Filip Białowicz – historia weteran wojennego uratowanego przez Polaków

Filip Białowicz przyszedł na świat w Izbicy 25 listopada 1929 r. Rodzina mieszkała w żydowskim skupisku miejskim, gdzie prowadziła grabarnię. Izbica była nazywana „żydowską stolicą”, gdyż podczas wojny przywieziono tu Żydów z różnych krajów, m.in. z Niemiec, Czechosłowacji i Austrii, wobec czego Białowiczom dokwaterowano rodzinę Rosenbergów, którą regularnie odwiedzał esesman. Jak się później okazało, by to ich krewny, również Żyd, który po zdekonspirowaniu został zamordowany przez Niemców.

Nasilające się nastroje antysemickie doprowadziły do tego, że w 1943 r. Białowicz razem z rodziną został przewieziony do niemieckiego obozu w Sobiborze. Matka Filipa zginęła będąc jeszcze w Izbicy. Została zastrzelona na cmentarzu. On sam cudem uniknął śmierci stojąc w grupie rozstrzeliwanych Żydów. Rzucił się jednak w odpowiednim momencie na ziemię, udając martwego, dzięki czemu przeżył.

Po przyjeździe do Sobiboru, esesmani zrobili wywiad z więźniami, gdyż poszukiwali fachowców. Synocha, brat Filipa oświadczył, że jest farmaceutą, a jego krewny asystentem. Uratował mu wtedy życie, gdyż Filip nie miał pojęcia o farmacji. Pozwoliło mu to jednak otrzymać pracę w magazynie przy sortowaniu rzeczy, które rekwirowano trafiającym do obozu Żydom. Wstrząsająca relacja kreśli się z opowieści Białowicza o Żydach, którzy tam trafiali. Według jego słów żydowskich Holendrów, którzy tam przyjechali, esesmani przyjęli niemalże z honorami. Przepraszali za niedogodności podróży tłumacząc, że jest to miejsce, w którym aktualnie będą pracować, a po wojnie wrócą do swoich domów. Pod pozorem odświeżenia się po podróży i dezynfekcji prowadzili ich wprost do komory gazowej, przedtem jeszcze prosząc o napisanie pocztówek do krewnych. U Holendrów tego typu zachowaniu wzbudzały momentami nawet aplauz. Groteski sytuacji dodaje fakt, że przed wprowadzeniem do komory odbierano od nich kosztowności wręczając sfingowany numerek, aby po „kąpieli” mogli odebrać swoje rzeczy.

Białowicz przy sortowaniu odebranych rzeczy wyrzucał większość znalezionych kosztowności. Nie chciał wspierać w ten sposób Niemców i traktował to jako pewien rodzaj odwetu. Jeśli trafił na jakieś jedzenie zabierał je, by podzielić się nim z kolegami. Jedna z takich historii zakończyła się jednak tragicznie. Przyszedł bowiem do niego znajomy Mordechaj z prośbą, aby dał mu paczkę z żywnością. Białowicz oczywiście zgodził się, jednak opuszczający magazyn kolega został zatrzymany przez esesmana. Wywołano Filipa, by skonfrontować go ze „złodziejem”, jednak Mordechaj oświadczył, że jedzenie wziął sam. Zginął ocaliwszy życie Białowiczowi.

Obaj bracia Białowiczowie zaangażowali się w działalność konspiracyjną, która zawiązała się w obozie. Jej winkiem był bunt więźniów i wybuch powstania w dniu 14 października 1943 r. Białowicz został wyznaczony na łącznik. Miał zwabiać Niemców do magazynu pod pozorem przekazania wartościowych rzeczy, które zostały znalezione. Po przybyciu kolejnych Niemców byli oni atakowani siekierami i nożami na czyhających tam więźniów. W ten sposób unicestwiono znaczną część esesmanów, jednak sytuacja obozowiczów nie była łatwa, gdyż wiedzieli, że za ten występek niechybnie zginą. Jedynym ratunkiem była ucieczka.

Filip i Synocha zdołali szczęśliwie opuścić mury obozu, ale nie oznaczało to, że są bezpieczni. Musieli ukrywać się z obawy, że ktoś ich wyda. Początkowo znaleźli schronienie u gospodarza w Chełmie, jednakże, gdy dowiedziała się o nich grupa cywilów ich życie ponownie było zagrożone. Na szczęście wybawienie znaleźli u polskiej rodziny Mazurków, która przyjęła ich do siebie i przez rok ukrywała Żydów w stajni dostarczając im posiłki dwa, trzy razy dziennie. Jak wspomina Białowicz „Mazurkowie poświęcili życie, żeby nam pomóc. Zrobili wszystko, żebyśmy przeżyli wojnę. Nie wydali nas. Dotrzymali tajemnicy”.
Ze swe zasługi rodzina Mazurków otrzymała medal Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj