Waszczykowski: liberalno-lewicowe elity nie mogą strawić sytuacji, iż w kilku państwach europejskich doszły do władzy partie o wartościach tradycyjnych

Komisja Europejska miałaby decydować, czy rząd w danym kraju przyczynia się do zwiększenia ryzyka złamania zasady praworządności. To już nie jest dyskusja o pieniądzach, tylko o funkcjonowaniu mechanizmu decyzyjnego. Politycy Komisji Europejskiej mieliby dyscyplinować legalnie i demokratycznie wybrane rządy w krajach członkowskich. Jeśli uznaliby, że istnieje zagrożenie, mogliby odbierać fundusze europejskie – wskazywał Witold Waszczykowski w środowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja. Europoseł PiS odniósł się do kwestii powiązania budżetu UE z tzw. praworządnością.

Polska i Węgry podtrzymują sprzeciw wobec mechanizmu łączącego budżet Unii Europejskiej z tzw. praworządnością. Premierzy Viktor Orban i Mateusz Morawiecki czekają na ruch ze strony niemieckiej prezydencji, od której wyszła propozycja połączenia wypłaty unijnych środków z przestrzeganiem tzw. praworządności

– Od lat toczy się wojna ideologiczna w Unii Europejskiej. Większość polityków opcji liberalno-lewicowych nie może strawić sytuacji, iż w kilku państwach europejskich doszły do władzy partie o wartościach tradycyjnych (oni nazywają je konserwatywnymi) i tego, że – tak jak w przypadku Polski – rządzą one z dużymi sukcesami gospodarczymi. Zaczęto zatem rozważać, jak pognębić te partie i doprowadzić do sytuacji, aby przegrały wybory i zeszły z areny politycznej. Szuka się narzędzia, które doprowadziłoby do pogorszenia warunków ich funkcjonowania. Najpierw zaczęto stygmatyzować naszą władzę, że mamy niepraworządną sytuację, bo niszczymy wymiar sądowniczy – przypomniał Witold Waszczykowski.

Gość „Aktualności dnia” podkreślił jednak, że to się nie udało, zatem zaczęto szukać innych rozwiązań. Polityk dodał, że tzw. praworządność nie ma swojej definicji w unijnych traktatach, zatem Komisja Europejska zaproponowała zasady, które miałyby ją określać.

– Praworządność jako termin pojawia się w traktatach europejskich, ale jest niezdefiniowana. W związku z tym nie można uzależnić przyznawania funduszy od tego warunku, ponieważ nie ma definicji, a przez to możliwości określenia, czy praworządność jest łamana, czy nie. (…) Okazało się, że w przeciągu kilku miesięcy bardzo szeroko rozciągnięto definicję praworządności. W zasadzie są to zasady, które obejmują całokształt funkcjonowania państwa i decydowania w sprawach politycznych, gospodarczych, ekonomicznych, społecznych, a nawet dotyczących relacji damsko-męskich, męsko-męskich czy damsko-damskich – wskazał europoseł.

– Co więcej, chce się przyznać Komisji Europejskiej uprawnienia, aby nie tylko decydowała o ewentualnym złamaniu którejś z zasad znajdujących się w szerokiej definicji praworządności, ale aby również miała możliwość zatrzymania funduszy, jeśli zachodzi ryzyko złamania zasady. Komisja miałaby zatem decydować, czy rząd w danym kraju przyczynia się do (zwiększenia – przyp. red.) ryzyka złamania zasady praworządności. To już nie jest dyskusja o pieniądzach, tylko o funkcjonowaniu mechanizmu decyzyjnego. (…) Politycy Komisji Europejskiej mieliby dyscyplinować legalnie i demokratycznie wybrane rządy w krajach członkowskich – określać, czy te rządy nie stanowią zagrożenia dla demokracji, dla praworządności. Jeśli Komisja uznałaby, że istnieje zagrożenie, mogłaby odbierać fundusze europejskie – wyjaśnił były szef MSZ.

W dniach 10-11 grudnia br. odbędzie się szczyt unijnych przywódców, którzy prawdopodobnie będą debatować także nad sytuacją dotyczącą budżetu Unii Europejskiej.

– Byłoby dobrze, gdyby w Berlinie pojawiła się jakaś refleksja i aby powrócono do rozwiązań, które były proponowane w lipcu na szczycie Rady Europejskiej, czyli aby kontrola dotyczyła wydawania funduszy europejskich; aby była to kontrola antykorupcyjna. (…) Jeśli w przyszłości mielibyśmy zgodzić się na szerszą koncepcję kontroli praworządności, to musielibyśmy stworzyć modelowe rozwiązanie wymiaru sprawiedliwości. (…) Ale to jest iluzja, ponieważ nie wyobrażam sobie, aby tak silne państwa jak Niemcy czy Francja zdecydowały się na poddanie swojego systemu kontroli urzędniczej z Brukseli – zaznaczył gość „Aktualności dnia”.

Poseł do Parlamentu Europejskiego zwrócił uwagę, iż w Unii Europejskiej mamy do czynienia z podwójnymi standardami.

– Przymyka się oko i akceptuje rozwiązania, które być może daleko odbiegają od modelowych rozwiązań w zachodnich państwach Unii Europejskiej. Natomiast z powodów ideologicznych próbuje się u nas, poprzez inżynierię społeczną i nacisk finansowy, stworzyć nowy model państwa, który byłby zupełnie inny, niż w tej chwili chcą tego obywatele Polski – podsumował rozmówca Radia Maryja.   

 

źródło: radiomaryja.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ