93. rocznica urodzin Benedykta XVI. W cieniu zarazy o liturgii

16 kwietnia 1927 r. w Marktl nad Inn urodził się Joseph Ratzinger, przyszły papież Benedykt XVI, który od najwcześniejszych lat wykazywał fascynację liturgiczną celebracją. Teraz, kiedy zaraza wygnała nas ze świątyń warto pomedytować razem z niemieckim papieżem nad rolą liturgii w naszym życiu 

Benedykt XVI w wywiadzie „Sól ziemi” wspomina: „Od początku przejawiałem ogromne zainteresowanie liturgią (…) Było dla mnie ekscytującym przeżyciem, gdy wnikałem w tajemniczy świat łacińskiej liturgii i dowiadywałem się, jaki jest jej sens”. Przyznaje, że fascynowały go uroczystości liturgiczne „z muzyką, ze wszystkimi ozdobami i obrazami”. Z kolei w autobiografii „Moje życie” Benedykt XVI pisze: „Każdy nowy etap głębszego wchodzenia w liturgię był dla mnie wielkim przeżyciem. Każda nowa książka dotycząca tego tematu była dla mnie klejnotem, o którym wcześniej tyko mogłem marzyć. Fascynującą przygodą było zagłębianie się w tajemnicę świata liturgii, która rozgrywała się na ołtarzu przed nami i dla nas. (…) Ta tajemnicza struktura tekstu i akcji wyrosła poprzez stulecia z wiary Kościoła. (…) Nie wszystko było logiczne, czasami zawikłane i trudne w orientacji. Ale właściwie przez to struktura ta była cudowna i dziwnie przejmująca”. Jakie są nasze najwcześniejsze wspomnienia liturgii? Jakie żywimy wobec niej emocje?

Benedykt XVI podkreśla, że fascynacja liturgią nie eliminuje racjonalnego myślenia. W „Ostatnich rozmowach” wyznaje: „Ważne jest powstanie wewnętrznego oglądu tak, aby ludzie »od środka« poznali, czym jest liturgia i co rzeczywiście ona oznacza. Dlatego pisałem książki”. Intencją jego fundamentalnego dzieła „Duch liturgii” jest właśnie pomoc w przeżywaniu, zrozumieniu i właściwym urzeczywistnianiu liturgii. Jaka jest nasza świadomość liturgiczna? Jak ją kształtujemy? Czy rozumiemy istotę liturgii? Czy potrafimy ją objaśnić? A może uważamy, że poświęcanie uwagi zagadnieniu liturgii w czasach zarazy jest przejawem swoistego eskapizmu? Wątpliwości nasze rozwiewa Benedykt XVI w książce „Święto wiary. O teologii mszy”, gdzie odnajdziemy następujący passus: „W obliczu politycznych i społecznych kryzysów współczesności oraz moralnego wyzwania rozważanie problemów liturgii i modlitwy może się wydawać drugorzędne. Pytań o to, czy miary moralne zostaną rozpoznane i czy zostaną obudzone duchowe siły, które są niezbędne do przetrwania kryzysu, nie da się jednak oddzielić od kwestii liturgii. Ludzka godność zabezpieczona jest tylko wówczas, gdy człowiek, każdy człowiek, staje przed obliczem Boga i słyszy Jego wezwanie. Z tego właśnie powodu troska o właściwą postać liturgii nie istnieje obok troski o człowieka, lecz jest jej ośrodkiem”. Benedykt XVI doprecyzowuje tę ideę w „Nowej pieśni dla Pana”: „W liturgii chodzi o nasze pojmowanie Boga i świata, o nasz stosunek do Chrystusa, do Kościoła i do nas samych. W obcowaniu z liturgią rozstrzygają się losy wiary i Kościoła”.

Czy w świecie wiary chrześcijańskiej mogą jeszcze istnieć odrębne święte przestrzenie i święte czasy, skoro kult chrześcijański jest liturgią kosmiczną, obejmującą niebo i ziemię? –  pyta Benedykt XVI w „Duchu liturgii”. To wyjątkowo aktualne pytanie. Czy bowiem w czasach zarazy nie ulegamy przeświadczeniu, że „świętość dokonuje się właśnie w prawym przeżywaniu codzienności”? Że nie istnieje inna sakralność niż sakralność naśladowania Chrystusa w rozważnej miłości bliźniego? Czy wobec tego potrzebujemy jeszcze świętej przestrzeni, świętego czasu i pośredniczących symboli? Benedykt XVI odpowiada: „Tak, potrzebujemy ich właśnie po to, abyśmy przez znak, przez obraz mogli uczyć się widzieć otwarte niebo, abyśmy byli zdolni rozpoznać tajemnicę Boga w przebitym sercu Ukrzyżowanego”.

Benedykt XVI w „Nowej pieśni dla Pana” wykłada, że „Liturgia poprzez wspólnotę ludzi wierzących i w wierze rozumiejących powinna mieć swoją własną siłę promieniowania, która następnie również dla niewierzących i dlatego nierozumiejących staje się wezwaniem i nadzieją”. W „Światłości świata” dodaje: „To ważne, aby całości nadać piękną formę”. Tymczasem po  Soborze Watykańskim II, diagnozuje Benedykt XVI w „Ostatnich rozmowach”, „liturgia zaczęła się kruszyć i popadać w bylejakość”. Powstał „produkt”, o którym w wywiadzie „Bóg i świat” Benedykt XVI mówi: „Nie znajduję w nim już sacrum, które mnie sobą obdarza (…) I widzę, że nie tego szukałem. Że to za mało –  i nie z tej półki”. Jak oceniamy nasz zmysł sacrum? Czy w czasach zarazy nie przytępi go, a nawet nie zniszczy „domowy kościół” lub „internetowo-facebookowy cyrk religijny”? Czy nie damy się nabrać na oszukańczą logikę diabła, przed którą w „Liście o przyczynach kryzysu Kościoła” ostrzega Benedykt XVI, że sami stworzymy lepszą liturgię i lepszy Kościół?

W Liście apostolskim motu proprio Summorum Pontificum z 7 lipca 2007 r. Benedykt XVI wydaje zgodę na nadzwyczajną formę Rytu Rzymskiego, czyli tzw. Mszę Trydencką. W „Ostatnich rozmowach” eksplikuje: „Tu nie chodzi o zgodę na wydumane błahostki, tylko o to, żeby liturgia napełniała Kościół i była celebrowana poniekąd od wewnątrz”. Jaki mamy stosunek do liturgii łacińskiej, o której we wspomnianym Liście Benedykt XVI pisze, że ożywiała przez wieki nie tylko wiarę i pobożność, lecz również kulturę licznych narodów? Czy uczestniczyliśmy w Mszy Trydenckiej?

W„Śmierci i życiu wiecznym” Benedykt XVI uprzedza nas, że ostateczną rzeczywistość nada liturgii Chrystus. Jej szczyt i dopełnienie stanowi bowiem Paruzja.

Agnieszka Kanclerska, Wrocław

PODZIEL SIĘ