Wiceszef MSZ ujawnia kulisy negocjacji ws. Turowa. „Czesi uznali, że Polska zgodzi się na wszystko”

W praktyce mieliśmy do czynienia przez cztery miesiące z takim podejściem czeskich partnerów, które w zasadzie opierało się na tym, by co chwilę otwierać zamknięte już wcześniej i ustalone kwestie, pod pozorem dyskutowania spraw technicznych lub eksperckich. Odczytujemy to jednoznacznie jako niechęć do zawarcia porozumienia – powiedział w radiowej Jedynce wiceszef polskiego MSZ, Paweł Jabłoński.

Pod koniec lutego Czechy wniosły skargę przeciwko Polsce ws. rozbudowy kopalni Turów do TSUE wraz z wnioskiem o zastosowanie środków tymczasowych, czyli o nakaz wstrzymania wydobycia. W maju TSUE nakazał Polsce wstrzymać wydobycie do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy. Gdy Polska nie zastosowała się do decyzji, Czechy wystąpiły o nałożenie na nią kary. Domagały się 5 mln euro kary dziennie. W poniedziałek TSUE postanowił, że Polska ma płacić Komisji Europejskiej 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środków tymczasowych i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów.

Dziś w radiowej Jedynce, Paweł Jabłoński, wiceminister spraw zagranicznych, pytany był o to, jak przebiegały negocjacje z Czechami ws. Turowie. Przyznał, że formalnie toczą się one cały czas, ale praktyka była różna.

– W praktyce mieliśmy do czynienia przez 4 miesiące z takim podejściem czeskich partnerów, które w zasadzie opierało się na tym, by co chwilę otwierać zamknięte już wcześniej i ustalone kwestie, pod pozorem dyskutowania spraw technicznych lub eksperckich. Te sprawy się przeciągały. Odczytujemy to jednoznacznie jako niechęć do zawarcia porozumienia przynajmniej przed wyborami lub przed utworzeniem nowego rządu

– powiedział Jabłoński.

Dodał, że część polityków czeskich uznała zapewne, że porozumienie z Polską nie przyniesie im należytych korzyści politycznych.

– Rozmowy, które prowadziliśmy na poziomie dwustronnych Polska-Czechy jeszcze przed rozpoczęciem sprawy w TSUE, jeszcze w roku 2019, 2020, od początku zakładały, że Polska jest gotowa ponieść pewne koszty, żeby rozwiać obawy mieszkańców za naszą południową granicą. (…) Z jakiegoś powodu Czesi przerwali te rozmowy w lutym 2021 r. i wnieśli sprawę do TSUE. Następnie, rozmowy z nami, które wciąż dotyczą wydania przez Polskę pewnych pieniędzy, też prowadzą [Czesi], jakby tych pieniędzy nie chcieli przyjąć – stwierdził wiceminister.

Pytany o kwestie finansowe w negocjacjach, powiedział, że w pewnym momencie – pomimo ustalenia warunków brzegowych – Czesi uznali, że “Polska jest w tak trudnej sytuacji, że zgodzi się na wszystko”. 

– Zaczęliśmy mieć do czynienia z eskalacją żądań, idącą w setki milionów euro. Nie możemy się na to zgodzić. Nie miałoby też żadnego uzasadnienia merytorycznego. Jeśli chodzi o realne koszty, dotyczące mieszkańców rejonów przygranicznych, są one dużo niższe. Dzisiaj jesteśmy w takiej sytuacji, w której Czesi uznali, że mogą żądać wszystkiego, a my się na wszystko zgodzimy i nie prowadzili negocjacji w sposób partnerski

– przyznał Jabłoński.

Strona polska uznaje, że kwestia powinna zostać rozwiązana na gruncie negocjacji dwustronnych, bez angażowania instytucji europejskich.

– Mam nadzieję, że podejście po stronie czeskiej w ubiegłym tygodniu zaczęło się nieco zmieniać. Dzisiaj minister klimatu, Michał Kurtyka będzie kontynuował rozmowy – zaznaczył wiceszef polskiego MSZ.

Źródło: niezalezna.pl, Polskie Radio

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ