w zaleceniach żywieniowych. Kiedy spożycie białka roślinnego wzrośnie, zmniejszą się również koszty opieki zdrowotnej, dzięki czemu zaoszczędzimy miliardy euro rocznie. Być może w trakcie jutrzejszej debaty padnie także odpowiedź na pytanie, czy będzie się dopłacać do zakupu mięsa ludziom chorym na anemię z powodu braku przyswajalnego żelaza i części białek w pokarmie?
Gdyby państwa unijne wprowadziły proponowane zalecenia, to ceny wołowiny i cielęciny wzrosłyby o ok. 20 zł na kilogramie, wieprzowiny – o 15 zł, a kurczaków – o 7,5 zł .
Z sondażu United Surveys dla DGP i RMF FM wynika, że dwie trzeciePolaków jest skłonnych wydawać więcej na prąd, jeśli nie byłby z węgla (64%), ale Marcin Durna z US komentując ten wynik, stwierdził na łamach DGP: „Ludzie łatwo deklarują pewne rzeczy, ale jak przychodzi do konkretów, mogą zmieniać zdanie”. Ciekawe, jaki byłby wynik sondażu, gdyby zapytano o podwyżkę cen mięsa. I komu Polacy by ją przypisali…
Mięso jest wartościowym produktem bogatym w białko, żelazo, cynk i witaminy z grupy B oraz PP. Szczególnie ważne są witaminy z grupy B, bowiem odpowiadają za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego, wpływają na proces metaboliczny, uczestnicząc w przyswajaniu węglowodanów, łagodzą stan napięcia nerwowego, a także poprawiają funkcjonowanie naszego mózgu. Przytoczenia tych danych proszę nie traktować jako chęci obrażenia tych wszystkich, którzy mięsa nie jedzą albo robią to w ograniczonych ilościach i wytykania im jakichkolwiek ułomności w funkcjonowaniu ich układu nerwowego czy mózgu, choć być może czasami komuś takie podejrzenie mogłoby przyjść do głowy. O nie, na pewno są produkty roślinne, które zastępują brak witamin B z mięsa całkowicie.
W 1980 roku na scenie amfiteatru w Opolu kabaret Tey śpiewał :
„Bo my musimy być silni i zdrowi/choćby na skrobi, choćby na skrobi/ Bo my musimy być dziś mniej pazerni, roślinożerni, roślinożerni/ Nam polędwica oraz schab, nie smakuje tak jak szczaw.”
I mirabelki, chciałoby się dodać…
Kilka miesięcy później wprowadzono kartki na mięso, które zlikwidowano prawie dziewięć lat później. Wówczas obywatel jadł mniej mięsa, niżby chciał nie dlatego, żeby chronić klimat i swoje zdrowie, tylko dlatego, że go po prostu nie było. I nie można złośliwie rzec, że władze PRL-u stosowały bardzo nowatorskie, proekologiczne działania, uznając za błędną powojenną politykę industrializacji kraju, którą opisywali poeci:
„Niech mnożą się traktory, które zaorzą pola/ Niech mnożą się maszyny i książki, i przedszkola/ A jeszcze stal i węgiel. I znowu stal i węgiel! /Górnicy i hutnicy kują naszą potęgę.
Ale Sylwia Spurek może zaproponować swoim kolegom z Parlamentu Europejskiego polski wkład w rozwiązywanie problemów klimatycznych, czerpiąc z bogatych doświadczeń swojej Ojczyzny. Kartki na mięso w całej Unii Europejskiej. Bardziej skutecznego mechanizmu oduczania ludzi jedzenia mięsa chyba jeszcze nikt nie wymyślił. A w ostateczności zawsze można powiedzieć: Nie stać ich na mięso? Niech jedzą ciastka.
źródło: wpolityce.pl
















