Smutne Euro dla Biało-czerwonych! Polscy piłkarze przegrali ze Słowacją


Przed pierwszym gwizdkiem arbitra w meczu Polski ze Słowacją na piłkarskich mistrzostwach Europy tylko jedna rzecz była pewna. Wynik tego starcia będzie kluczowy dla awansu z grupy. Jak mantrę powtarzali to niemal wszyscy mniej lub bardziej interesujący się futbolem. Podkreślał to również były reprezentant Polski i uczestnik mistrzostw świata w Meksyku w 1986, Jan Urban.

Pierwsze spotkanie będzie najważniejsze. Później jest łatwiej, inna jest mentalność, mniejsza presja, gdy mecz otwarcia wyjdzie. Słowacy na papierze są najłatwiejszym rywalem, ale te drużyny które na takich imprezach grają rzadko często są bardzo trudne do pokonania

– mówił w rozmowie z nami nowy trener Górnika Zabrze.

O presji przed meczem ze Słowacją wspomniał również w TVP Wojciech Szczęsny. Bramkarz Juventusu podkreślał, że nieważny w tym meczu jest styl, tylko zwycięstwo. “To spotkanie trzeba wygrać, nieważne jak”.

Pechowy Szczęsny

Niestety to właśnie Szczęsny wystąpił w jednej z głównych ról w pierwszej połowie meczu. W 18. minucie Robert Mak ośmieszył polską obronę, założył siatkę Bartoszowi Bereszyńskiemu i wpadł w pole karne. Przymierzył przy bliższym słupku, a pechowo interweniujący golkiper skierował piłkę do własnej bramki. Polacy, którzy nieźle zaczęli ten mecz od tego momentu jakby stracili wigor. W całej pierwszej połowie nie udało się naszym piłkarzom oddać choćby jednego celnego strzału. Słowacy w tej statystyce wprawdzie nie byli dużo lepsi, bowiem przymierzyli w światło bramki tylko raz, ale w ich wypadku to wystarczyło.

Linetty daje nadzieję

Tyle lat Karol Linetty czekał na TAKI moment na wielkim turnieju❗ Panowie, czekamy na więcej 🔥 #POLSVK #strefaEuro #kadra2021 #Linetty pic.twitter.com/brb9fBXVz8

— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 14, 2021

Grupa polskich kibiców, która pojawiła się w Sankt Petersburgu mogła zwiesić nosy na kwintę, ale zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy mieli powody do szczęścia. Błysnął Karol Linetty, którego w wyjściowym składzie nikt się nie spodziewał. Piłkarz Torino wyrównał po dośrodkowaniu Macieja Rybusa, a po chwili mógł podwyższyć prowadzenie. Biało-czerwoni rzucili się na rywali i kiedy już wydawało się, że sytuacja jest pod kontrolą, to Grzegorz Krychowiak musiał opuścić boisko.

Rumuński arbiter Ovidiu Hategan nie miał wątpliwości i pokazał naszemu zawodnikowi żółtą kartkę za faul. Niestety było to drugie upomnienie “Krychy” i Polacy musieli o zwycięstwo ze Słowacją walczyć w dziesięciu. Sprawa była trudna, a zrobiła się jeszcze bardziej skomplikowana w 69. minucie, gdy Milan Skrinar pokonał Szczęsnego po rzucie rożnym.

Sousa sięgnął po rezerwowych. Na murawie pojawili się Przemysław Frankowski i Tymoteusz Puchacz, a Polakom pozostał kwadrans nadziei na odwrócenie wyniku. Czas mijał nieubłaganie, wchodzili na boisko kolejni zmiennicy, ale nie zmieniał się niestety wynik. Jeszcze w 88. minucie piłka o centymetry minęła bramkę Martina Dubravki. Jeszcze Jan Bednarek miał swoją okazję. Polacy walczyli do końca, lecz wynik nie uległ już zmianie.

Kolejnym rywalem Biało-czerwonych na Euro 2020 będą w najbliższą sobotę Hiszpanie. Na zakończenie rozgrywek w grupie zmierzymy się natomiast ze Szwecją.

Polska – Słowacja 1:2 (0:1)

Bramki: K. Linetty 46′ – W. Szczęsny 18′ (samobójcza), M. Skrinar 69′

Czerwona kartka: G. Krychowiak 62′

Źródło: niezalezna.pl

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ