2.1 C
Wrocław
Tomasz Łysiak: nadciąga “wujek z Brukseli”

Tomasz Łysiak: nadciąga “wujek z Brukseli”


“Mam czasem nieodparte wrażenie, że w ostatnich latach takim „wujkiem z Brukseli” dla polskiej opozycji jest Donald Tusk. Okoliczności wyborcze pozostawiają Platformę i Lewicę w funeralnym nastroju, ale wtedy, ni stąd ni zowąd, w ładnym garniturze, błyszcząc kompletem zębów i melonikiem, pojawia się ‘wujek z Brukseli’ – pisze dla niezalezna.pl Tomasz Łysiak. Kimże jest ów wujek i jakie ma zadanie? O tym w dalszej części tekstu.


Norman Lewis, w znakomitym reportażu o Neapolu z czasu II wojny światowej, odmalował ciekawe zachowania Włochów, Amerykanów, Kanadyjczyków i Niemców na ówczesnym teatrze wojennym – w latach 1943/1944. Zdarzały się wówczas tak liczne dezercje z amerykańskiej V Armii, że głównodowodzący jankeskimi oddziałami gen. Mark Clark zastanawiał się, co robić z tym fatalnym morale. Morale – był to skarb równie rzadki i złakniony przez wielu, jak chleb. Najwięcej było go w 2 korpusie polskim – żołnierze Andersa po długiej epopei i wyjściu ze Związku Sowieckiego nieśli w sobie prawdę o agresji Stalina na Polskę i oni wiedzieli dobrze o co walczą.

W Italii kupczono czym się da i gdzie się da. Prostytucja stała się jednym z głównych problemów za linią frontu i alianci podejmowali wysiłki by temu zaradzić oficjalnie, zaś nieoficjalnie z usług kobiet lekkich obyczajów korzystało większość żołnierzy. Powstał nawet tajny plan, by kurtyzany zarażone chorobami wenerycznymi, lecz bez widocznych objawów, przerzucić przez front i w charakterze erotycznego konia trojańskiego podsunąć Niemcom, ale plan ten nie wypalił. Masowo kradziono, kłamano, wystawiano fałszywe dokumenty etc. Do wszystkiego dołączyła mafia kręcąc „na wojnie świetny interes”. Vito Genovese, człowiek od Lucky’ego Luciano, który po ucieczce ze Stanów ukrywał się w Italii, w czasie wojny oficjalnie współpracował z armią USA. Wojna powoduje, że inaczej widzi się moralne nakazy i łatwiej przymyka się na nie oko. „Teraz jest wojna, kto handluje ten żyje” – można by zaśpiewać i w Polsce obecnej, bo „wojnę” rozpętały panie z błyskawicami na czołach i opozycyjne tuzy od podpalania wszystkiego w imię powrotu do władzy.

Wracając do Italii – Norman Lewis poznał tam ciekawą postać. Był to pewien Włoch, zubożały adwokat, z którym autor reportażu się zaprzyjaźnił. Mężczyzna ten nie zarabiał jednak w swoim zawodzie. Pracował jako „wujek z Rzymu”. Otóż Neapolitańczycy lubowali się w ceremonialnie okazałych pogrzebach, zatrudniali zawodowe płaczki, by rwały włosy z głowy i usiłowali błysnąć w funeralnych okolicznościach przed rodziną i sąsiadami. Tu właśnie wkraczał na scenę „wujek z Rzymu”. Ubierał się specjalnie na pogrzebową okazję, a nawet czasem, uwaga, przyjeżdżał pociągiem, by wyglądało wszystko prawdziwiej i potem odgrywał rolę krewnego, co podnosiło splendor rodziny w trakcie pogrzebu.

Mam czasem nieodparte wrażenie, że w ostatnich latach takim „wujkiem z Brukseli” dla polskiej opozycji jest Donald Tusk. Okoliczności wyborcze pozostawiają Platformę i Lewicę w funeralnym nastroju, ale wtedy, ni stąd ni zowąd, w ładnym garniturze, błyszcząc kompletem zębów i melonikiem, pojawia się „wujek z Brukseli”: zatweetuje, zaćmi cygaro, rzuci żarcik, towarzystwo się uśmieje, a on zaraz zniknie w parze buchającej z tłoków lokomotywy w jego Okcydent-Expressie.

I tyle go widzieli. Ale tak jest z „wujkiem z Brukseli”. Nie ponosi odpowiedzialności, lecz podbija splendor. I pachnie salonem europejskich elit.

źródło: niezalezna.pl/

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ