Układ Petlury z Piłsudskim dawał nadzieję na odmianę niepomyślnej kolei wydarzeń

W kwietniu 1920 ataman Symon Petlura w imieniu Ukraińskiej Republiki Ludowej podpisał porozumienie o współpracy z władzami polskimi. Stronę ukraińską zmusiło do tego kroku samo życie. Jego zdziesiątkowana armia kontrolowała wówczas tylko wąski pas ziemi przy granicy z Polską, czyli wzdłuż Zbrucza. Doznał wcześniej porażek zarówno od bolszewików, obecnie rządzących większością Ukrainy, jak i od „białych”, czyli generała Antona Denikina, dążącego do przywrócenia w Rosji władzy carów.

Choć „biali” dysponowali wsparciem Anglii i Francji, jednak swą krótkowzrocznością, brakiem wyobraźni, żądaniami przywrócenia niepodzielnej Rosji od Kalisza po Władywostok, a także jawie okazywaną pogardą dla chłopów nie zdołali do siebie nikogo przekonać, a w rezultacie przegrali. W toku walk ziemia jednak wielokrotnie spływała krwią, zaś zubożali mieszkańcy byli wielokrotnie rabowani ze swego dobytku. Nie było przy tym warunków do zaistnienia świadomego siebie ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego, zdolnego organizować własne państwo oraz sprawną armię.

Układ Petlury z Piłsudskim dawał nadzieję na odmianę niepomyślnej kolei wydarzeń. Sprawnie przeprowadzony atak połączonych sił polsko- ukraińskich wyparł bolszewików aż po sam Kijów, zdobyty 3 maja 1920. Gdyby dane było dłużej utrzymać taki stan rzeczy, mogło dojść do utrwalenia się ukraińskich struktur państwowych. Utrata Ukrainy, nawet tylko tej na zachód od Dniepru, znacznie by osłabiła potencjał Bolszewickiej Rosji, zaś sojusz polsko- ukraiński znacznie zwiększałby nasze siły. Niestety, atak bolszewicki nastąpił zbyt prędko i zabrakło czasu, by przełamać zmęczenie ludności wynikłe z wieloletnich wojen. Od wiosny 1917 do wiosny 1920 Kijów zdobywano niemal dziesięć razy. Również armia ukraińska cechowała się niskim morale, w znacznej części składając się z oddziałów, które na różnych etapach przechodziły to na stronę Petlury, to na stronę „białych”, to na stronę bolszewików, a czasem i na stronę band rabujących chłopów. Gospodarka była w rozsypce, przemysł nie istniał, kraj nękały głód i zarazy. Rząd ukraiński był uznawany jedynie przez trzy państwa: Polskę, Łotwę i Finlandię.

26 maja 1920 rozpoczęło się bolszewickie uderzenie, już od dawna przygotowywane i tylko nieco odwleczone w czasie na skutek zaskakującej „wyprawy kijowskiej” Piłsudskiego i Petlury. Odtąd armia polska wspierana przez ukraińskich sojuszników cofała się i cofała, aż po przedmieścia Warszawy i Lwowa. W Europie zapanowała opinia, że Polska wkrótce upadnie. Zachodni dyplomacji opuścili Warszawę, a został tu niemal wyłącznie nuncjusz apostolski, w osobie Achille Rattiego, przyszłego papieża Piusa XI. Na przekór szerzącemu się defetyzmowi Piłsudski ze swym sztabem opracował i przeprowadził plan ataku na bolszewików, z czasem nazwany „cudem nad Wisłą”. Również Ukraińcy Petlury dzielnie przeciwstawiali się bolszewikom, a dołączali do nich ochotnicy uciekający z terenów zajmowanych przez Armię Czerwoną. Szczytowym akordem współpracy polsko- ukraińskiej była bitwa pod Komarowem 31 sierpnia 1920, gdzie pokonano Armię Konną Budionnego.

Choć bolszewików udało się pokonać, jednak Polska była zbyt wyczerpana, aby zadbać o przywrócenie sojuszu z Ukrainą, co by na przyszłość mogło nas uchronić od kolejnych klęsk. Władzę przejęli wrodzy Piłsudskiemu Narodowi Demokraci i to oni podpisali z Rosją Sowiecką pokój w Rydze. Na mocy tego pokoju rząd polski odstąpił od umów z Petlurą, zaś jego żołnierze, choć to bohaterowie wojenni, zostali internowani. Sam Piłsudski zasłynął tym, że w takim obozie internowania, w Szczypiornie, wypowiedział słowa: „Panowie, ja was bardzo przepraszam”. Nie miał on wówczas żadnych możliwości by wracać do swych wcześniejszych planów przyjaźni polsko- ukraińskiej, czy też szerzej, utworzenia z krajów dawnej Rzeczypospolitej tzw. Konfederacji Międzymorza. Srodze to się później zemściło i na Polsce, i na Ukrainie.

Słowo „przepraszam” jest cenne i potrzebne. Pamiętajmy, że w odniesieniu do rzezi wołyńskiej ze strony ukraińskiej to słowo wypowiadali i prezydent Leonid Kuczma, i kardynał Lubomyr Huzar. Dobrze jednak, aby za tym słowem szła dobra współpraca wynikająca ze świadomości braterstwa.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj