J. Podgórski: UE pozwala Polsce się rozwijać, ale tylko do pewnego momentu

ue.jpeg

Unia Europejska pozwala Polsce się rozwijać, ale tylko do pewnego momentu. Kiedy osiągamy zbyt wysoki pułap, kiedy zbyt dobrze idzie nam w jakimś sektorze, w jakiejś konkretnej branży, to wówczas momentalnie jest to ucinane – mówił w piątkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja Jacek Podgórski, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej. Tematem audycji była analiza sytuacji polskiego rolnictwa pod względem problemów, które może napotkać w najbliższym czasie.

Zdaniem gościa „Aktualności dnia”, rok 2021 był bardzo trudnym rokiem dla rolnictwa w Polsce.

– Z jednej strony rzeczywiście warunki atmosferyczne pozwoliły rolnikom na nieco więcej niż w latach ubiegłych, natomiast inne problemy – zależne lub niezależne od samych rolników – cały czas są napotykane – mówił dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

Jeden z problemów dotyczy tegorocznych plonów.

– Mimo faktu, że udało się zebrać w tym roku naprawdę sporo ziarna, problem stanowią pewne niedobory zbóż konsumpcyjnych. Musimy rozgraniczyć dwie kwestie: zboże, które uprawiane jest na naszych polach trafia w części do przemysłu spożywczego i wówczas nadaje się do spożycia przez człowieka, a cała reszta to zboże głównie na potrzeby przemysłu paszowego. Mieliśmy tutaj całkiem niemałą dysproporcję. O ile w północnej części kraju udało zebrać się naprawdę sporo, bo ok. 70 proc. pszenicy (to jest wyznacznik w konsumpcyjnej jakości), o tyle południowo-wschodnia i wschodnia część kraju z dość kluczowym regionem podlaskim miała pewne problemu, bo prawie 70 proc. pszenicy nie mogło być zaklasyfikowane jako konsumpcyjne, wobec czego trafiło na potrzeby przemysłu paszowego – wyjaśnił rozmówca Radia Maryja.

Zaznaczył jednak, że sytuacja na rynku zbóż nie jest tak dramatyczna, choć rolnicy cały czas wstrzymują się z ich sprzedażą.

– To zboże jest magazynowane. Szacuje się, że powinno ono zostać uwolnione mniej więcej w połowie października, czyli wówczas, kiedy na dobre rozpoczną się zbiory wczesnej kukurydzy na ziarno – wskazał.

Dodał, że rolnicy nie chcą sprzedawać zboża, ponieważ – o ile nie obowiązują ich kontrakty – wolą poczekać, aż ceny skupu pójdą w górę.

– Cena zbóż uwarunkowana jest kilkoma czynnikami, ale w tym roku szczególnie daje się we znaki pewna wypadkowa warunków upraw oraz kursu złotego do dolara i do euro. To widać w cenach, bo na najpopularniejszej zasadniczo giełdzie, na MATIF-ie, cena za pszenicę konsumpcyjną – tę kontraktacyjną – we wrześniu ubiegłego roku wynosiła 185 euro, dziś jest to 273 euro, zatem zwyżka jest absolutnie zauważalna, wobec czego tym rolnikom, którzy swoje zboże wolą magazynować, nie ma się co dziwić – wyjaśnił Jacek Podgórski.

Zwrócił uwagę, że sytuacja na rynku zbożowym przekłada się na ogólny poziom cen różnych produktów, jednak rolnictwo boryka się także z innymi problemami, które nie są od niej zależne.

– Jest pewien problem, z którym muszą się mierzyć nasi konsumenci i nasza gospodarka, a mianowicie jest to inflacja. W sierpniu wyniosła ona 5,4 proc. i to był najwyższy od 20 lat wynik. Niektórzy mniej optymistyczni eksperci szacują, że już w 2022 roku inflacja może poszybować nawet do poziomu 10 proc., ale to są absolutnie skrajne opinie. Większość ekonomistów wskazuje jednak, że ona utrzyma się gdzieś na poziomie dobijającym powoli do 7 proc., ale to cały czas jest całkiem dużo. pewne jest to, że nie spadnie ona poniżej 5 proc. – mówił gość „Aktualności dnia”.

Tłumaczył, że taki scenariusz doprowadzi do sytuacji, w której będą się domagać podwyżek i zapewne je dostaną, jednak jeżeli będą one na zbyt wysokim poziomie, to wówczas wzrost wynagrodzenia przełoży się na wzrost cen towarów.

– To z kolei wywoła efekt błędnego koła, który będzie napędzać samą inflację. Ceny zbóż sugerują, że na sto procent nie dojdzie do wyhamowania podwyżek cen, z którymi w ostatnich miesiącach, z miesiąca na miesiąc, stykamy się w coraz większym stopniu. Na pewno nie pomogą nam także podwyżki cen energii. To jest czynnik, który stale zasila inflację. One są zapowiedziane na rok 2022, ale już w dziś w jakiś sposób wpływają na dzisiejsze wskaźniki – wyjaśnił dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

Choć rząd próbuje przedstawić inflację jako całkowicie normalny efekt uboczny szybkiego rozwoju gospodarczego, Jacek Podgórski wskazał, że w przypadku innych krajów, które także zanotowały pokaźny wzrost gospodarczy, takich jak Chiny czy Japonia, taka sytuacja nie miała miejsca.

– Nie do końca wierzyłbym w tego typu zapewnienia, ale podwyżek może być w następnych latach jeszcze więcej –  zaznaczył.

Będą one nie tylko spowodowane z decyzjami polskiego rządu i warunkami atmosferycznymi, ale także prawodawstwem unijnym, które to spowodować może w następnych latach wiele problemów w środowisku rolnym.

– Może wywołać prawdziwe cenowe tsunami. Jeżeli przyjrzymy się pomysłom Komisji Europejskiej, takim jak choćby Europejski Zielony Ład, jak zakaz utrzymywania zwierząt w klatkach, związane z Europejskim Zielonym Ładem ograniczenie możliwości stosowania środków ochrony roślin i nawozów, konieczność wyłączenia 25 proc. areału pod produkcję ekologiczną, 10 proc. areału, które będzie obowiązkowo musiało stać odłogiem, to szykują nam się gigantyczne spadki produkcyjne, które szacowane są bardzo różnie, od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu procent – mówił rozmówca Radia Maryja.

Zmniejszenie ilości żywności na rynku spowoduje z kolei, że będzie ona droższa.

– Ewentualnie pewnym wyjściem z tej sytuacji będzie większe uzależnienie się od importów, głównie z krajów grupy Mercosur, ale także ze Stanów Zjednoczonych czy z Chin, natomiast importowana żywność wcale nie musi być sporo tańsza, bo i po co. Wystarczy, żeby była ona troszeczkę tańsza od tej, która będzie pochodziła z europejskich gospodarstw – zwrócił uwagę dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

Podkreślił, że krach cenowy, który będzie efektem polityki KE, skończy się serią bankructw rolników z wielu krajów, szczególnie z Polski. W nasze rolnictwo uderzą głównie ograniczenia związane z hodowlą zwierząt.

– Unia Europejska pozwala Polsce się rozwijać, ale tylko do pewnego momentu. Kiedy osiągamy zbyt wysoki pułap, kiedy zbyt dobrze idzie nam w jakimś sektorze, w jakiejś konkretnej branży, to wówczas momentalnie jest to ucinane – wskazał Jacek Podgórski.

UE chce wprowadzić m.in. ograniczenia związane z produkcją drobiu, gdzie ok. 80 proc. polskiej produkcji stanowi chów klatkowy czy z chowem zwierząt futerkowych i produkcją futer, w której Polska jest liderem.

– Takie sytuacje możemy mnożyć w zasadzie w nieskończoność. Musimy przyzwyczajać się do tego, że bardziej musimy ufać pracy własnych rąk i w jakiś sposób próbować uniezależnić się od unijnej dyktatury, także – jak się okazuje – cenowej, bo w przeciwnym wypadku przed polskimi rolnikami, a przez to także przed konsumentami i – szerzej mówiąc – gospodarką, naprawdę trudne czasy – podkreślił gość Radia Maryja.

Choć Komisja Europejska zapewnia, że będzie bardziej dbać o małe gospodarstwa rolne, czemu wtóruje polskie Ministerstwo Rolnictwa, to postulaty zawarte w unijnych i krajowych dokumentach wskazują na coś zgoła innego.

– Przed nami raczej nie renesans, a skansenizacja polskiej wsi, szczególnie małych i średnich gospodarstw. Przepisy unijne, szczególnie zawarte w Europejskim Zielonym Ładzie, bo ten dokument jest tutaj wiodący, skrojone są zasadniczo pod państwa Europy Zachodniej – zwrócił uwagę dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

Wyjaśnił, na czym polega różnica między sytuacją tego typu gospodarstw w Polsce i na Zachodzie.

 – Tam małe gospodarstwa rolne mają o tyle ułatwioną sytuację, że nie funkcjonują one niejako w oderwaniu od reszty systemu rolnego, a zostały wtłoczone – zresztą bardzo dobrze i niezwykle skutecznie – w bardzo szeroko funkcjonujący system spółdzielczości rolnej. Jeżeli przyjrzymy się takim krajom jak Dania, jak Holandia, jak Francja, Niemcy, to tam w formie zorganizowanej, spółdzielczej bądź w grupach producenckich funkcjonuje między 90 a prawie 100 proc. gospodarstw rolnych. W Polsce ten współczynnik wynosi niecałe 20 proc. i w zasadzie wynosiłby on kilka proc., gdyby nie sektor produkcji mleczarskiej i polskie sadownictwo. Kluczowe sektory wyłączone są z systemów spółdzielczych – zaznaczył Jacek Podgórski.

Powodem tego jest złe funkcjonowanie prawa spółdzielczego w naszym kraju.

– W Polsce prawo spółdzielcze kuleje od lat. Zostało wynaturzone w czasie komunizmu, gdzie w zasadzie był to system złodziejski, a nie system współpracy. Dziś trudno oczekiwać od polskich rolników, aby się zrzeszali – zwrócił uwagę gość „Aktualności dnia”.

Bez tego jednak – jak mówił – zdecydowanie obniżają oni swoją pozycję negocjacyjną na rynkach międzynarodowych. Małe gospodarstwo rolne, jeśli nie produkuje na rynek lokalny, nie jest w stanie wyeksportować towaru, bo jest to nieopłacalne. Z kolei sieci zagranicznych sklepów wielkopowierzchniowych i przetwórni działających na terenie Polski stosują bardzo niekorzystne systemy cenowe. Nieopłacalna jest także produkcja ekologiczna.

– Jeżeli ci rolnicy mają produkować na rynek wewnętrzny, to Polacy cały czas nie są tak zamożnym społeczeństwem jak społeczeństwa Europy Zachodniej i nie mogą sobie pozwolić na droższą tzw. żywność bio – wskazał prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

Zwrócił uwagę, że polscy gospodarze małorolni w większości sytuacji są w zasadzie pozostawieni sami sobie.

 

radiomaryja.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ