czwartek, 23 maja 2024
Więcej

    Strona główna Polska i Świat Pisarz zaatakowany przez środowisko LGBT za… swoje opowiadanie. Komuda: Nie dam się...

    Pisarz zaatakowany przez środowisko LGBT za… swoje opowiadanie. Komuda: Nie dam się sterroryzować!

     Doszło do histerycznego ataku środowiska LGBT na mnie. Napisałem opowiadanie o złym bohaterze, który jest homoseksualistą (opublikowane zostało w „Nowej Fantastyce”), i okazało się, że to zamach na świętość, bo złamałem ich wielkie tabu. Za nic nie zamierzam jednak przepraszać! Nie dam się sterroryzować! – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl Jacek Komuda, pisarz i publicysta, autor powieści i opowiadań historycznych.

    Agnieszka Kołodziejczyk: Jako piewca sarmatyzmu I Rzeczypospolitej, jak pan postrzega to, co się dzieje na Wschodzie; Ukraina dalej rozdarta, sfałszowane wybory na Białorusi i protesty społeczne przeciwko nim?

    Jacek Komuda: Myślę, że Białoruś się przebudziła! Przez lata była pogrążona w letargu postkomunistycznym, a Alaksandr Łukaszenka zarządzał nią jak kołchozem. Na sposób komunistyczny. Monopol państwowy, bardzo duży socjal dla ludu. W zamian za to ten lud miał wielbić baćkę i siedzieć cicho. Taka gospodarka się sprawdza, dopóki na zewnątrz jest spokój, a światowe rynki się trzymają. Gdy nadchodzi kryzys robi się bardzo źle. Cała sytuacja zaczęła się od tego, że Rosjanie podnieśli Białorusi ceny ropy i wtedy okazało się, że gospodarka tego kraju, taka efektywna jednak nie jest. Podobnie zresztą jak gospodarka ZSRS w latach 70. w czasie kryzysu paliwowego. Białoruś jest w bardzo głębokich relacjach z Rosją i Rosja w żadnym wypadku jej nie odpuści. Alaksandr Łukaszenka wytrwa do następnych wyborów, ale potem będzie musiał odejść.

    Czyli mamy do czynienia ze zrywem niepodległościowym na Białorusi? 

    Tak, i – moim zdaniem – kroplą, która przelała czarę, był koronawirus. Okazało się bowiem, że system zdrowotny Łukaszenki jest niewydolny. Władza ukrywa ofiary jak w czasach sowieckich, np. wielu ludzi umiera w szpitalach z powodu pandemii, a mówi się, że zmarli na grypę. Dopiero w dobie COVID-19 Białorusini przejrzeli na oczy. Mówiono im, że może nie ma w ich państwie wysokich zarobków, ale jest czysto, spokój i socjal, wszystko działa. Białorusini myśleli: nie mamy jak na Ukrainie i nie jest drogo jak w Polsce, bo w Polsce niby wszystko można kupić, ale jest bezrobocie i wielkie problemy społeczne. A teraz zobaczyli, że to koniec, że państwo tak naprawdę niczego nie zapewnia, a Alaksandr Łukaszenka to już nie dobry ojczulek narodu, ale po prostu krwawy tyran.

    To dobrze, że polski rząd i politycy, głównie Prawa i Sprawiedliwości, wspierają Białoruś?

    Gdy pracowałem jako dziennikarz i byłem na Białorusi, miałem okazję kilka razy na konferencji prasowej spotkać się z Łukaszenką, dlatego byłem zdziwiony taką „małą sympatią” wobec niego wśród środowisk prawicowych w Polsce. To taka naiwna wiara, że Łukaszenka wszystko trzyma za twarz i dzięki temu na wschód od Polski jest spokój i porządek, bo on przeciwstawia się Rosji. To był fałszywy obraz sytuacji! Łukaszenka nie jest politykiem normalnym w rozumieniu naszego kraju czy innych krajów Europy. To jest sowiecki aparatczyk i sowiecki człowiek. Interesuje go tylko władza i jej utrzymanie, niezależnie od tego, komu się podporządkuje. Dla takiego satrapy Polska pozostanie zawsze państwem wrogim, bo symbolizuje Zachód i jego swobody.

    Napisał pan niedawno, że został homofobem. Co to oznacza?

    Nie zostałem homofobem! Natomiast doszło do histerycznego ataku na mnie środowiska LGBT. Napisałem opowiadanie o złym bohaterze, który jest homoseksualistą (opublikowane zostało w „Nowej Fantastyce”), i okazało się, że to zamach na świętość, bo złamałem ich wielkie tabu. Za nic nie zamierzam jednak przepraszać! W Polsce jest wolność słowa – jeśli komuś się nie podoba to, co piszę, może mnie pozwać do sądu, ale sterroryzować się nie dam.

    To znaczy?

    To była publikacja pastiszowa, przedstawiała w krzywym zwierciadle teksty polskich publicystów lewicowych i działaczy LGBT. W tym opowiadaniu ukazałem powiedzmy taką alternatywną wizję Polski jako królestwa fantasy, które jest straszne, zacofane. To ciemnogród, niczym z mokrych snów lewicowców z Krytyki Politycznej, w którym ostatniego światłego geja ścigają rycerze na koniach. Oczywiście wszystko w konwencji fantasy. To było nawiązanie, a raczej kpina z obecnej sytuacji politycznej, ale jest kompletnym absurdem uważać, że to tekst homofobiczny. Środowisko LGBT wykorzystują oligarchie zachodnie, które chcą zdemolować nasz obraz świata, rodzinę, więzi społeczne i tradycje patriotyczne. Chcą stworzyć nowego człowieka, wyzutego z moralności, po to, by móc nim rządzić i mówić mu, co ma robić, jak głosować, jakie brać kredyty. To się oczywiście nigdy nie uda! Ciągle istnieje bowiem tak zwane prawo naturalne człowieka, którego powinniśmy przestrzegać.

    Zmieńmy temat rozmowy. We wrześniu obchodziliśmy 81. rocznicę najazdu Niemiec na Polskę, a 17 września przypada rocznica napaści na nas przez Rosję sowiecką. Mówimy o wielkich stratach związanych z wojną i wraca temat wojennych reparacji…

    Reparacje słusznie nam się należą, bo zostaliśmy przy ich rozdzielaniu po zakończeniu II wojny światowej pominięci i nie dostaliśmy tak naprawdę nic. A byliśmy przecież podwójnie poszkodowani, bo ziemie Polski Zachodniej nie dość, że zniszczone w wyniku wojny, zostały potem jeszcze ograbione przez Sowietów. Np. na Śląsku zastaliśmy puste hale fabryczne i nasypy po liniach kolejowych, które Sowieci zagarnęli. Z kolei Polska Wschodnia była zniszczona przez Niemców, które prowadziły gospodarkę rabunkową. Hitler zajmował kolejne kraje, Austrię, Czechy i ograbiał ze wszystkiego: opróżniał skarbce bankowe, zabierał zasoby złota i przede wszystkim dzieła sztuki. Rabunek tych ostatnich w Polsce był przerażający! Wystarczy przeczytać pamiętniki niemieckich generałów, np. Heinza Guderiana. Gdy został odwołany ze stanowiska dowodzącego grupą pancerną w Rosji, na pocieszenie otrzymał majątek ziemski w jednym z podbitych krajów. Wybrał olbrzymi pałac w Głębokim koło Kruszwicy, którego właściciela Niemcy po prostu wyrzucili. Guderian przejął po nim obrazy, meble. Potem część kolekcji zabrała ze sobą do Berlina jego żona uciekająca przed Sowietami. Ci ludzie byli zwykłymi złodziejami. Ich potomkowie, jeśli chcą budować wspólną Europę, muszą się rozliczyć za czyny swych przodków.

    Źródło: niezalezna.pl