Z dyskusji ideowych u działaczy prometejskich

Środowisko działaczy prometejskich, którzy w okresie międzywojennym organizowali współpracę środowisk emigracyjnych z narodów niewolonych przez bolszewicką Rosję, prowadziło wiele studiów oraz dyskusji ideowych. Ważnym do tego narzędziem był kwartalnik „Wschód Orient”, wydawany od 1932 r. przez Orientalistyczne Koło Młodych. Pismo koncentrowało się wokół wydarzeń historycznych, kulturalnych, literackich i politycznych dotyczących państw i narodów sąsiadujących z Polską, narodów Kaukazu, a także Dalekiego Wschodu. Na łamach czasopisma publikowali emigracyjni przedstawiciele Gruzji, Azerbejdżanu, Armenii, Ukrainy, państw nadbałtyckich czy społeczności Tatarów krymskich.

Jednym z piszących w tym kwartalniku był Noe Żordania, w latach od 1918 do 1921 premier niepodległej Gruzji, zaś później emigrant w Paryżu. Wskazywał on na kryzys państw cywilizacji Zachodu. Twierdził, że Europa pozbawia się kluczowych miejsc, tracąc wpływy i rezygnując z czynnej walki o Kaukaz i Turkiestan. Czynne zaangażowanie się na rzecz wspierania tamtejszej walki o wolność mogłoby prowadzić do odnowienia żywotności cywilizacji europejskiej. Stanięcie Zachodu do rywalizacji ze Wschodem miałoby znaczenie znacznie szersze niż same tylko spory terytorialne, handlowe czy polityczne. Żordania zauważał tendencje państw europejskich do rezygnacji z udziału w walce i do ciasnej koncentracji na posiadanych koloniach, dyktowanej przez egoizm małych interesów. Gruzin ostrzegał przed pochopnym zarzuceniem spraw azjatyckich, oznaczającym początek końca cywilizacji atlantyckiej.

Te słowa wydają się nadzwyczaj aktualne w roku 2022, w świetle postawy elit Berlina i Paryża, zatroskanych o to, by na Ukrainie jak najprędzej znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące dla Kremla tylko po to, by powrócić z Rosją do „business as usual”. Dopóki jest się skupionym na egoizmie małych interesów, działa się na rzecz dławienia żywotności własnej cywilizacji europejskiej. Krótkowzroczność i małoduszność musi spowodować, że Europa wyląduje w trzeciej lidze. Jeśli Europa ma odzyskać swą wielkość, musi się angażować na rzecz globalnej wolności ludów, nie skąpiąc na to środków, a nawet krwi. O tym pisali autorzy „Wschodu Orientu” wskazując na współzależność materii i ducha.

Włodzimierz Bączkowski w swych tekstach na łamach „Wschodu Orientu” przedstawiał tezy, które i dziś mogą budzić konsternację, a powinny skłaniać do naszej głębokiej refleksji. Oto próbka tych tekstów: „Twardy i wytrwały, z jasną myślą i silną wolą, otoczony wrogami, a niezmordowany w walce i uparty w postanowieniu, zbudował Polak w wiekach średnich państwo swoje; ale nastąpiła unia z Litwą – i zmysł państwowy zaczął zanikać, rozcieńczyła się męskość od napływu owych pierwiastków, które Wschodem nazywamy i w których łączą się i kłócą kontrasty górnolotnego marzenia i gnuśnej obojętności na zło, mistycznych wzlotów i grubego materializmu, niewolniczej bierności i anarchistycznej swawoli”. W tych słowach możemy znaleźć pochwałę cywilizacji łacińskiej, która potrzebna jest Wschodowi do tego, aby lepiej radził sobie z własnymi nieskutecznościami. Ale też możemy tu znaleźć pochwałę tego zachodniego ducha, z jakim Ukraińcy dziś biją się o niepodległość, a zarazem o „wolność naszą i waszą”, wspierani solidarnością tych, którzy nie zatracają się ani w górnolotnych marzeniach, ani w gnuśnej obojętności na zło. Obydwa te zjawiska są widoczne w Unii Europejskiej, zarówno u pięknoduchów, którym wydaje się iż ratują klimat planety, jak i u chciwców, dla których jedyne, co ważne, to tani rosyjski gaz.

Większość głosów ze „Wschodu Orientu” wskazywała, iż jagiellońska polityczność duchowo regenerowała sąsiednie narody, gdyż kierowała losy Rzeczpospolitej Obojga Narodów nie w stronę monarszego absolutyzmu, ale szlacheckiej wolności, a zbierała dobre owoce właśnie w działaniach zagranicznych. Wolność rozumiano nie tyle jako swobodę politycznej reprezentacji własnego interesu, ile jako rudyment narodowej kultury, nie jako element wtórny wobec polityczno‑ustrojowego ładu, skutek stosunków władzy i poddania, osobistego przywileju, ale jako czynnik dziejo- i kulturotwórczy, stanowiący o dalszym przeżyciu i rozwoju narodów, zatem jako najwyższe i nieodzowne dobro wspólne.

Jeśli komuś się wydaje, iż skoro prometeiści pisali blisko sto lat temu, to nie warto sięgać do ich tekstów, ten jest w błędzie.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj