Bruksela oczekuje, że Polska wycofa z Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie, które prawo jest ważniejsze: krajowe czy unijne


Unijny komisarz sprawiedliwości zarzuca Polsce podważanie autorytetu unijnego prawa. Bruksela oczekuje, że Polska wycofa z Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie, które prawo jest ważniejsze: krajowe czy unijne.

– To jest szczyt bezczelności, agresji i kolonialnego spojrzenia na Polskę. My nie możemy na to pozwolić – akcentował Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny, odnosząc się do listu, który skierował do polskich władz unijny komisarz sprawiedliwości.

Bruksela prosi w nim, by premier Polski wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie prymatu prawa polskiego i europejskiego.

– Prawo unijne, jeśli będzie traktowane jako nadrzędne, całkowicie doprowadzi do tego, iż prawa poszczególnych krajów, prawa wewnętrzne zostaną zmarginalizowane – ocenił politolog dr Aleksander Kozicki.

Ekspert wskazał także na to, że każde prawo wpływa na naszą rzeczywistość.

– Na przykład w rozumieniu fundamentów naszej cywilizacji – czy małżeństwem jest związek kobiety i mężczyzny, czy też jest to związek dwóch osób jednej płci – argumentował politolog.

W czwartek premier Mateusz Morawiecki podkreślił, że miał prawo złożyć wniosek do Trybunału o zbadanie spornej kwestii.

– Propozycje, które płyną z Komisji Europejskiej, nie mają dzisiaj odniesienia do stanu faktycznego, jaki zaistniał po skierowaniu pytania do TK. Oczywiście nie zamierzam wycofywać tego pytania – zapewnił szef polskiego rządu.

Polski Trybunał Konstytucyjny w przeszłości już dwukrotnie wskazał na prymat polskiej konstytucji nad unijnym prawem. To Trybunał, którego skład powołali m.in. politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej czy Platformy Obywatelskiej.

– Za każdym razem Trybunał Konstytucyjny jednoznacznie wypowiadał się w tej sprawie – podkreślił Zbigniew Ziobro.

O prymacie prawa krajowego nad unijnym w ubiegłym roku mówił niemiecki Trybunał, a dwa miesiące temu także francuska Rada Stanu. Komisja Europejska uruchomiła jednak wobec Niemiec procedurę naruszeniową. Teraz Berlin musi złożyć przed Komisją wyjaśnienia.

– Jeżeli prawo unijne ma być przedkładane nad prawo krajowe, to tego typu wnioski są dla Republiki Federalnej Niemiec nie do przyjęcia, ponieważ jest to państwo silne, z dużymi aspiracjami, jeśli chodzi o swoją suwerenność i nie pozwoli na to, aby prawo unijne dyktowało warunki i standardy na terenie Niemiec – zauważył dr Aleksander Kozicki.

W czwartek Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której wezwał Komisję Europejską do opracowania mechanizmu „pieniądze za praworządność”. W rzeczywistości taki mechanizm mógłby prowadzić do szantażu i odebrania pieniędzy konserwatywnym państwom, takim jak Polska czy Węgry. Za rezolucją głosowali europosłowie Platformy Obywatelskiej i Lewicy.

– Wartości, dla których my, Polacy, wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, to poszanowanie godności osoby ludzkiej, wolność, demokracja, praworządność, równość i poszanowanie praw mniejszości – wskazywała Gabriela Morawska-Stanecka, wicemarszałek Senatu.

To właśnie pod pretekstem równości, czyli ze względów ideologicznych, unijni urzędnicy mogliby zamrozić środki przyznane Polsce. W marcu Polska i Węgry złożyły w tej sprawie skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W ubiegłym miesiącu Parlament Europejski zwrócił się do TSUE, by rozpatrzył skargę jak najszybciej. W piątek TSUE przychylił się do wniosku i wyznaczył rozprawę na październik.

– Widzimy, że jest presja, by odbierać Polsce środki. (…) Wczoraj dyskutowaliśmy o rezolucji PE, który mówi: „już, teraz – odbierać Polsce fundusze”. A TSUE dzisiaj mówi, że rozporządzenie o warunkowości będzie rozpoznane w trybie przyspieszonym – zwracał uwagę Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości.

źródło: TV Trwam News/ Radio Maryja 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ