Władze ChRL szybko zdusiły sprzeciw w Hongkongu, pojawiają się obawy, że następny może być Tajwan

foto: mat prasowy

W ciągu półtora roku komunistyczne władze ChRL rozprawiły się z prężnym ruchem demokratycznym w Hongkongu, narzucając miastu własne reguły. Pojawiają się głosy, że był to zaledwie krok w większej strategii, której następnym celem może być Tajwan czy Morze Południowochińskie.

Prędkość ofensywy politycznej chińskich władz w Hongkongu zaskoczyła nawet tamtejszych sympatyków Pekinu. Jeszcze dwa lata temu tysiące Hongkończyków wychodziły na ulice, by protestować przeciwko decyzjom władz, upamiętniać ofiary masakry na placu Tiananmen lub otwarcie wzywać do zmiany jednopartyjnego systemu ChRL.

 

Teraz większość działaczy opozycyjnych siedzi w więzieniach lub aresztach, coraz więcej mieszkańców decyduje się na emigrację, w prasie i na uczelniach zapanowała cenzura, organizacje pozarządowe i zagraniczne media zamykają swoje biura. Władze zakazują też zgromadzeń w rocznice Tiananmen, a za złamanie zakazu karzą więzieniem.

 

Według wykładowcy z Uniwersytetu Harvarda i byłego hongkońskiego posła Dennisa Kwoka świat nie powinien patrzeć na Hongkong w izolacji. „Powinniśmy patrzeć na całą sytuację związaną z chińską polityką wewnętrzną, czy to w Sinciangu, w Hongkongu, czy też ich polityką wobec Tajwanu i Morza Południowochińskiego (…) Również ich relacje z Europą, Wielką Brytanią, karaniem Australii, aresztowaniem obywateli Kanady” – ocenił Kwok.

 

Pekin narzucił Hongkongowi przepisy bezpieczeństwa państwowego, pozwalające oskarżać opozycjonistów o nieprecyzyjnie zdefiniowaną „działalność wywrotową” i „zmowę z obcymi siłami”. Upodobniły one Hongkong do Chin kontynentalnych, gdzie podobne ustawy od lat używane są do tłumienia sprzeciwu i karania dysydentów.

 

Urzędnicy zapewniali, że nowe prawo będzie dotyczyło jedynie garstki „separatystów” i „agentów obcych sił”, ale w rzeczywistości całkowicie zmieniły miasto. Program nauczania przerobiono, by krzewić „patriotyzm”, z bibliotek usunięto niewygodne dla władz publikacje, a największy prodemokratyczny dziennik został zmuszony do zamknięcia.

 

Formalnym ukoronowaniem tej ofensywy były grudniowe wybory do hongkońskiego parlamentu, które przeprowadzono według napisanej w Pekinie ordynacji. W praktyce wykluczyła ona kandydatury opozycjonistów i zmniejszyła liczbę posłów wybieranych w powszechnym głosowaniu do 20 w 90-osobowej izbie, dodatkowo ograniczając wątłą demokrację w mieście.

 

Rząd ChRL w oficjalnym dokumencie nazwał ten system „demokracją o hongkońskiej specyfice” i zapowiedział, że będzie „w dalszym ciągu rozwijał i poprawiał demokrację w Hongkongu w zgodzie z panującą rzeczywistością”. Po wyborach premier ChRL Li Keqiang pogratulował szefowej administracji Hongkongu Carrie Lam skutecznego zarządzania miastem.

 

Władze twierdzą, że przepisy o bezpieczeństwie państwowym są konieczne, by zaprowadzić porządek po masowych antyrządowych protestach z 2019 roku. Jednak zdaniem niektórych komentatorów szybka ofensywa Pekinu w ostatnich latach była tylko widocznym efektem długich, skrupulatnych przygotowań, które wcześniej uchodziły uwadze świata.

 

Według dziennika „New York Times” pochód w stronę autorytarnej przyszłości Hongkongu zaczął się już w 2014 roku, gdy w chińskim raporcie rządowym napisano, że Pekin przejmie „wszechstronną jurysdykcję” nad tym terytorium. Gazeta zwraca uwagę na pojawiające się w kolejnych latach oznaki, że elity polityczne w stolicy uważają Hongkong za przystań dla wspieranych przez Zachód wywrotowców i mają dość czekania, aż miejscowa administracja coś z tym zrobi.

 

Pojawiają się obawy, że jeśli działanie w Hongkongu było zaplanowane, następnym krokiem może być rozwiązanie „kwestii tajwańskiej”, czyli przejęcie kontroli nad demokratycznie rządzoną wyspą, która sama uznaje się za odrębne państwo.

 

Twardogłowy badacz z Pekinu Tian Feilong ocenił w rozmowie z Deutsche Welle, że rozprawa z opozycją w Hongkongu może być wzorem rozwiązania „kwestii tajwańskiej”. „Wierzę, że w przyszłości można po prostu zmienić nazwę prawa o bezpieczeństwie państwowym Hongkongu na prawo o bezpieczeństwie państwowym Tajwanu” – powiedział Tian.

 

Chińskie władze oficjalnie dążą do „pokojowego zjednoczenia” z Tajwanem, ale większość mieszkańców wyspy nie jest tym zainteresowana. Pekin nigdy nie wykluczył jednak możliwości zbrojnej inwazji, a w ostatnich latach znacznie nasilił działania militarne wokół wyspy. Pojawiły się głosy, że w ciągu kilku lat może po raz pierwszy w historii osiągnąć zdolność do zbrojnego opanowania Tajwanu.

 

W przyjętej niedawno rezolucji Komunistycznej Partii Chin (KPCh) w sprawie oficjalnej interpretacji historii podkreślono, że „rozwiązanie kwestii Tajwanu i osiągnięcie pełnego zjednoczenia Chin” jest niezbędnym warunkiem realizacji „wielkiego odrodzenia narodu chińskiego”, lansowanej przez przywódcę ChRL Xi Jinpinga.

 

W podporządkowaniu Hongkongu nie przeszkodziła władzom ChRL wspólna chińsko-brytyjska deklaracja z 1984 roku, w której Chiny zobowiązały się do uszanowania autonomii i odmiennego systemu politycznego Hongkongu przez co najmniej do 2047 roku. Londyn zarzucił Pekinowi złamanie tej umowy, ale chińscy urzędnicy twierdzą, że jest ona obecnie tylko „dokumentem historycznym” pozbawionym mocy prawnej.

 

„Przepisy bezpieczeństwa państwowego w Hongkongu są bardzo ważnym sygnałem, że Pekin jest gotowy zignorować międzynarodową krytykę. Będą rodzajem ostrzeżenia dla Tajwanu: +Nie myślcie, że Pekin nie podejmie działań zbrojnych. Nie myślcie, że będzie się obawiał międzynarodowej reakcji+” – oceniał wykładowca z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa Ho-fung Hung, cytowany przez dziennik „Guardian”.(PAP)

 

xyz/ kgod/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj