Adamski: Nie Putin, lecz Rosja jest naszym problemem

Sympatia dla prześladowanego Aleksieja Nawalnego jest odruchem naturalnym. Opowiadamy się przeciw siepaczom, życzymy Rosjanom wolności oraz rządów przyzwoitych, sprawiedliwych, demokratycznych. Czy jednak odsunięcie Putina od panowania oznaczałoby zmniejszenie naszych kłopotów z Rosją? Niewykluczone, że wręcz przeciwnie.

W Rosji nie ma żadnej znaczącej siły politycznej skłonnej do podmiotowego traktowania Polski. Ktokolwiek by więc w Moskwie doszedł do władzy – nadal nie będzie chciał dobrych, partnerskich stosunków. I niestety należy przyjąć, że sytuacja taka będzie stanem stałym. Od setek lat Rosja ma bowiem niezmiennie cele imperialne, w każdym swoim wariancie sprzeczne z istnieniem niepodległej Polski. Możliwa jest zmiana na wariant Rosji nieco bardziej zachodni czy liberalny lub jeszcze bardziej agresywny. O ile tylko Rosja Putina nie posunie się do otwartego, zbrojnego konfliktu z Polską to przyjąć należy, że być może obecny ład Rosji jest dla nas wariantem najlepszym z możliwych. Putin ma bowiem tę korzystną dla nas cechę, że jest agresywny nie tylko w stosunku do Polski, ale swoją polityką wchodzi w konflikt także z innymi krajami Zachodu. A dzięki temu nie jesteśmy z rosyjskim problemem sami. Obawiając się Rosji Putina wzmacniają swe siły zbrojne Rumuni, Szwedzi, Finowie. Nie my sami stajemy okoniem przeciw budowie Nordstream 2, parę państw wspiera nas nawet w zamiarze rozbudowy portów gazowych i w budowie nowych rurociągów. A co by było, gdyby Putina zastąpił ktoś, kto dobrze sobie ułoży stosunki z naszymi partnerami z zachodu, północy i południa a dla nas – będzie taki, jak Putin? Wszystko, co ma nas uzależnić od Rosji – natychmiast wtedy traci zewnętrzne wsparcie, a my znów lądujemy pod ścianą jako „nieodrodne, odwiecznie niweczące szanse budowy europejskiego ładu – szkodliwe, ksenofobiczne rusofoby”.

W XIX wieku mieliśmy w naszej ojczyźnie „rzeczników ułożenia dobrych stosunków z Rosją”. Kiedy przyszło sprawdzać, jak daleko musieliśmy się posunąć, by ten kompromisowy ład z naszych wschodnim sąsiadem osiągnąć, okazało się, że do jednych z warunków należały – zmiana alfabetu łacińskiego na cyrylicę oraz religii katolickiej na prawosławną. Wszystko, co dziś wiemy o ofercie, jaką każda z rosyjskich sił politycznych ma w zakresie „przyjaznego ułożenia stosunków z Polską”, sprowadza się do relacji dokładnie takiej samej kategorii. Obawiam się więc, że hipotetyczna Rosja Nawalnego wcale nie byłaby dla Polski lepsza od Rosji Putina. Co nie znaczy, że źle życzę pragnącym wolności Rosjanom i ich uwięzionemu liderowi. Przeciwnie – życzę im jak najlepiej. Bardziej dbam jednak o interes własnego kraju, bliższe mi szczęście i bezpieczeństwo moich własnych rodaków.

Jeśli upieramy się przy swojej niepodległości, to bez względu na to, co się będzie działo w Rosji, jesteśmy skazani na stosunki z nią chłodne a nawet na całe dekady życia w realiach permanentnych prowokacji i dyplomatycznych konfliktów. Jest tylko jeden sposób, mogący tę sytuację – jeśli nie zmienić to – znacząco poprawić. Kluczem do niego jest wzrost potencjału naszego państwa.

Większa od rosyjskiej gospodarka, siły zbrojne budzące w Moskwie prawdziwy respekt – to nie są cele niemożliwe do osiągnięcia. Przeciwnie – są do osiągnięcia nie tylko możliwe, ale ze wszech miar bezwzględnie konieczne.

Artur Adamski

źródło: Gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ