Ryszard Bosek wskazał faworyta do zastąpienia Vitala Heynena: „Taka jest brutalna zasada”

Janusz Milewski: Minęło już trochę czasu od ćwierćfinałowej porażki polskich siatkarzy z Francją na igrzyskach olimpijskich. Czego zabrakło Biało-czerwonym by awansować do strefy medalowej w Tokio?

Ryszard Bosek:  Zabrakło nam drużyny, zespołowości w grze. Wydaje mi się, że nasi siatkarze przestraszyli się przegranej, czasami na boisku trzeba wykrzesać z siebie coś więcej, a tu tego nie było.

Z zachowania Vitala Heynena oraz zapowiedzi prezesa PZPS Jacka Kasprzyka wynika, że po mistrzostwach Europy dojdzie w zespole do zmiany trenera. To Pana zdaniem dobra decyzja?

Trzeba się nad tym zastanowić. Głównym odpowiedzialnym za wynik jest zawsze trener. Bez względu na to czy trener jest fajny czy nie, to nie wykonał zadania. Vital Heynen deklarował zdobycie medalu na igrzyskach i to się nie udało. Jeżeli ktoś nie wykonał dobrze swojej pracy…

Oczywiście można dać drugą, trzecią szansę, ale to już jest decyzja osób odpowiedzialny we władzach związku. Ja Vitala Heynena bardzo lubię. Fajny, wesoły chłopak, wszystko PR-owo w drużynie jest fajnie, komunikacja jest fajna, treningi są fajne, ale liczy się wynik. Taka jest brutalna zasada.

W mediach pojawiają się różne nazwiska potencjalnych następców Heynena. Nikola Grbić jest otwarty na propozycję współpracy z polską kadrą, często wymienia się także Andreę Anastasiego, chociaż Włoch akurat zadeklarował, że koncentruje się na walce z warszawskim zespołem w PlusLidze.

Moim faworytem jest Michał Winiarski (mistrz świata z 2014 roku, obecnie trener Trefla Gdańsk – red.) On jest już bardzo dojrzały, ma dobrą komunikację z zawodnikami, cieszy się szacunkiem drużyny, co widać w zespole, który prowadzi. Myślę, że powinien dostać kredyt zaufania.

Nasi siatkarze w czwartek meczem z Portugalią rozpoczną udział w mistrzostwach Europy. Będzie to rewanż za igrzyska?

Ja mam naturę pozytywną i wierzę w ten zespół. Mamy świetnych zawodników, gotowych do gry na najwyższym poziomie, a zadaniem trenera jest zrobić z tych indywidualności mocną drużynę. Wierzę, że wygramy mistrzostwo Europy, bo mamy siatkarzy, którzy mogą tego dokonać, ale moja wiara nie ma tutaj znaczenia, ważne jest żeby to przekonanie było w polskiej drużynie.

 

Porównałbym to do sytuacji Michała Bąkiewicza (reprezentacja Polski kadetów w półfinale mistrzostw świata do lat 19 prowadzona przez Bąkiewicza pokonała w środę Iran 3:1 – red.), który przed wyjazdem na turniej obawiał się tylko, żeby rywale nie wystawili przeciwko Biało-czerwonym starszych zawodników. Nie bał się o zespół – mówił mi „chłopaki tworzą grupę i mają jaja, żeby się bić do końca”. W drużynie prowadzonej przez Heynena jest chyba trochę inaczej.

Źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ