Polacy starali się aby pobyt żołnierzy ukraińskich w obózie dla jeńców był znośny

W latach pierwszej wojny światowej w Szczypiornie, dzisiaj dzielnicy Kalisza, Niemcy urządzili obóz dla jeńców, wypełniony drewnianymi barakami (pół-ziemiankami) oraz otoczony drutami kolczastymi. To właśnie tutaj w lipcu 1917 trafili internowani legioniści polscy, którzy na wezwanie Józefa Piłsudskiego odmówili złożenia przysięgi na wierność cesarzom niemieckiemu i austriackiemu. Polscy jeńcy sami sobie zorganizowali warsztaty rzemieślnicze, przygotowywali przedstawienia amatorskie, prowa dzili lekcje nauki języka i stenografii oraz zajęcia gimnastyczne. W ramach tego ostatniego wynaleźli tu grę w piłkę ręczną, od nazwy obozu nazywaną szczypiorniakiem.

W niepodległej Polsce na przełomie lat 1918 i 1919 za drutami obozu trzymano z kolei jeńców niemieckich. Podczas wojny z bolszewikami trafiali tu Rosjanie, zaś po rozejmie kończącym wojnę w roku 1920 trafili tu internowani żołnierze ukraińscy Ukraińskiej Republiki Ludowej Symona Petlury. To było wysoce dramatyczne wydarzenie, gdy nasi ukraińscy sojusznicy, którzy razem z nami dzielnie prowadzili walkę z bolszewikami, na mocy porozumienia pokojowego z bolszewikami zostali umieszczeni za drutami obozów internowania. To do Szczypiorna przyjechał Józef Piłsudski i tu powiedział: „Panowie, ja was bardzo przepraszam”. Ówczesna sytuacja Polski doszczętnie wyczerpanej wojnami nie pozwalała na dalsze prowadzenie działań zbrojnych oraz wspieranie niepodległości Ukrainy.
Ze strony ukraińskiej pierwszym komendantem obozu w Szczypiornie został generał Pawło Szandruk.

W sieci dostępne są jego wspomnienia, http://www.irekw.internetdsl.pl/shandruk/, i tam można znaleźć również relację o Szczypiornie. Szczęśliwie dowiadujemy się z tych wspomnień, że polskie władze jak mogły, tak starały się, aby pobyt żołnierzy ukraińskich był tu znośny. Ukraińcy otrzymywali przepustki na wychodzenie na zewnątrz, a gdy ktoś potem już nie zjawiał się z powrotem, nie robiono z tego afery. Zamieszkały tu również kobiety i dzieci, które w liczbie ponad 2000 zostały ewakuowane z Ukrainy razem z wojskiem. W obozie działały warsztaty stolarskie, krawieckie, szewskie i hafciarskie, a także malowano obrazy, które przez komiwojażerów były sprzedawane po całej Polsce. Wzniesiono kościół, podobnie jak i w innych obozach internowania, zorganizowano szkoły podstawowe, uzupełniające, kursy itp., a nawet liceum, w którym sam Szandruk uczył historii, geografii i języka francuskiego.

Na terenie Czechosłowacji, gdzie również trafiła znaczna część ukraińskiej emigracji po zdobyciu ich kraju przez bolszewików, działały ukraińskie uczelnie wyższe: Instytut Pedagogiczny, Akademia Hodowlana, Wolny Uniwersytet, a do tego liceum i różne kursy. Tam przeniosła się część internowanych. Jak pisał Szandruk, „Ukraiński Komitet Obywatelski doradzał, jak nielegalnie przekraczać granicę polsko-czechosłowacką. Granica była przekraczana w Karpatach, a po drugiej stronie utworzono punkty odbioru. Oba rządy, polski i czechosłowacki, prawdopodobnie wiedziały o tym i przymykały na to oko, ponieważ nie było ani jednego przypadku złapania kogoś na granicy”. Choć Szandruk doświadczał irytacji polskich władz nadzorujących obozy, jednak „wraz z wyjazdem części ludzi na studia i do pracy, życie w obozach stało się bardziej znośne dla pozostałych, z lepszym jedzeniem i większą ilością odzieży”.

Rozwijały się organizacje oraz inicjatywy społeczne. Jak pisał Szandruk, „z inicjatywy generała Salskiego powstało Ukraińskie Towarzystwo Wojskowe (UWET), przekształcone następnie w Związek Byłych Żołnierzy Armii UNR; istniał on do wybuchu II wojny światowej, kiedy to został zlikwidowany przez Niemców. W tym czasie zainteresowałem się literaturą wojskową i to był początek mojego skromnego wkładu do polskich pism wojskowych „Bellona”, „Przeglądu Wojskowego” i „Polska Zbrojna” oraz do francuskiego pisma „Revue des Deux Mondes”. Jednocześnie wpadłem na pomysł wydania ukraińskiego czasopisma wojskowo-historycznego, aby zachować nasz materiał historyczno-militarny i rzucić choć trochę światła na epos naszego wysiłku zbrojnego. (…) Pismo nosiło nazwę „Tabor” i było to nasze czasopismo wojskowo-historyczne, a później wojskowo-naukowe”.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj