PSL atakuje za ceny paliw. Ekspert tłumaczy; o słowach Kosiniak-Kamysza mówi: “tani populizm”

Kamysz.png

Według dzisiejszych informacji Polskiej Izby Paliw Płynnych na polskich stacjach benzynowych średnia cena detaliczna benzyny PB95 – 5,54 zł/l, zaś ropy naftowej (ON) wynosiła 5,40 zł/l, a gazu płynnego LPG – 2,36 zł/l. 

Dla porównania, w Grecji średnia cena benzyny 95 wynosi 7,46 zł/l, zaś ON – 6,19 zł/l. Podobnie wygląda to w innych krajach: w Hiszpanii PB95 – 6,37 zł/l, ON – 5,72 zł/l; w Chorwacji PB95 – 6,47 zł/l, ON – 6,19 zł/l; w Niemczech PB95 6,78 zł/l, ON – 6,10 zł/l.

W wypowiedzi dla niezalezna.pl dr Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica, zwrócił uwagę, że w Polsce od około kilkunastu lat mamy ceny paliw jedne z najniższych w Europie. – Każdy, kto pojedzie na wakacje do innych krajów naszego kontynentu może się o tym przekonać. Jest tylko kilka krajów z tańszymi paliwami, typu Bułgaria, Rumunia czy Słowenia. I taki stan rzeczy praktycznie się nie zmienia – dodaje Piekarz.

Ekspert podkreśla, że na ceny paliw wpływają trzy czynniki: wysokość opodatkowania – przy czym minimalny poziom akcyzy ustala Komisja Europejska. Stąd tego poziomu nie możemy zmniejszyć. Drugi czynnik to cena ropy naftowej na rynkach światowych, zaś trzeci – to kurs złotego do dolara USA.

– Musimy przy tym pamiętać, że w ostatnich miesiącach mamy do czynienia ze stosunkowo dużym wzrostem cen ropy

– mówi dalej Piekarz. – Na to z kolei ma istotny wpływ polityka głównych producentów tego paliwa – tj. krajów OPEC, które tę wysoką cenę próbują utrzymać, bądź doprowadzić do jej kolejnych wzrostów. Na wysokość ceny ropy miał wpływ również koronakryzys, który przecież ujemnie się odbił na wszystkich rynkach. W pewnym momencie nawet dynamika wzrostu cen ropy była ujemna.

Wiceszef Instytutu Staszica zauważa, że obecnie zaś mamy do czynienia z popandemicznym odbiciem: poszczególne sektory gospodarki zaczynają wzrost; transport czy sektor turystyczny szczególnie wzmagają popyt na to paliwo.  Rynek to dyskontuje – podkreśla ekspert.

– W zasadzie przez całą pierwszą dekadę obecnego wieku ceny paliw wahały się na poziomie 5-6 zł/litr. A były nawet momenty, kiedy cena ropy naftowej w stosunku do ceny paliw na stacjach benzynowych była nieco korzystniejsza niż obecnie. Brało się to jednak ze słabości dolara wobec złotego. Zaś obecnie dolar jest o ok. 20% mocniejszy niż wtedy – tłumaczy ekspert.

– Z drugiej strony od tamtego momentu zwiększyła się siła nabywcza naszego społeczeństwa

– podkreśla.

– Na przestrzeni ostatniej dekady wzrost ten wyniósł ok. 60%. Taka jest różnica w wysokości średniej pensji wtedy i teraz. A zatem przeciętny Polak może za swoją pensję kupić na stacjach benzynowych o 60% więcej benzyny. Wobec tego na polskich stacjach obecne ceny paliw nie stanowią jakiegoś kataklizmu – konstatuje Piekarz.

– Określiłbym je jako „wyższą strefę stanów średnich”. I w takiej strefie utrzymywały się w ostatniej dekadzie.

– Trudno jest wobec tego poważnie traktować wypowiedzi polityków, że „należy zmniejszyć ceny paliw o połowę” na stacjach benzynowych

– mówi ekspert. – Bo tak naprawdę ani prezes żadnego koncernu, ani rozmaici politycy polscy nie mają narzędzia, którym mogliby tego dokonać. Ceny paliw jak mówiłem kształtują podatki: poziom VAT czy akcyzy. Wypowiedzi tego typu co Kosiniaka-Kamysza, żądającego obniżki cen paliw na stacjach o 50%, to tani populizm. Z tego powinien sobie zdawać sprawę on sam. W końcu był wieloletnim ministrem w rządach PO-PSL, kiedy ceny paliw na stacjach benzynowych u nas bywały wyższe od obecnych. Dodajmy, że w porównaniu z 2011 r. Niemiec za swoją średnią pensję może kupić obecnie jedynie ok. 28% więcej benzyny i 23% ON. Słowak z kolei 38% więcej benzyny oraz 44% ON. Zaś dzisiaj Polak, za swoją średnią pensję, jest w stanie kupić ponad 500 l benzyny więcej niż 10 lat temu. A zatem dwa razy więcej paliwa – to najlepiej pokazuje skalę wzrostu siły nabywczej Polaków.

Zdają się o tym wszystkim zapominać liderzy obecnej opozycji. Wspomniany Władysław Kosiniak-Kamysz, szef PSL, zapewne nie bez wpływu swojego ojca, Andrzeja, należącego od 1968 r. do ZSL i członka gabinetu ostatniego PRL-owskiego rządu premiera Rakowskiego, zatęsknił zapewne do czasów Państwowej Komisji Cen, ustalającej arbitralnie w PRL od lat 50. ceny najważniejszych towarów. Warto też przypomnieć w tym kontekście słynną wypowiedź z 2011 roku obecnego p.o. szefa PO, Donalda Tuska, który po wygranych wówczas przez PO-PSL wyborach miał, jak wynika z taśm „Wprost”, powiedzieć w jednej z warszawskich restauracji, że „Teraz, k…, to paliwo może być nawet i po 7 zł”.

Źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ