Rzeź Woli. „Każdego mieszkańca należy zabić, nie brać żadnych jeńców”

Dziś rocznica Rzezi Woli. Jednego z najokrutniejszych procederów podczas Powstania Warszawskiego. 5 sierpnia wojska niemieckie rozpoczęły szturm na Wolę. Dysponowali czołgami, artylerią, pociągiem pancernym i lotnictwem. Mieszkańcy musieli uciekać do centrum, albo ginęli. Niemcy rozpoczęli masakrę na ludności cywilnej od zachodnich rubieży Woli wzdłuż ulic Wolskiej i Górczewskiej.

Spaleni żywcem

Niemcy dokonali rzezi na niewinnych ludziach. Wśród nich były dzieci, chorzy i niemowlęta. Wybijano ludność cywilną dom po domu, ulica po ulicy. Po wymordowaniu rodzin palono domy. Wiele osób spłonęło żywcem, gdyż Niemcy nie pozwalali im opuścić domów.

– Dnia 7 sierpnia 1944 godz. 9 rano,ul. Górczewska nr 15. Trzy czteropiętrowe bloki Wawelberga otaczają Niemcy z SS. Wrzucają do wewnątrz granaty, wokoło ustawiono karabiny maszynowe; nikogo nie wypuszczają; dom podpalony ze wszystkich stron; kto wychodzi jest zabijany; poparzeni rzucają się z okien, nikt nie może wyjść z płomieni, palą się żywcem, cudem tylko mógł się ktoś stamtąd wydostać; wiem o jednej kobiecie, która z 2 piętra wyskoczyła oknem i ocalała; przy wyjściu pełno trupów tych, którzy chcieli uciec z płomieni; widziałam wśród nich kobietę z dzieckiem przy piersi – wspomina Pani Jakubowska, świadek rzezi.

Niemcy niektórym wymyślili jeszcze inny rodzaj śmierci. Robili z mieszkańców Woli „żywe tarcze” dla osłony niemieckich żołnierzy atakujących barykady powstańcze.

Przedstawicielem Hitlera odpowiedzialnym za Rzeź Woli był niemiecki generał Heinz Reinefarth.

Zorganizowane ludobójstwo

Egzekucje na Polakach były masowe i zorganizowane. Towarzyszyły im bestialstwa i gwałty. Niemcy nie oszczędzali nikogo, masowo ginęły kobiety i dzieci.

Świadek Jan Bęcwałek zdaje relację spod Szpitala Wolskiego – Staliśmy pod bramą budynku szpitalnego od ul. Górczewskiej. Dochodziły odgłosy dalszych egzekucji z miejsca, skąd wyratowaliśmy się przed chwilą. W podwórzu szpitala znajdowały się budynki – szopy, z których w pewnym momencie Niemcy zaczęli wypędzać zgromadzonych tam ludzi. Byli to sami mężczyźni, przeważnie młodzi, nawet mali chłopcy 10-12 lat, większość ubrana jak powstańcy w różne mundury i bluzy z opaskami – tak jak latali po ulicach za rozkazem. Musieli być długo zamknięci, bo wychodzili jakby pijani i błędni. Niemcy dali im łopaty i kazali kopać po przeciwnej stronie ulicy Górczewskiej – naprzeciw bramy szpitala, przy której stałem – w ogródku na kartoflisku, dół głęboki pewnie na 5 m. Słyszałem i rozumiałem rozkazy; obok mnie przeprowadzili. Po wykopaniu dołu przeprowadzano ich po 25 bez koszul, tylko w spodniach, z podniesionymi rękami, ustawiano twarzą do dołu i Ukraińcy z rewolwerów strzałem z tyłu w kark zabijali ich. Trupy padały do dołu – przyprowadzano następnych. Nikt nie krzyczał, nie błagał, nie opierał się. Tak rozstrzelano kilkaset ludzi. Ostatnia niewielka grupa pozostałych zasypała dół ziemią. Była to druga egzekucja, którą tego dnia widziałem – opisuje Jan Bęcwał.

Zmiana rozkazów

Szef sił pacyfikacyjnych gen. von dem Bach-Zelewski, obserwując skalę mordów cywilów, zmienił częściowo rozkaz, zakazując zabijania kobiet i dzieci. Polecił także gromadzić mieszkańców i kierować do powstającego w Pruszkowie, na terenie warsztatów kolejowych, obozu przejściowego tzw. Dulagu nr 121, a stamtąd do obozów koncentracyjnych lub obozów pracy w Niemczech.
Egzekucje na mieszkańcach trwały, choć już z mniejszym natężeniem, do 12 sierpnia, kiedy to gen. von dem Bach wydał całkowity zakaz eksterminacji cywili. Podczas całej akcji wyjątkowym okrucieństwem i skutecznością wykazały się brygady SS Oskara Dirlewangera złożone z kryminalistów i przestępców.

Szacuje się, że zamordowano około 50000 ludzi, ponad dwa razy więcej niż w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Był to akt ludobójstwa na bezbronnej ludności cywilnej.

Źródło: Telewizja Republika

PODZIEL SIĘ