Zbigniew Kuźmiuk: To eurokraci mają problem z praworządnością

Nadal wstrzymywane są pieniądze na realizację Krajowych Planów Odbudowy (KPO) Polski i Węgier. Dlaczego tak się dzieje? Co jest zarzucane tym planom?

Ostatnio, a dokładniej w poprzednim tygodniu, w Parlamencie Europejskim w Strasburgu odbyła się debata na poruszony przez pana temat. Zabrałem w niej nawet głos i pytałem komisarza Gentilioniego, który odpowiada za ów obszar, o to, jakie są konkretne zastrzeżenia do polskiego Planu Odbudowy. Na pytanie nie odpowiedział.

Z tego, co mówią polscy ministrowie, wiemy, że negocjacje dotyczące KPO zakończyły się w połowie lipca. I nie powinno być tego rodzaju niespodzianek. Bo przygotowaniem każdego Planu, jego funkcjonowaniem i realizacją przedsięwzięć w nim zapisanych, rządzi specjalnie przygotowane w tym celu rozporządzenie. Ono jest bardzo obszerne.

Liczy aż trzydzieści trzy strony. Są tam dokładnie opisane obowiązki każdej ze stron, a więc i Komisji Europejskiej, i beneficjentów, czyli rządów państw członkowskich. I można powiedzieć, że jeżeli chodzi o obowiązki kraju członkowskiego, to Polska zrealizowała rozporządzenie „od kropki do kropki”. Wszystko!

Tak jak powiedziałem, negocjacje zakończyły się w połowie lipca. I od tego czasu formalnie „licznik stuka” Komisji Europejskiej. A Komisja oficjalnie nie sformułowała żadnych zarzutów czy wątpliwości odnośnie do naszego KPO. Jedynie po unijnych korytarzach krążą jakieś informacje mówiące o tym, że Polska powinna „zamrozić” działanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Ale nikt tego publicznie nie mówi. Wspomina się także, że naciskano na premiera Morawieckiego, żeby wycofał swój wniosek z Trybunału Konstytucyjnego. Ale Trybunał rozstrzygnął w sprawie tego wniosku tak, jak rozstrzygnął. Więc rzecz jest niebyła. Pewnie w sprawie KPO trwają jakieś nieoficjalne konsultacje polskiego rządu z Komisją. Ale oficjalnie o tym nic nie wiemy.

A jeżeli sprawa będzie się przedłużała, to ostatecznie jest jeszcze taka opcja, że polski rząd, bazując na wspomnianym rozporządzeniu, zaskarży Komisję za opóźnianie zaopiniowania polskiego Planu i będzie się domagał odsetek za cały paromiesięczny okres tego opóźnienia. Ale rozumiem, że póki co, nie chcemy stawiać sprawy „na ostrzu noża”. Coś tam jeszcze konsultujemy. Ale mówiąc szczerze: czas tych dodatkowych konsultacji – moim zdaniem – powinien się już zakończyć.

A Węgrzy? Im również nie stawia się żadnych oficjalnych zarzutów?

Formalnie ich Planowi nie można postawić zarzutów. Natomiast – tak jak to sformułowała pani von den Leyen – chodzi tu o ustawę dotyczącą ochrony dzieci przed ideologią LGBT. Są sugestie, żeby Węgrzy z tej ustawy wycofali się. Ale w oczywisty sposób nie można postawić takiego warunku i powiązać go z KPO. Bo to byłoby już jaskrawe łamanie prawa unijnego.

Polsce zarzuca się kłopoty z praworządnością. Ale jeżeli w sprawie Krajowego Planu Odbudowy Komisja Europejska nie realizuje prawa, które sama przyjęła, to są wątpliwości co do praworządności na poziomie unijnym, a nie kraju członkowskiego. I dlatego sądzę, że oficjalnie unijni urzędnicy nie będą wiązali akceptacji Krajowych Planów Odbudowy Polski i Węgier z likwidacją naszej Izby Dyscyplinarnej lub węgierskiej ustawy dotyczącej LGBT, bo wtedy już naprawdę rażąco łamaliby obowiązujące w Unii prawo.

Moim zdaniem, elastyczność polskiego rządu w tej sprawie: takie spokojne i kompromisowe podejście, w jakimś momencie musi się skończyć. To nie może być tak, że Komisja Europejska w sposób nieformalny będzie przedłużała cały ten proces. I przypomnę, że chociaż Komisja opiniuje ten Plan, ale ostateczną decyzję podejmuje Rada Europejska. Organ złożony z premierów lub prezydentów poszczególnych państw Unii. A ponieważ dwadzieścia kilka planów zostało już przez Radę przyjętych, rozumiem, że na jej poziomie kłopotów nie będzie. Kluczowa więc jest pozytywna opinia Komisji!

I podkreślam: Polski Plan Odbudowy spełnia wszystkie wymogi określone w rozporządzeniu przyjętym przez Radę Europejską. Dlatego też formalnych zarzutów postawić mu nie można.

A jednak parlament holenderski zwrócił się do swego rządu o oto, aby ten zablokował polski Krajowy Plan Odbudowy!

Parlament holenderski może sobie życzyć różnych rzeczy. Ma swoje prawa, może wyrażać pewne oczekiwania. Natomiast rozumiem, że na poziomie szefów rządów jest jakieś elementarne porozumienie dotyczące powołania unijnego Funduszu Odbudowy i sposobu jego wydatkowania. Dlatego też, nie przypuszczam, żeby pan premier Holandii zachował się w tej sprawie jakoś niesolidarnie w stosunku do Polski. Jeżeli zatem będzie pozytywna opinia Komisji, to zapewne Rada nasz Plan przyjmie. Tak jak przyjęła plany dwudziestu kilku innych krajów.

Chciałem się jeszcze zapytać o to, jaka – Pana zdaniem – powinna być postawa polskiego rządu wobec blokowania KPO. Bo przykładowo, są publicyści, którzy sugerują, że rząd mógłby po prostu wstrzymać wpłatę składki do Unii Europejskiej.

Jest taka możliwość. Są także inne instrumenty. Nie będę o nich publicznie mówił. Wiadomo jednak, że część decyzji unijnych podejmowana jest jednomyślnie. Polski rząd ma więc możliwość blokowania pewnych decyzji niezwiązanych z pieniędzmi.

„Idą” też obostrzenia związane z polityką klimatyczną. One tak czy inaczej w jakimś momencie będą musiały być przyjęte przez Radę. Tutaj instrument weta zawsze zostaje w rękach polskiego rządu. Mamy więc jakieś formy nacisku. Jedną z nich jest zawieszanie płatności składek. Ale to oznaczałoby, że „idziemy na wojnę” z Komisją. Tymczasem, cały czas uznajemy, iż w tej sprawie przestrzegamy unijnego prawa. Nie mamy sobie nic do zarzucenia! W związku z tym, nie ma powodów, żebyśmy używali arsenału mocniejszych środków.

Z drugiej jednak strony, Komisja Europejska nie może do nas mówić tekstem z filmu „Miś: „nie mamy państwa płaszcza! I co nam zrobicie?”. To musi się w jakimś momencie skończyć!

Chciałbym właśnie poruszyć sprawę tego końca. Bo w polskiej opinii publicznej pojawiają się głosy, że Komisja może nam w ogóle nie wypłacić pieniędzy z KPO.

Absolutnie sobie tego nie wyobrażam! Przypominam, że KPO to plan zarówno odbudowy, jak i zbudowania odporności gospodarek oraz systemów zabezpieczenia społecznego na kryzysy przyszłości. Kryzysy podobne do Covidu. Są to więc dodatkowe pieniądze na określony cel. Pieniądze, które powinny otrzymać wszystkie kraje członkowskie! W zależności od tego rozdziału środków, który dokonał się w grudniu 2020 roku.

Mówiąc szczerze: nie sądzę, żeby jakiemukolwiek krajowi tych pieniędzy nie przekazano. Przecież wszystkie jednomyślnie zgodziły się na to, żeby je pożyczyć na rynku.

Przypominam: chodzi o siedemset pięćdziesiąt miliardów euro. Wszystkie państwa UE – w odpowiednich dla siebie proporcjach – gwarantują spłatę tych pożyczek. I trudno sobie wyobrazić, żeby nagle, politycznymi decyzjami Komisji, jakieś kraje nie dostały przyznanych im wcześniej pieniędzy. Bo to oznaczałoby „wewnętrzną wojnę” na dużą skalę. Nie sądzę, żeby Komisja chciała się do tego posunąć.

I może dlatego, w Polsce pojawiają się też opinie, że – mimo wszystko – wkrótce dostaniemy należne nam pieniądze. Choćby z tego powodu, że na tym, iż Polska nie będzie miała środków na inwestycje, zaczną tracić Niemcy. Bo przecież nasz zachodni sąsiad jest mocno zależny od polskiej gospodarki.

Mówiąc szczerze: jeżeli chodzi o Plan Odbudowy, to Polska aż tak bardzo tych pieniędzy nie potrzebuje. Poradzilibyśmy sobie bez nich. Ale w imię odpowiedzialności za całą gospodarkę europejską poparliśmy koncepcję Krajowych Planów Odbudowy. Zrobiliśmy to także w imię solidarności z tymi krajami, które nie są w stanie pożyczać tak tanio, jak my byśmy mogli pożyczać. Mam tu na myśli takie kraje jak Hiszpania, Grecja. Także Włochy, które mają potężne zadłużenie publiczne i kolejne pożyczki musiałyby być na bardzo dla nich niedogodnych warunkach.

I dlatego obecne zachowania Komisji są po prostu bulwersujące. Te pieniądze miały być wydawane już w tym roku. I w dwudziestu kilku krajach już są wydawane. Natomiast Polska i Węgry nie mogą tego robić.

Są także dwa kraje: Holandia i Bułgaria, które swoich planów nie przygotowały. Ale to inna sprawa. Te państwa mają kłopoty – że się tak wyrażę – z większością rządową. To są ich wewnętrzne sprawy, z powodu których, nie przygotowały i nie przedłożyły swoich Planów. My w stosownym czasie, zgodnie ze wspomnianym już wcześniej rozporządzeniem, Plan przygotowaliśmy. Nie ma zatem najmniejszych powodów, żeby on był wstrzymywany.

Ale wracając do mojego wcześniejszego pytania: Niemcy mogą być naszym sojusznikiem, jeżeli chodzi o otrzymanie pieniędzy z KPO?

Wie pan, tutaj sojusznikiem powinien być rozsądek. Wszystkie kraje powinny inwestować w te dziedziny gospodarki, które najbardziej ucierpiały na skutek pandemii. Mają też budować swoją odporność. To jest w interesie wszystkich krajów członkowskich. Naprawdę wszystkich! Także tych najbardziej potężnych i zamożnych!

 

Źródło: Niezależna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ