Zofia i Agnieszka Romaszewskie: Nasze mieszkanie było jednym z pierwszych w Warszawie, do których weszła milicja

Jaruzelski23.jpg

„Nasze mieszkanie było jednym z pierwszych w Warszawie, do których weszła milicja. Prawdopodobnie ze względu na to, że rodzice zajmowali się Biurem Interwencji, czyli instytucją, która mogłaby zainterweniować, coś zrobić, czyli ubecy chcieli to czym prędzej obezwładnić” – tak Agnieszka Romaszewska wspominała w Porannej rozmowie w RMF FM początek stanu wojennego.

Agnieszka Romaszewska była jedną z najmłodszych internowanych. W momencie zatrzymania miała 19 lat. Do mieszkania Romaszewskich milicja weszła już późnym wieczorem 12 grudnia 1981 r. Funkcjonariuszom nie udało się zatrzymać wtedy tych, po których przyszli przede wszystkim, czyli Zofii i Zbigniewa Romaszewskich. „Przyszłam do domu chwilę po dwunastej, byłam na imieninach  u naszej koleżanki Oli Saraty. Zobaczyłam, że światło się świeci, dom jest pusty. Po pierwsze, zauważyłam, że nasz pierwszy pies – Gama – się tuła po przedpokoju i że nie ma jej posłania” – wspomina Zofia Romaszewska. „A posłania nie było dlatego, że ubecy, jak zgarniali papiery z biurka, to wyrzucili posłanie, wzięli kosz psa i zgarniali wszystko do kosza” – dodaje Agnieszka Romaszewska.

Zofia Romaszewska w pierwszej chwili nie zorientowała się, że jej córka i jej narzeczony, Jarosław Guzy, zostali aresztowani ani, że w Polsce wprowadzono stan wojenny. „ Nie miałam pojęcia, że jest stan wojenny. Dopiero gdzieś koło 4 nad ranem trafiłyśmy z moją przyjaciółką Barbarą Różycką do pana profesora Kielanowskiego. Państwo Kielanowscy niesłychanie elegancko przyjęli nas o tej czwartej nad ranem. Pan profesor leżał w łóżku, BBC nadawało, że jest stan wojenny” – mówi Zofia Romaszewska.

Aresztowania wtedy, 13 grudnia uniknął też mąż Zofii Romaszewskiej – Zbigniew, który wracał z Gdańska z zebrania Komisji Krajowej „Solidarności”. „On jechał w tym czasie pociągiem. To była noc i w tym czasie, gdy w Gdańsku aresztowali, to on już wyjechał z Gdańska. W Warszawie nie dojechał do domu, bo go ostrzegli w pociągu i wyskoczył z pociągu na semaforze” – wspominała Agnieszka Romaszewska.

Opowiedziała też, czy sama bała się aresztowania. „Człowiek boi się czegoś, co się stanie w przyszłości, a jak już się stanie, to trudno się bać, bo już się stało. Jak cię zamykają, to co się bać? To już cię zamykają” – mówiła. Mówiła też, że część zatrzymanych obawiała się, że zostaną wywiezieni na Syberię. „ Tak, część ludzi tak uważało. Ja akurat nie miałam takiego przekonania. Uważałam, że nas zamkną w Polsce, że mają wystarczająco dużo więzień” – wspominała.

Zofia Romaszewska mówiła też, kiedy dla niej skończył się stan wojenny. „W 1989 r. czwartego czerwca uważam, że się skończył. Wbrew moim różnym kolegom uważam, że to jest ważna data, którą głupio przepuściliśmy”. „Tak samo uważam” – przytaknęła Agnieszka Romaszewska. „Solidarność to była osobno – to była taka przerwa w PRL-u, takim fuksem się dostało taką przerwę. Potem z powrotem wrócił ten PRL, tylko w gorszym wydaniu” – dodała.

Agnieszka Romaszewska, która jest szefową telewizji Biełsat, mówiła też, że to, co wtedy przeżywali Polacy, dziś dzieje się na Białorusi. „Mnie jest bardzo trudno wspominać, co się zdarzyło 40 lat temu, bo ja codziennie dostaję informację, że kogoś zamknięto, czy wpuszczono adwokata, czy nie, czy paczki były, czy coś się stało. Na Białorusi ponad 900 osób jest zarejestrowanych jako więźniowie polityczni. Najczęstsze artykuły to jest wszczynanie niepokojów społecznych, współorganizacja tego typu rzeczy. Ale ok. 30 tys. ludzi przez areszty administracyjne – to się wsadza ludzi na dwa tygodnie, miesiąc, półtora miesiąca. I to się dostaje za to, że ktoś się np. źle wyrażał, przeklinał, wymachiwał rękami. Ludzie dostają coś takiego całkowicie fikcyjnie. Szedłeś po ulicy, uznali, że cię zamkną, „dają ci” chuligaństwo. To jest terror” – opowiadała. „Oczywiście, że to się skończy. Nie mam żadnych wątpliwości. Tylko pytanie, kiedy i ile tam będzie jeszcze ofiar. Europa i świat powinny się tymi ludźmi zainteresować. Powinniśmy słać paczki do rodzin tych uwięzionych tak, jak nam słano z Niemiec wtedy” – dodała Zofia Romaszewska.


Całość rozmowy wkrótce na RMF24.pl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj