Happening anarchistów pod Urzędem Wojewódzkim zakończony

MP UW

Wrocławianie załatwiający swoje sprawy w Urzędzie przyzwyczaili się do koczowiska na schodach przed gmachem. Z rozmów, transparentów i nagłośnienia medialnego wynikało, że będą tam protestować aż do skutku. Nieoczekiwanie strajk przerwali w czwartek.

Okazuje się, że koczowanie pod urzędem już nie jest konieczne, ale to nie koniec ich działań. Zmienią metody, aby biedni migranci mogli uzyskać pomoc. Oto treść oświadczenia:

Osoby okupywały to miejsce z jednym żądaniem, dopuszczenia pomocy medycznej do grupy uchodźców przetrzymywanych na granicy polsko-białoruskiej. W międzyczasie rząd polski wprowadził na terenach przygranicznych stan wyjątkowy i wyrzucił wolontariuszki i aktywistów próbujących pomóc. Także lekarki i karetkę, które stały tam żądając dostępu do chorych. Obecnie nie wiemy nawet, czy grupa przetrzymywanych osób nadal tam jest i w jakim są stanie. Nie mamy żadnych informacji na ten temat. Boimy się najgorszego. Koczowanie dalej pod urzędem nie ma już dla nas sensu. Skupimy swoje działania na bardziej partyzanckich próbach pomocy i na innych akcjach w mieście. Czy przegrałyśmy? Przegrał polski rząd pokazując swoje barbarzyństwo i totalitaryzm. Przegrało polskie społeczeństwo, w większości głuche i ślepe na dramat odbywający się na granicy. Jeden z naszych celów jednak został osiągnięty. Głośne przekazanie mieszkańcom prawdy, co dzieje się na granicy. O naszym proteście napisały prawie wszystkie media.

Zawiązała się koalicja Wrocław wita uchodźców, ale to nie znaczy, że wszyscy jesteśmy za bezrozumnym przyjmowaniem ludzi, którzy są z innego kręgu kulturowego i mają zupełnie inne myślenie o wspólnocie. Ich łączy Koran i wymuszają w krach udzielających gościny swoje wartości. My jesteśmy różnorodni światopoglądowo, nie przyjmiemy ich sposobu życia.

Nie chcą się dać zweryfikować, to dziwne zachowanie. Tak samo dziwi mnie postawa tych młodych ludzi pod urzędem, czy wcześniej na granicy RP, mówi Maria Tur – Janiak.

Ze zdziwieniem obserwowałam grupę najczęściej młodych ludzi, którzy rozkuwali się z łańcuchów i strajkowali rotacyjnie. Podobnie jak migranci na białoruskiej granicy. Czy ich też sponsoruje Łukaszenka? A może mieli zapłacone tylko za dziesięć dni? Z zadania wywiązali się wzorcowo i strajk, który miał trwać aż do skutku musiał się skończyć. Tacy zawodowi aktywiści?

Źródło: facebook.com/Mapa-Bez-Granic

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ