DR W. BODNAR DLA ND O OBRADACH WŁOSKIEGO SENATU W SPRAWIE LECZENIA COVID-19: CHODZIŁO O POKAZANIE, ŻE Z TĄ CHOROBĄ NIE TYLKO TRZEBA SIĘ MIERZYĆ, ALE TRZEBA CHCIEĆ SIĘ ZMIERZYĆ I JĄ LECZYĆ. TO WSZYSTKO JEST W ZASIĘGU LEKARZY I MEDYCYNY

 

Spotkanie miało na celu podzielenie się doświadczeniami i wypracowanie wspólnego zalecenia skutecznych terapii w leczeniu zakażeń SARS-CoV-2. Od prewencji, przez wczesne leczenie, do zaawansowanej postaci choroby, co pozwoliłoby na zakończenie pandemii. Chodziło o pokazanie, że z tą chorobą nie tylko trzeba się mierzyć, ale trzeba chcieć się zmierzyć i ją leczyć. To wszystko jest w zasięgu lekarzy i medycyny. Nie można się tylko zamknąć i czekać na cudowny lek, ale po prostu należy podejmować terapię. To jest nieetyczne, jeżeli pacjentów odsyła się z kwitkiem i m.in. do takich wniosków doszliśmy podczas spotkania w Senacie – powiedział dr Włodzimierz Bodnar, pulmonolog, dla „Naszego Dziennika”.

Red. Aneta Przysiężniuk-Parys z „Naszego Dziennika” przeprowadziła wywiad z dr. Włodzimierzem Bodnarem, pulmonologiem, który od 30 lat stosuje leczenie amantadyną.

Jako jedyny lekarz z Polski został Pan zaproszony przez włoskich senatorów do izby wyższej parlamentu Włoch, by uczestniczyć w posiedzeniu na temat skutecznego leczenia COVID-19. Jak przebiegało to spotkanie?

– Wzięły w nim udział dziesiątki lekarzy zarówno z Włoch, jak i z całego świata, m.in. Oswaldo Castañeda, reumatolog z Peru, i George Fareed, lekarz z Kalifornii, którzy także w swojej placówce, wraz z innymi lekarzami, wyleczyli kilka tysięcy osób chorych na COVID-19. Próbują oni leczyć tę chorobę różnymi sposobami. Spotkanie miało na celu podzielenie się doświadczeniami i wypracowanie wspólnego zalecenia skutecznych terapii w leczeniu zakażeń SARS-CoV-2. Od prewencji, przez wczesne leczenie, do zaawansowanej postaci choroby, co pozwoliłoby na zakończenie pandemii. Chodziło o pokazanie, że z tą chorobą nie tylko trzeba się mierzyć, ale trzeba chcieć się zmierzyć i ją leczyć. To wszystko jest w zasięgu lekarzy i medycyny. Nie można się tylko zamknąć i czekać na cudowny lek, ale po prostu należy podejmować terapię. To jest nieetyczne, jeżeli pacjentów odsyła się z kwitkiem i m.in. do takich wniosków doszliśmy podczas spotkania w Senacie.

Jak leczy się COVID-19 za granicą? Czy znana jest też amantadyna?

– Podczas spotkania we Włoszech wypowiadali się lekarze, którzy leczą iwermektyną i hydrochlorochiną. Ja natomiast uważam, że amantadyna nie jest w starciu z tymi lekami gorsza, a nawet powiedziałbym, że jest lepsza.

I to właśnie starał się Pan przekazać podczas swojego wystąpienia na forum Senatu, gdzie podzielił się Pan swoimi doświadczeniami z leczenia COVID-19 w Polsce w Przychodni Optima w Przemyślu?

– Mówiłem o naszym podejściu do terapii COVID-19 popartym doświadczeniami i faktami. Przekazałem wyniki naszych analiz i obserwacji. Mówiłem o tym, że obecnie w naszym kraju nie jest rekomendowane żadne leczenie w pierwszym etapie choroby COVID-19. Pacjent trafia na izolację i właściwie nie ma szans na skuteczną terapię. Także w szpitalach nie oferuje się żadnego rekomendowanego skutecznego leczenia przeciwwirusowego. My stoimy na zupełnie innym stanowisku, dlatego już na początku pandemii otworzyliśmy przychodnię dla wszystkich pacjentów. Uważaliśmy, że w tej chorobie podstawą jest badanie na pierwszym etapie i szybka diagnostyka oraz wdrożenie leczenia przyczynowego, które hamuje replikę wirusa.

Lekiem, który w tym pomaga, jest właśnie amantadyna, która była głównym tematem Pana wykładu.

– Podczas konferencji zwróciłem uwagę, że już w marcu 2020 r. poinformowałem Ministerstwo Zdrowia w Polsce o potencjale leczniczym amantadyny w leczeniu COVID-19. Zaznaczyłem, że to lek tani, poza kontrolą patentową, o udowodnionej skuteczności przeciwwirusowej, doskonale przebadany i stosowany na rynku od 50 lat. Mówiłem uczestnikom konferencji o znanych działaniach niepożądanych i przeciwwskazaniach w stosowaniu amantadyny. Lek ten jest też stosowany w chorobie Parkinsona z chorobami współistniejącymi. W ostatnich miesiącach mamy coraz liczniejsze dowody skutecznego potencjału amantadyny, co wynika z badań in vitro oraz in vivo, oraz wyleczeń pacjentów.

Tłumaczył Pan mechanizmy działania tego leku?

– Znamy już wiele mechanizmów działania amantadyny. Ona zmienia pH lizosomów w komórce i blokuje replikę wirusa, bezpośrednio łączy się z białkiem wirusa i pomaga w eliminacji toksycznego białka. Działa też przeciwbakteryjnie, przeciwobrzękowo i częściowo przeciwzapalnie. We włoskim Senacie podnosiłem, że na podstawie moich doświadczeń z leczenia pacjentów oraz napisanej pracy naukowej, a także dzięki presji społecznej Ministerstwo Zdrowia w Polsce zleciło dwa niezależne badania kliniczne, a podobne badania trwają także w Europie pod nadzorem Uniwersytetu Kopenhaskiego.

Przedstawił Pan też wyniki badań Przychodni Optima. Ich rezultaty, szczególnie w kontekście spadku śmiertelności i powikłań po zastosowaniu amantadyny, są obiecujące.

– W naszej przychodni przebadaliśmy już 4 tys. pacjentów, opracowaliśmy unikatowy schemat leczenia na podstawie wieku i metabolizmu pacjenta. Jest on dostępny na stronie internetowej naszej przychodni. W czasie terapii widać, jak dynamicznie cofa się stan zapalny. Z przebadanych 4 tys. pacjentów ponad 1,4 tys. miało czynne zapalenie płuc o różnym nasileniu. Z porównania globalnych statystyk z naszą bazą pacjentów wynika, że uzyskaliśmy spadek śmiertelności o 90 proc. przy czynnym zapaleniu płuc, a zespołów pocovidowych było o 95 proc. mniej. Najważniejsze, by pacjent jak najszybciej otrzymał skuteczną terapię. To zwiększa jego szanse na przeżycie.

Podczas konferencji mówiłem też o analizach radiologicznych po zastosowaniu amantadyny. U bardzo wielu pacjentów w ciągu kilku- kilkunastu dni cofała się tzw. mleczna szyba, która wynika ze zmniejszonej powietrzności pęcherzyków płucnych. Analizowaliśmy szlaki eliminacji białka wirusowego. Okazało się, że wszyscy bez wyjątku pacjenci leczeni amantadyną mieli tymczasowo wysokie poziomy białka w moczu, ale bez uszkodzenia nerek. W leczeniu tej choroby należy zawsze ująć dwie składowe, czyli wirus, którego musimy wyhamować oraz toksyczne reakcje organizmu na białko wirusa. W zaawansowanym procesie zapalnym są one bardzo mocne i niebezpieczne. Wymagają bardzo intensywnego leczenia przeciwzapalnego. Uważamy, że amantadyna jest jednym z niewielu znanych na świecie leków o tak dużym potencjalne hamowania wirusa. Gdyby to od nas zależało, wprowadzilibyśmy ją do schematów leczenia COVID-19, bo dzięki temu lekowi można skutecznie kontrolować chorobę i leczyć bez przeszkód. To starałem się wyjaśnić ekspertom uczestniczącym w konferencji.

Jak zostało odebrane Pana wystąpienie?

– Zaproszenie od senatorów Włoch otrzymał również Robert W. Malone, lekarz i uznany wirusolog. Jego prace naukowe były cytowane dziesiątki tysięcy razy przez naukowców z całego świata. Gratulował naszej placówce i był pełen uznania dla pracy naszej przychodni i konkluzji związanych z amantadyną. Ja ze swej strony zapewniłem, że jesteśmy gotowi pojechać do każdej kliniki na świecie, by przekazać swoje doświadczenia i pokazać, jak bezpiecznie leczy się COVID-19.

Czy lekarze na świecie napotykają problemy w swojej pracy w związku z epidemią? Czy blokowane jest informowanie o terapiach skutecznych w COVID-19 i leczenie?

– Co ciekawe, pod tym względem w Polsce jest lepiej niż we Włoszech czy USA. Mamy większą wolność, więcej dowodów naukowych, o których się mówi otwarcie i nie jest to zagłuszane, m.in. informacje na temat skuteczności amantadyny. Z moich danych wynika, że w Polsce ponad 100 tys. osób brało amantadynę, więc to jest duży sukces.

Jak Pan przewiduje rozwój obecnej fali epidemii koronawirusa?

– Sądzę, że będzie o 60 proc. mniejsza. To wynika z prostych analiz. Prawdopodobnie 30-40 proc. ludzi przechorowało COVID-19. Te osoby raczej chorować już nie będą, choć oczywiście jest to możliwe, gdy spadnie ich odporność. Jednak pamiętajmy, że odporność jest większa po przechorowaniu niż po zaszczepieniu i to widać w innych krajach. I z tego powodu po przechorowaniu łańcuch nam się skraca o te kilkadziesiąt procent. A jeszcze są przecież osoby, które przechorowały i się zaszczepiły, nikt nie prowadzi danych, ile tych osób jest, a nie wiemy do końca, jaką one mają teraz odporność.

Aneta Przysiężniuk-Parys/Nasz Dziennik/radiomaryja.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ