„Nasz Dziennik”: Próba zastraszenia kredytobiorców

Frankowicze, którzy w kontakcie z bankiem w jakiś sposób zakwestionowali swoją umowę kredytową, mogą spodziewać się pozwu ze strony banku – pisze weekendowy „Nasz Dziennik”.

Gazeta zwraca uwagę, że kredytobiorcy, którzy pożyczyli pieniądze na własne mieszkanie, coraz śmielej występują do sądów przeciw bankom, które w umowach zawarły niedozwolone prawem zapisy.

Do batalii sądowej przekonuje klientów banków coraz więcej korzystnych dla kredytobiorców wyroków, których efektem jest m.in. sądowe stwierdzenie nieważności umowy – zaznacza dziennik. Dodaje, że w takim przypadku bank i klient powinni się wzajemnie rozliczyć.

Jak zauważa gazeta, nie zawsze są to przypadki, w których bank oddał do dyspozycji klienta więcej kapitału, niż klient oddał z powrotem w ramach spłacanych rat. „Często to kredytobiorca wygenerował nadpłatę, gdyż spłacał raty z odsetkami” – stwierdza dziennik.

Zauważa, że mimo stwierdzenia przez sąd nieważności umowy banki roszczą sobie jednak prawo do zwrot udostępnionego klientowi kapitału, a dodatkowo też dochodzą wynagrodzenia za udostępnienie kapitału – „mającego być swoistym substytutem odsetek”.

Według dziennika roszczenie mogą jednak dotknąć nie tylko klientów, którzy już weszli z bankiem na drogę sądową, ale też tych, którzy choćby zgłosili w banku reklamację w sprawie swojego kredytu.

Prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu Arkadiusz Szcześniak w rozmowie z dziennikiem zauważa, że „pozwów ze strony banków mogą się spodziewać ci klienci, którzy w kontakcie z bankiem, czy też sądownie podważyli swój kredyt w 2019 r.”. Wkrótce może bowiem minąć 3-letni okres przedawnienia dotyczący m.in. roszczeń banku o zwrot udostępnionego klientowi kapitału – dodaje. (PAP)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj