Rzeź na Kresach, to wspólny ból. Ambasada Ukraińska wydała oświadczenie

wołyn2.jpg

Ambasada Ukraińska w Polsce przy okazji 77. rocznicy uczczenia pamięci ofiar ludobójstwa na Kresach wydała oświadczenie. Na swojej stronie facebookowej pisze, że ofiar nie można dzielić na swoich czy obcych, bo są wspólne! Krótko mówiąc Krwawa Niedziela jest wspólnym bólem Ukraińców i Polaków.

To był i pozostaje nasz wspólny ból (…). My – czytamy na oficjalnej stronie facebookowej Ambasady Ukrainy w Rzeczypospolitej Polskiej – zdecydowanie potępiamy jakiekolwiek przejawy przemocy, doprowadzające do ludobójstwa na tle narodowościowym. Celowym zbrodniom przeciwko niewinnej ludności nie ma żadnego usprawiedliwienia.

Świadkowie ludobójstwa mówią, że Ukraińcy wydali nic nie warte oświadczenie. Jest to jakiś progres w sprawie ale ciągle za mało. My nadal nie wiemy gdzie leżą szczątki naszych krewnych. Miał nie zostać kamień na kamieniu i tak się stało. Wielu wiosek po prostu nie ma.

Mieli wyrafinowane sposoby znęcania się nad nami. Ludzie modlili się o szybką śmierć ale oni upajali się zadawanym okrucieństwem. Co było gorsze?! Wkładanie zaostrzonego kołka do krocza i przepychanie go aż do gardła? A może wianuszki? Przybijali małe dzieci dookoła grubego, przydrożnego drzewa tworząc krwawe wianuszki albo pochodnia Nerona?, czyli obłożenie Pokurczi, to znaczy dzieci mieszanych małżeństw – słomą i podpalenie? Ukraińcy lubili zabawy z ogniem. Wrzucali ludzi do ogniska a ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii, robili to najczęściej na polanie leśnej.

Mordujcie tak, żeby Lachom nie chciało się spojrzeć w stronę Ukrainy aż do dziesiątego pokolenia. To powtarzają ocaleni z rzezi, m.in. prof. Stanisław Srokowski czy potomkowie ocalonych, jak Zbigniew Jarząbek.

Z kolei Marta Jakimowska dodaje, ludobójstwo było możliwe dzięki przyzwoleniu Cerkwi prawosławnej i jej arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego.  Notabene, w 2018 roku władze Wrocławia i Uniwersytetu Wrocławskiego – mimo wiedzy, że kapłan nigdy nie potępił mordów ani sprawców masakry na Kresach – umieściły tablicę pamiątkową w murach uczelni. Czym sobie zasłużył? Wystarczyło, że trzy lata studiował we Wrocławiu. Innych zasług nie miał.

Wówczas pod Uniwersytetem odbył się protest środowisk kresowych i patriotycznych. – Obawiamy się, mówili, że w ślad za tablicą, będą stawiane pomniki banderowców. W tym samym czasie wicepremier Lwowa Andrij Moskalenko przy odsłonięciu tablicy powiedział zgromadzonym: – w obecnych nieprostych dla Ukrainy czasach ważne jest mieć moralne postaci, które pokazują drogę.

– I taki wróg naszej Ojczyzny, w końcu to Polak, przecież to wnuk wielkiego Aleksandra Fredry, jest „polsko-ukraińskim bohaterem”. Aż strach pomyśleć, czy dalej czytują „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”, z którego czerpali wiedzę jak nas mordować, dodaje pani Jakimowska. Było tyle sposobów, ile dni w roku. Jawne ludobójstwo trwało do 1947 roku, ukryte połączone z zastraszaniem, jeszcze dwie dekady. Potem, podobnie jak u Niemców, następowało systematyczne przerzucanie winy na ofiary, wybielanie zbrodniarzy, wreszcie, z braku rzeczywistych narodowych bohaterów, stawianie pomników banderowcom a dzisiaj mówią mi, że to nasz wspólny ból. Wobec takiej postawy jestem bezradna.

 

 

PODZIEL SIĘ