Upolitycznienie niemieckich sędziów dostrzegał nawet Bodnar. Ale ich tłumaczył: To ustalona od wielu lat tradycja

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiedział dziś skierowanie do Rady Ministrów wniosku „o rozważenie podjęcia procedury prawnej pozwania Niemiec przed TSUE za naruszenie traktatów UE przez

 

Jak tłumaczył, podstawą do wniesienia skargi jest art. 259 Traktatu o funkcjonowaniu UE stanowiący, że państwo członkowskie może wnieść do TSUE sprawę przeciwko innemu państwu Unii, jeżeli nie realizuje ono zobowiązań traktatowych.

Ziobro wraz z wiceministrem Sebastianem Kaletą przedstawili argumenty z których wynika, że w Niemczech nie ma możliwości powoływania sędziów niezwiązanych z polityką, a połowę z nich stanowią de facto parlamentarzyści z Bundestagu. Także usunięcie sędziego może nastąpić poprzez decyzję parlamentu, bez udziału sądów.

Propozycja Ziobry jest zapewne próbą odpowiedzi na nieustanne nękanie polskich władz za rzekome nieprzestrzeganie praworządności, która – jak podkreślała w jednym z wywiadów dla Niezalezna.pl ekspert prawa międzynarodowego prof. Genowefa Grabowska – nie jest nigdzie w traktatach jednoznacznie i ostro zdefiniowana.

W art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej nie ma definicji praworządności. Praworządność, jako unijna wartość, czyli „rule of law” została w tym przepisie wymieniona obok innych wartości, na których opiera się Unia Europejska. Zresztą te wartości znajdziemy także w konstytucjach narodowych większości współczesnych państw, także w preambule polskiej Konstytucji. Zatem art. 2 wymienia te wartości i obliguje, aby państwa zgodnie z nimi postępowały

– mówiła ekspert.

 

O ile propozycja ze strony Zbigniewa Ziobry dot. podjęcia procedury prawnej pozwania Niemiec przed TSUE za naruszenie traktatów UE przez upolitycznienie sądownictwa jest czymś zupełnie nowym, to sam problem był przez znawców tematu zauważany od dawna.

Co ciekawe, nawet poprzedni Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w autoryzowanym wywiadzie dla Niezalezna.pl (opublikowanym w lutym 2020 r.) przyznał, że „rozwiązania niemieckie” dot. wyboru sędziów „mogą budzić z zewnątrz wątpliwości dotyczące wpływu władzy wykonawczej na sądownictwo”.

 

Powołał się m.in. na opinie „wybitnych ekspertów od prawa niemieckiego”. – Ci, którzy byli w Polsce, w szczególności prof. Franz Mayer, starali się wskazywać, że proces nominacji sędziowskich w Niemczech jest niezwykle skomplikowany i zróżnicowany, jeżeli chodzi o poszczególne landy – mówił RPO, dodając, że „wpływ poszczególnych landów na obsadę powoduje równoważenie tego czynnika politycznego”.

Zaznaczył, że procedura ta jest „ustalona tradycją od wielu lat” i w związku z tym „nie budzi jakichś większych kontrowersji, jeżeli chodzi o funkcjonowanie całego niemieckiego systemu wymiaru sprawiedliwości”.
Przyznał, że brak kontrowersji wokół sposobu wyłaniania niemieckich sędziów, może w tym wypadku stanowić argument, ponieważ „sami sędziowie [niemieccy-red.] nie twierdzą, iż są pozbawieni swojej niezawisłości i niezależności”.

Odnosząc się do polskich reform wymiaru sprawiedliwości także podkreślał znaczenie tradycji „określonych rozwiązań”. – Ta tradycja sięga „okrągłego stołu” i „podstolika ds. ustroju”. (…) W momencie, kiedy zmieniamy tradycję – mówiąc w uproszczeniu, że KRS ma wybrać parlament, a nie sami sędziowie – to przerzucamy większą odpowiedzialność i większy wpływ na wadzę ustawodawczą, a doświadczenia ostatnich miesięcy wskazują wręcz, że tak naprawdę chodziło o władzę wykonawczą – przekonywał.

Zdaniem ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich „główny kłopot” związany z reformami wymiaru sprawiedliwości przeprowadzanymi przez rząd Zjednoczonej Prawicy polegał na tym, „że każda z tych zmian osobno, prawdopodobnie mogłaby funkcjonować w rzeczywistości prawnej”. – Natomiast one połączone zmieniają system, niszczą tradycję i równowagę władz ocenił Adam Bodnar.

Ze słów RPO, który porównywał w rozmowie z naszym portalem rozwiązania niemieckie i polskie wynikało więc, że nie tyle rzekoma „niekonstytucyjność” rozwiązań zawartych w reformie polskiego wymiaru sprawiedliwości stanowi główny zarzut, ale właśnie owa „tradycja”, która jest także podstawą funkcjonowania upolitycznionego wyboru sędziów u naszego zachodniego sąsiada.

Tam jednak (a także w kilku innych krajach UE) dotychczas sprawę skrzętnie zamiatano pod dywan. Być może wraz z zapowiedzią wniosku Zbigniewa Ziobry dot. pozwania Niemiec przed TSUE, kwestie organizacji wymiaru sprawiedliwości w poszczególnych państwach członkowskich Wspólnoty w końcu pozostaną domeną demokratycznie wyłonionych parlamentów tych państw, a nie brukselskich urzędników i politycznych nominatów do unijnego Trybunału.

Źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ