23 C
Wrocław
„Przepraszam pana Melaka, że będzie musiał tego wysłuchać…”. Sakiewicz ujawnia mało znane...

„Przepraszam pana Melaka, że będzie musiał tego wysłuchać…”. Sakiewicz ujawnia mało znane fakty dot. Smoleńska

Smoleńsk.jpg

Dokładnie 29 kwietnia 2010 roku na miejscu w Smoleńsku pracowała ekipa wysłana przez „Gazetę Polską” – dziennikarze, którzy znali Rosję. Był z nimi też ksiądz. Oprócz tego, że zebrali niektóre szczątki tupolewa, które potem oddaliśmy do niezależnych badań, było też pochowanie fragmentów ciał ofiar – wspominał dziś Tomasz Sakiewicz.

– Miałem deja vu z pierwszych dni, kiedy rozpoczęła się ogromna wojna informacyjna prowadzona z Rosją. Mieliśmy pełną świadomość, że to Rosja prowadzi tę wojnę – wojnę, w którą włączyła się znaczna część polskiego państwa i część dziennikarzy, by zdyskredytować wszelkie informacje, że coś może jest nie tak ze śledztwem. Posuwali się daleko w niszczeniu pamięci ofiar czy atakowaniu samych rodzin.
mówił red. Tomasz Sakiewicz, pytany o pierwsze odczucia po obejrzeniu „Stanu zagrożenia”.

Wskazał, że „piekło rodzin zaczyna się w uśmieszkach Donalda Tuska i Ewy Kopacz”.

– Jeżeli ktoś jest tak zdegenerowany, żeby uśmiechać się nad ciałami ofiar, robić sobie zdjęcia… Nie wiem w jakim stanie znajdowała się wtedy Ewa Kopacz i może to jest do zbadania. Absolutnie jednak nic nie tłumaczy takiego zachowania i nie tłumaczy też tych, którzy o tym wiedzieli i próbowali tego bronić.
– mówił red. Sakiewicz o pokazane w filmie fotografiach Ewy Kopacz.

Chodzi o zdjęcia z moskiewskiego prosektorium, w którym złożono ciała ofiar. Widać na nich ówczesną minister zdrowia – w rządzie Donalda Tuska – Ewę Kopacz. Stoi ona w fartuchu z zielonej flizeliny, między dwoma mężczyznami. Obaj się uśmiechają. Po lewej stronie zdjęcia na wózku leży worek – wyglądający jak ten, w którym transportuje się ludzkie zwłoki.

Przepraszam pana posła Melaka, że będzie musiał tego wysłuchać”

Redaktor naczelny „GP” i „GPC” podzielił się też mało znanym faktem z okresu niedługo po katastrofie smoleńskiej. Gdy w trakcie programu przywołano słowa Ewy Kopacz, jakoby miejsce katastrofy „dokładnie przekopano w poszukiwaniu fragmentów samolotu i ciał”, Tomasz Sakiewicz opisał okoliczności wizyty w Smoleńsku ekipy wysłanej tam przez redakcję „Gazety Polskiej”.

– Podzielę się też jedną informacją, którą nie jest bardzo znana.W tym wypadku chyba nie ma wyjścia. Przepraszam pana posła Melaka, że będzie musiał tego wysłuchać…
– zapowiedział.

– Dokładnie 29 kwietnia 2010 roku na miejscu w Smoleńsku pracowała ekipa wysłana przez „Gazetę Polską” – dziennikarze, którzy znali Rosję. Był z nimi też ksiądz. Oprócz tego, że zebrali niektóre szczątki tupolewa, które potem oddaliśmy do niezależnych badań, było też pochowanie fragmentów ciał ofiar.
– powiedział Sakiewicz.

– Oni wtedy, pod koniec kwietnia 2010 roku, znaleźli fragmenty ciał ofiar. Nie chcieli zabierać ich ze sobą, nie mieli do tego warunków, nie uważali, że jest to godne; stworzyli mały grób, na którym zatknęli krzyż. Dobrze, że był tam ksiądz, który mógł symbolicznego pochówku dokonać.
– relacjonował Tomasz Sakiewicz.

– Jednym z urządzeń, przywiezionych przez naszą ekipę śledczą, było urządzenie do wypuszczania podwozia, czyli niezwykle ważne. Słuchałem wystąpienia prokuratora generalnego i władz śledczych, że wszystkie istotne fragmenty tupolewa zostały zbadane. Dosłownie godzinę później weszła Żandarmeria Wojskowa do redakcji, zabierając urządzenie do wypuszczania podwozia. Patrząc na urządzenie na swoim biurku wiedziałem, że pan prokurator po prostu kłamie. Nie mogli zbadać tego urządzenia – ono leżało na moim biurku

– skonkludował red. naczelny “Gazety Polskiej” i “Gazety Polskiej Codziennie”.

Źródło: TVP Info, niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ