Polityka Berlina jest niezmienna. “Bezwzględne zwalczanie miękką siłą „polskiego nacjonalizmu””

fot: youtube

Paweł Kryszczak: Ostatnie sondaże opublikowane po debacie kandydatów na kanclerza wskazują na rosnące poparcie Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (25 proc.) na drugim miejscu znalazła się Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna, na którą chce oddać “zaledwie” co piąty Niemiec zaś na trzecim miejscu uplasowali się Zieloni (16.5 proc poparcie.). Z czego wynika tak duże odbicie sondażowe socjaldemokratów w sondażach na miesiąc przed wyborami do Bundestagu?

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Jest parę czynników które składają się na tak słabe poparcie dla Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) oraz gorsze dla Zielonych niż jeszcze parę miesięcy temu – jednocześnie na przyrost poparcia dla Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD). Jednym jest niewątpliwie to, że kandydaci CDU i Zielonych na kanclerza popełniają błędy oraz nie są mocni wizerunkowo. Dla wyborców niemieckich bardzo ważne jest także to, kandydaci CDU i Zielonych nie mają doświadczenia rządowego na poziomie federalnym, natomiast Scholz jest wicekanclerzem, był także wiele lat ministrem federalnym. Armin Laschet został mianowany na kandydata na kanclerza chadeków przez kierownictwo CDU pomimo, że większym poparciem wśród sympatyków i szeregowych polityków CDU i CSU cieszył się premier Bawarii Markus Söder, który nadal podkopuje pozycje Lascheta. W ogóle CDU jest w złym stanie po odejściu Angeli Merkel z funkcji szefowej tego ugrupowania

Zieloni postawili Annalenę Baerbock,  której atutem miała być młodość, świeżość, brak obciążeń rutyną polityczną. Eksperyment się nie udał. Bardzo szybko media wzięły ja w obroty – pojawiły się oskarżenia pod jej adresem dotyczące plagiatu itd. Gdy zaczęto mówić o konkretach programu Zielonych, okazało się także, że proponowane przez nich zakazy i ograniczenia związane celami klimatycznymi, nie są akceptowane przez duża część Niemców. Z tego też względu media, które są w swej większości liberalno-lewicowe, swoją sympatię w większości przerzuciły z Baerbock na Olafa Scholza. On zaś, minister finansów w rządzie Angeli Merkel, kreuje się na polityka wyważonego, ostrożnego a także stara się zbyt dużo nie mówić, aby nie popełnić błędów.

REKLAMA

Do wyborów zostało niecałe cztery tygodnie. Czy możemy liczyć na to, aby CDU mogła odrobić utratę poparcia?

Olaf Scholz zyskuje na popularności ponieważ, jak się twierdzi w Niemczech, naśladuje styl Angeli Merkel. Stara się być rzeczowy, wyważony, spokojny, wygładzony i koncyliacyjny. Niemcy lubią taki styl – można powiedzieć, że całkiem odwrotnie niż Polacy, gdzie im bardziej ktoś, polaryzuje, wygłupiaj, używa ostrych słów, najlepiej wulgarnych, tym większą ma szansę dostania się do parlamentu. My mamy wielu takich politycznych happenerów. Polityk z takim przekazem jak Donald Tusk po powrocie z Brukseli zostałby zdyskwalifikowany  jako zbyt skrajny, niepoważny. Niemcy lubią stabilność i przewidywalność, dlatego CDU ma ciągle szanse wygrać ten wybory. Armin Laschet może nie być ich ulubionym politykiem, ale nie należy zapominać, że to są wybory partii, a nie kanclerza. Każdy obywatel ma dwa głosy do oddania (pierwszy na kandydata w okręgu jednomandatowym, drugi na listę krajową danej partii).  CDU/CSU ciągle jeszcze może wygrać te wybory, uzyskując największą liczbę głosów i wystawiając kanclerza, jeśli uda się im utworzyć koalicję.

Jak może wyglądać nowy rząd w Niemczech? SPD cały czas powtarza, że nie będzie chciała ponownie tworzyć rządu z CDU. Biorąc pod uwagę obecne poparcie do utworzenia większościowego rządu potrzeba co najmniej trzech partii.

Jeśli różnice będą małe, to prawie każda konstelacja jest możliwa. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to niewielka wygrana CDU, które będą starały się utworzyć rząd możliwe, że z Zielonymi oraz liberałami z FDP. W roku 2017 bardzo długo trwały rozmowy w sprawie utworzenia koalicji „jamajskiej” (CDU/CSU, Zieloni, FDP), które nie zakończyły się sukcesem i dopiero potem zdecydowano się na „wielką koalicję” CDU i SPD. Po wyborach wrześniowych również możemy spodziewać się długich rozmów dot. koalicyjnego rządu.

Jak potencjalna koalicja może mieć wpływ na relacje Polski i Niemiec?

Gorszym dla Polski wariantem byłby rząd, który tworzyliby socjaldemokraci, a najgorszą koalicją byłaby czerwona koalicja SPD i postkomunistycznej Die Linke z udziałem Zielonych. SPD przy władzy, wspierane przez postkomunistów, będzie oznaczało jeszcze bardziej pro-rosyjski kurs niż za czasów Merkel, jakoś rodzaj „neo-schroederyzmu”. Znając zachowawczość i konserwatyzm Niemców myślę, że jest mało prawdopodobne, aby powstał taki rząd, gdyż baliby się jego polityki gospodarczej i dalszego naruszenia relacji z USA. W ostatnich dniach chadecy coraz mocniej ostrzegają przed radykalizmem.

Trzeba jednak być świadomym, że rdzeń polityki Niemiec pozostanie taki sam, niezależnie od koalicji – dążenie do mniej lub bardziej ukrytej, ale efektywnej kontroli politycznej sytuacji w naszym kraju, bezwzględne zwalczanie miękką siłą „polskiego nacjonalizmu” i próby przywrócenia do władzy PO lub jakiejkolwiek innej siły „proeuropejskiej”, to znaczy posłusznej Berlinowi. Tak Niemcy rozumieją swoją racje stanu. A rozumienie swojej racji stanu  i szacunek dla własnego państwa jest wśród Niemców nieprównanie silniejszy niż wśród Polaków.

 

Źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ