Przed premierem trudna debata. Brudziński: W racjonalizm lewackiej większości w PE zdecydowanie nie wierzę

We wtorek rano w Parlamencie Europejskim w Strasburgu odbędzie się debata „Kryzys praworządności w Polsce a prymat prawa unijnego” z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego i przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Pod koniec tygodnia zaś szef polskiego rządu spotka się z liderami 26 państw członkowskich Unii Europejskiej na posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli.



Aleksander Mimier, niezalezna.pl: Tydzień wart miliardy – piszą media zarówno o debacie w Parlamencie Europejskim, jak i sesji Rady Europejskiej. Nadchodzi porozumienie?

Joachim Brudziński, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości (EKR): To w interesie nie tylko Polski, ale w interesie całej Wspólnoty. Konflikt jest irracjonalny, wynika wyłącznie z emocji podgrzewanych przez polską opozycję, która w Parlamencie Europejskim zasiada w głównym mainstreamie. Wspólnota europejska ma sens pod warunkiem, że wszystkie państwa członkowskie są traktowane podmiotowo – w sposób, na jaki umówiliśmy się, wchodząc do Unii Europejskiej. Nie ma państw równych i równiejszych.

Histeryczny i lewicowy ton debat jest psu na budę i funta kłaków niewarty. Nie sądzę zatem, aby irracjonalną agresję w stosunku do polskiego rządu definitywnie zakończyło jutrzejsze wystąpienie premiera. Jestem przekonany, że oparte o fakty argumenty polskiego rządu część Parlamentu Europejskiego tylko rozsierdzą. Ten głos jest ważny, ale nie po to, by przekonać panią Spurek czy europosłów Platformy Obywatelskiej, a dlatego, żeby przebić się do opinii publicznej.

Większą wagę przywiązuje zaś do szczytu Rady Europejskiej. To jest organ decyzyjny. W racjonalizm lewackiej większości, zasiadającej w Parlamencie Europejskim, zdecydowanie nie wierzę.

Przed wystąpieniem premiera Morawieckiego podczas debaty w europarlamencie, odbędzie się spotkanie z przewodniczącym PE Davidem Sassolim. To próba znalezienia merytorycznej dyskusji? O to może być trudno na sali plenarnej…

Często zdarza się, żeby przy okazji debat wymierzonych w państwa członkowskie, premierzy zabierają głos oraz spotykają się z przewodniczącymi Parlamentu Europejskiego. Chcę wierzyć, że przewodniczący Sassoli wsłucha się w argumenty. Może będzie bardziej sceptyczny, kiedy pojawią się propozycje kolejnych debat czy rezolucji. Przykro mówić, ale wszystko to przypomina podrzędny kabaret. Liczę jednak, że spotkanie umożliwi spokojną rozmowę i przedstawienie naszych argumentów.

Oprócz gróźb zablokowania środków z Krajowego Planu Odbudowy (36 mld euro), mowa nawet o niewypłaceniu pieniędzy z perspektywy budżetowej (blisko 80 mld euro). Skąd zatem środki na transformację energetyczną? Czy to nie przypadkiem największe wyzwanie, przed jakim stoi świat?

Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku, takie groźby są pozatraktatowe. Zablokowanie środków, czy to, co czasem słyszymy z ust polityków Platformy Obywatelskiej, czyli „wstrzymajmy środki do naszego powrotu do władzy” – to coś tak zdumiewającego i dewastującego Unię Europejską, że jest definitywnie nie do przyjęcia. Taki scenariusz odrzucam. Na pewno takiemu szantażowi Polska nie ulegnie. To by oznaczało, że wspólnota europejska nie jest już wspólnotą państw suwerennych, a dyktaturą lewackiej większości.

Warto też zwrócić uwagę, w jakiej sytuacji jest obecnie Europa. Przed dramatycznym sezonem zimowym, z pustymi zbiornikami gazu, Rosja rozgrywa Wspólnotę przy pomocy urzędników i komisarzy pokroju Fransa Timmermansa. Gazprom i Rosja, próbując wymusić na Komisji Europejskiej przyspieszenie wydania zgody na uruchomienie Nord Stream 2, rozgrywa ich jak dzieci w piaskownicy. O tym też będzie mówił premier Morawiecki.

Co z mechanizmem „pieniądze za praworządność”? Sama przewodnicząca KE Ursula von der Leyen deklarowała w grudniu 2020 roku, że wstrzyma się z decyzją do czasu rozpatrzenia przez Trybunał Sprawiedliwości UE skarg złożonych przez Warszawę i Budapeszt.

Słyszałem wezwania, czy nawet groźby wymierzone w panią Ursulę von der Leyen, że jeśli nie przyspieszy działań, mających na celu ukaranie finansowe Polski, Komisja Europejska zostanie zaskarżona do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o brak reakcji. Mam nadzieję, że refleksja nastąpi. Z Polską trzeba rozmawiać, a nie próbować ustawiać do kąta.

Ustępująca kanclerz Angela Merkel zaapelowała do liderów UE, aby ci zrezygnowali z ofensywy wobec Polski. Obiecujący sygnał?

Oczywiście głos Niemiec jest niezwykle istotny; wiele państw wsłuchuje się w stanowiska Berlina. Kto jest największym beneficjentem wejścia do Unii takich państw jak Polska, Czechy, Słowacja, Litwa czy Łotwa? Gospodarki najbogatsze, oczywiście. Koniec końców, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.



 

 

Źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ