Adamski: Wrocławski ślad Kornela Morawieckiego

kornel_morawiecki_youtube.jpg

Przywódca Solidarności Walczącej dokonał w ponad tysiącletniej historii stolicy Dolnego Śląska czegoś bezprecedensowego. Jest to dzieło, którego chwalebnymi owocami obdarowane zostały całe pokolenia mieszkańców niegdysiejszego sowieckiego więzienia narodów.

Przeszłość dolnośląskiej metropolii upamiętniana jest na wiele sposobów. Jednym z nich jest „Encyklopedia Wrocławia”. Dowiedzieć się z niej możemy np. o barokowych ogrodach miasta, po których od wieków nie ma już śladu, które ani żadnej nie miały kontynuacji ani jakimikolwiek trwałymi wartościami nie zaowocowały. Jednak uważam, że encyklopedyczne hasła na ich temat są zasadne. Idąc np. ulicą Wierzbową, warto przecież uświadomić sobie, że paręset lat temu był tu przez jakiś czas cudnej urody raj roślinnej egzotyki. O ileż jednak ptrzebniejsze w takiej encyklopedii są hasła związane z tym, co w tym samym mieście wykuwało się jako ogromne dzieło na miarę więcej, niż europejską i znacząco się przyczyniające do odzyskania wolności przez wiele narodów.

Wrocław w swej historii należał do państwowości czeskiej, polskiej, austriackiej, pruskiej a doszukać się można nawet węgierskiej. Na jego kształcie odcisnęły się rządy francuskie (np. obecny plac Kościuszki wytyczany był z polecenia brata Napoleona) i de facto – sowieckie. Członkowie każdej z zamieszkujących miasto narodowości mieli w nim swoich ludzi nauki, artystów czy wojskowych. Wiele razy wybuchały tu też bunty, powodowane niezgodą na ucisk. Jednak w tym przebogatym dziedzictwie tylko Polacy zapisali tu wielką kartę walki o wolność. I to będącą wielkim wkładem w wyzwolenie z komunistycznego zniewolenia wszystkich narodów ciemiężonych okowami sowieckiego imperializmu. Pomimo zakrojonych na ogromną skalę prześladowań w samym Wrocławiu ukazywało się przecież więcej pism ukazujących się poza cenzurą, niż poza granicami Polski w całym sowieckim imperium od Łaby po Kamczatkę. Czyż nie jest to godny pamięci ogromny, unikatowy wkład w ponad tysiącletnie dziedzictwo Wrocławia? Nie jest trudno ustalić, komu w największym stopniu ten wielki dorobek zawdzięczamy. To Kornel Morawiecki w 1979 roku zrewolucjonizował drugi obieg wydawniczy, który za sprawą jego metody stał się zjawiskiem niemożliwym do opanowania. Zamiast opierania druku na kosztownych powielaczach czy offsetach, które trudno zdobyć a łatwo stracić, postawił na upowszechnianie technik możliwych do praktykowania w skali masowej. Wcześniej bywało, że dziesiątki inicjatyw korzystały z jednej drukarskiej maszyny i przestawały istnieć wraz z jej konfiskatą. Kornel ludzi podziemnego druku przekonał, że zamiast zdobywania powielaczy należy nieustannie rozbudowywać legion drukarzy. Takich, którzy potrafią z powszechnie dostępnych materiałów, samodzielnie i w każdych warunkach, szybko zbudować punkt małej poligrafii. Pokazał, że mający gołe ręce mistrz sitodruku potrafi w jeden dzień od podstaw złożyć cały swój warsztat, by do ranka dnia następnego wydrukować kilka tysięcy stron tekstu dobrej technicznej jakości. O jego Solidarności Walczącej mówiono „Solidarność drukująca”. Idea była taka, że tą metodą zostanie złamany komunistyczny monopol przekazu informacji, a to znacząco nas przybliży – do niepodległości. Do wolności nie tylko naszej, bo w 1981 ruszył druk w języku rosyjskim a w 1982 – czeskim. Kornelowi nauczyciele konspiracyjnego powielania wyszkolili setki nie tylko drukarzy, ale „ludzi – drukarni”. Nikt na tych podziemnych kursach nikogo nie pytał o to, jakie treści zamierzają upowszechniać kolejni adepci. Istotne były tylko to, że będą to robić poza zasięgiem cenzury. Czyli będą łamać – potęgę cenzury. I skutkiem tego łamało tę cenzurę we Wrocławiu prawie pięćset tytułów bezdebitowej prasy. A druk nie był przecież wszystkim, bo było też kilkaset emisji Radia Solidarność Walcząca. Wielki wrocławianin wcześniej był jednym z najważniejszych twórców Posłania do Ludzi Pracy Europy Wschodniej. Tego, które wstrząsnęło posadami imperium i o którym weterani walki o wolność z kilku krajów mówią dzisiaj: „Rozpoczęliśmy działalność, po tym jak usłyszeliśmy, że Polacy myślą o naszym losie”. Czyż dzieło noszące tytuł „Encyklopedia Wrocławia” może pomijać fakty takiej miary?

Innym opisem dziejów dolnośląskiej stolicy jest „Ścieżka Historii Wrocławia”, mająca postać szeregu płyt, upamiętniających najważniejsze wydarzenia z przeszłości miasta. Jej pomysł jest znakomity tym bardziej, że między poszczególnymi jej panelami pozostawione zostały miejsca, pozwalające dokonać uzupełnień. Moim zdaniem żadnej z tablic nie należy usuwać, mimo że nie wszystkie dotyczą wydarzeń o charakterze bardzo doniosłym. Jedna z nich przypomina np. tzw. powstanie krawców. Te krwawo przez pruskie wojsko stłumione kilkudniowe rozruchy z roku 1793 zaczęły się od uwięzienia, a następnie deportowania czeladnika narodowości węgierskiej, który zawinił tylko zmianą miejsca zatrudnienia bez zgody dotychczasowego pracodawcy. W mieście wielonarodowym i pełnym biedoty podziałało to jak iskra rzucona na beczkę prochu. Wydarzenia te nie przełożyły się na żadne historyczne procesy o choćby odrobinę większej skali. Zgadzam się jednak z poglądem, że godne są upamiętnienia. Czy jednak można je porównać z zainicjowaną przez Kornela Morawickiego we Wrocławiu Solidarnością Walczącą, której działalność sięgnęła walk o wolność wielu krajów? Członek SW Piotr Hlebowicz z karabinem w dłoniach wjeżdżający do Tbilisi na pancerzu czołgu – to jedno z najbardziej znanych zdjęć ze zmagań o niepodległość Gruzji. Paru ministrów pierwszego rządu niepodległej Litwy twierdzi: „Jesteśmy z Solidarności Walczącej!” Za wspieranie swych dążeń dziękowali Kornelowi nawet Tatarzy. Jeśli Ścieżka Historii Wrocławia upamiętnia futbolowe mistrzostwa Europy, polegające na rozegraniu tu jedynie trzech meczów, to czyż nie powinien być upamiętniony jeden z głównych impulsów rozsadzających system sowieckiego zniewolenia? Wraz z ich głównym inicjatorem, swoje życie niemal całe poświęcającym temu dziełu swą pracą tytaniczną i jakże skuteczną.

Zasługi Kornela Morawieckiego przez długi czas były pomniejszane. A przecież w wielkiej sprawie wolności Europy dokonał on więcej od wszystkich berlińczyków, którzy bez cienia jakiegokolwiek ryzyka wzięli udział w symbolicznym obalaniu Muru Berlińskiego. Trzydzieści lat temu obwieszczono, że runął on po lekkim pchnięciu, gdyż od lat był pracowicie podkopywany przez bohaterskich Polaków. Ten fakt był tak oczywisty, że powtarzało go mnóstwo także niemieckich gazet. Od tego czasu świat wypełniono już jednak całkowicie inną narracją a w budowanej na pedagogice wstydu republice okrągłego stołu przeforsowano zasadę wykuwania cudzej chwały w granicie, a własnej – pisaną co najwyżej palcem po piasku.

Każdy jednak, kto sprawiedliwie zważy dokonania Kornela Morawieckiego i jego organizacji, dojść musi do wniosku, że zasługuje on na miejsce nie tylko w encyklopediach czy ścieżkach historii. Jego popiersie musi dołączyć do wypełniającej jedną z sal ratusza – Galerii Wielkich Wrocławian.

autor: Artur Adamski

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ