Brzechczyn: rodzina jako udręka liberałów

Były premier Donald Tusk w Nakle nad Notecią w następujący sposób wyraził się o macierzyństwie i chęci posiadania dzieci: „Urodzenie dziecka, już nie mówiąc o dwójce, trójce, czwórce, to jest demograficznie fajna rzecz, ale dla kobiety często to jest udręka na najbliższe 20 lat życia…” Z wypowiedzi Tuska wybrzmiało najbardziej zdanie „macierzyństwo to udręka” i było ono zarówno w mediach społecznościowych, jak i publicznych najczęściej komentowane zarówno przez przeciwników i zwolenników byłego premiera.

Jednakże w dalszej części swojej wypowiedzi Donald Tusk odpowiedział dlaczego jego zdaniem tak jest. Jest tak gdy „[kobieta – przyp. K. B.] nie ma wsparcia, bo mąż jest przekonany, że jest O.K., a żona „zaiwania” od rana do wieczora. Musimy podjąć działania, na wszystkich polach: edukacyjnych, zdrowotnych itp. żeby polska kobieta miała poczucie, że jest równoprawna, że macierzyństwo nie zamieni ją w niewolnicę, a tak często się w Polsce dzieje”. Jednakże w dyskursie publicznym ta część wypowiedzi Donalda Tuska przeszła bez echa. A szkoda.

Trudno bowiem określić na jakich empirycznych podstawach Tusk oparł swoje wypowiedzi o podziale obowiązków w polskich małżeństwach. Widok ojców z wózkami czy z dziećmi na placu zabaw nie jest w polskim krajobrazie niczym nadzwyczajnym. W różnych rodzinach podział obowiązków zapewne różnie się układa i żadną ustawą sejmową państwo (na szczęście) tego nie zmieni. Jeżeli nawet założymy, że najbardziej upowszechnionym w Polsce modelem podziału obowiązków kobieta zajmuje się w większym stopniu dziećmi, a w mniejszym – pracą zawodową (przynajmniej dopóty dzieci nie osiągną wieku szkolnego), a mężczyzna – w większym stopniu pracą zawodową zapewniając większość dochodów swojej rodzinie, a w mniejszym – wychowaniem dzieci, to wydawałoby się, że Tusk powinien tylko przyklasnąć projektom społecznym wprowadzonym przez rząd Prawa i Sprawiedliwości: programowi 500+ na drugie a następnie na pierwsze dziecko, wyprawki szkolnej 300+, czy bonowi turystycznymi 500+, które łagodzą przecież presję ekonomiczną pozwalając obojgu rodzicom mniej czasu poświęcić na pracę zarobkową, a więcej na wychowanie dzieci (czy po prostu wyjechać z nimi na wakacje). O podwyższaniu płacy minimalnej w tym kontekście nie wspominając.

Jednak nic z tych rzeczy. Podczas spotkania w Nakle Donald Tusk – z dogmatycznie pojmowanych założeń neoliberalnych – skrytykował standardowy program 500+, który według niego ma być zadłużaniem się i marnowaniem przez rząd pieniędzy podatników. Nie jest to jego zdaniem droga do zachodniego dobrobytu. Problem w tym, że Tusk – tej jedynie słusznej i właściwej drogin – nie wskazał. Tak się jednak składa, że po II wojnie światowej w różnych krajach Europy Zachodniej wprowadzano model państwa opiekuńczego (welfare state) oparty na założeniach teorii ekonomicznej ogłoszonej jeszcze przed II wojną światową przez Johna Keynesa. Polityka społeczno-gospodarcza państwa opiekuńczego dopuszczała ingerencję państwa w celu korygowania mechanizmów rynku w celu zapewnienia rodzinom i jednostkom minimalnego dochodu, ochrony socjalnej w sytuacji choroby, starości i bezrobocia oraz dostępu do edukacji i ochrony zdrowia.

Różne warianty modelu państwa opiekuńczego były niekwestionowane aż do końca lat 70. XX w. Kryzys państwa opiekuńczego – czy to z powodów przeregulowania rynku i nadmiernych transferów socjalnych rozleniwiających pewne grupy społeczne jak utrzymują przeciwnicy tego modelu społecznego, czy z to powodów zewnętrznych: wojny w Wietnamie i wzrostu cen ropy naftowej w latach 70 XX w. jak argumentują zwolennicy tego modelu spowodowały kryzys i odwrót od polityki państwa opiekuńczego. Najbardziej drastyczne zmiany zaszły w Wielkiej Brytanii i USA. Jednakże warto zauważyć, że na kontynencie europejskim – szczególnie w krajach skandynawskich – ten model rozwojowy w całości nigdy nie został zakwestionowany; nawet po 1989 r. w dobie postępów globalistycznego neoliberalizmu.

Co więcej, kto jak kto ale Przewodniczący Rady Europejskiej w latach 2014-2019 powinien wiedzieć, że polityka rozmaitych instytucji i agend Unii Europejskiej opiera się na regulacji rynku i transferach dochodów w celu wyrównywania różnic rozwojowych pomiędzy różnymi częściami kontynentu. Pytanie jakie się rodzi: dlaczego Donald Tusk neoliberalne argumenty stosuje tak wybiórczo: wspieranie rodziny jest złe, zaś wspieranie pewnych zachowań konsumenckich i w praktyce likwidacja pewnych dziedzin przemysłu, które – punktu widzenia ekologizmu – mają być szkodliwe dla klimatu – dobre (patrz pakiet Fit for 55).

Wydaje się, że ta sprzeczność w wypowiedziach Tuska nie jest przypadkowa i odzwierciedla zmiany zachodzące w samej doktrynie liberalnej. Ewolucję tę opisuje Patrick J. Deneen w przetłumaczonej na język polski książce Dlaczego liberalizm zawiódł? (Warszawa: PIW 2021), który wyróżnia liberalizm klasyczny i progresywistyczny. Według niego, ideałem klasycznego XIX wiecznego liberalizmu była wolna jednostka ponosząca odpowiedzialność za swoje wybory i czyny. Ta forma liberalizmu nie kwestionowała naturalnych wspólnot, do których jednostka należała: rodziny, narodu czy religii. Natomiast w liberalizmie progresywistycznym przełomu XX i XXI wieku, stwierdza Deneen, wbudowane jest dążenie do zniesienia granic, nie tylko tych w potocznym znaczeniu, czyli państwowych i prawnych, lecz granic, które istnieją w naturze. Stąd takie naturalne wspólnoty jak rodzina, czy formy bytowania jak płeć biologiczna traktuje się jako zagrożenie dla wolności jednostki i dąży się do ich zniesienia. „Obecnie jedną z ważniejszych kwestii – powiada Deneen – dla tego sposobu myślenia jest medyczna zmiana płci dyktowana indywidualnym poczuciem tożsamości oraz stale powiększający się rynek „wynajmu” macicy czy jawnego handlu dziećmi” (tamże, s. 19).

Jednostka wyzwalając się spod coraz to nowych ograniczeń staje się coraz bardziej osamotniona, i co za tym idzie, coraz bardziej bezbronna wobec coraz bardziej omnipotentnego państwa, które jest głównym sojusznikiem i narzędziem progresywistycznego liberalizmu w zmianie natury ludzkiej.

źródło: gazeta Obywatelska

Krzysztof Brzechczyn

Poznań, 9 sierpnia 2021

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ