Rzecznik prokuratury: nie usłyszałem od pana Trzaskowskiego konkretnych informacji, które wskazywałyby na nadużycia w prowadzeniu śledztwa

fot: youtube

Nie usłyszałem z ust pana Trzaskowskiego jakichkolwiek konkretnych informacji, które mogłyby wskazywać na nadużycia – powiedział PAP rzecznik Prokuratury Regionalnej w Szczecinie Marcin Lorenc, odnosząc się do słów prezydenta Warszawy, który wskazał, że śledztwo ws. prok. Wrzosek ma kontekst polityczny.

Prezydent Warszawy stawił się w poniedziałek na przesłuchanie w Prokuraturze Regionalnej w Szczecinie w charakterze świadka w śledztwie dotyczącym ujawniania osobom nieuprawnionym informacji z prowadzonych postępowań karnych. Chodzi o sprawę smsów m.in. Michała Domaradzkiego i prok. Ewy Wrzosek.

Zarówno przed przesłuchaniem, jak i po nim w rozmowie z dziennikarzami podtrzymał swoją opinię, że śledztwo ma kontekst polityczny.

Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Szczecinie Marcin Lorenc w rozmowie z PAP podkreślił, że nie może ujawniać, co było przedmiotem przesłuchania ani jakie okoliczności były wyjaśniane. Odnosząc się do słów o politycznym podłożu śledztwa powiedział, że „pan prezydent Trzaskowski jest politykiem, uprawia politykę” i stwierdził, iż nie znalazł „niczego, co by stało za określeniem, że śledztwo jest polityczne”.

„Odbieram to tylko w charakterze uprawiania polityki, nie usłyszałem bowiem, by zostały przedstawione jakiekolwiek okoliczności, dowody, przesłanki wskazujące na to, że to śledztwo robione jest – mówiąc kolokwialnie – na jakieś zapotrzebowanie, z inspiracji, w oparciu o podrobione, przerobione dowody – bo i takie informacje były przekazywane medialnie. Nie usłyszałem z ust pana Trzaskowskiego jakichkolwiek konkretnych informacji, które mogłyby wskazywać na – tak można to chyba rozumieć – nadużycia” – mówił rzecznik prokuratury.

 

Podkreślił, że odbiera to „jako wypowiedź polityka, który uprawia politykę i ma prawo do własnych komentarzy”, a nie kryją się za tym żadne konkretne argumenty.

 

Prezydent Warszawy po przesłuchaniu przekazał dziennikarzom, że zaniepokoiło go, iż treść smsów prezydenta miasta z dyrektorem bezpieczeństwa, która z natury jest wrażliwa, została ujawniona.

 

„Czy teraz każda moja wymiana smsów z ludźmi odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo w mieście będzie podawana do opinii publicznej?” – pytał.

 

Prok. Lorenc przypomniał, że w komunikacie prokuratury opublikowanym 1 grudnia br. wskazane zostały treści niektórych rozmów, zabezpieczone w toku śledztwa. Zaznaczył, że komunikat był „odpowiedzią na to, co się działo w mediach, czyli na te wszystkie rewelacje dotyczące śledztwa”.

 

„Uznaliśmy, że najrozsądniejszym, najbardziej celowym rozwiązaniem będzie wskazanie, czym m.in. prokurator dysponuje, aby każdy mógł ocenić, czy jest to faktycznie przekazywanie informacji czy nie, i w jaki sposób. Na tyle, na ile mogliśmy – przekazaliśmy to. Nie po to, żeby budzić jakąś burzę medialną czy niepotrzebne zainteresowanie, ale właśnie była to nasza odpowiedź na zainteresowanie medialne tą sprawą” – mówił rzecznik.

 

Na polecenie Prokuratury Regionalnej w Szczecinie 30 listopada br. zatrzymany przez CBA został szef Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego stołecznego ratusza Michał Domaradzki (zgodził się na ujawnienie danych – PAP). Postawiono mu zarzuty w śledztwie dotyczącym ujawniania informacji niejawnych.

 

Prokuratura skierowała też do Sądu Najwyższego wnioski o uchylenie immunitetów dwóm warszawskim prokuratorkom: Ewie Wrzosek i Małgorzacie M. Śledczy chcą postawić im zarzuty przekazania osobom nieuprawnionym, m.in. Michałowi Domaradzkiemu, informacji z toczącego się postępowania i niedopełniania obowiązków. Obie zawieszono na pół roku.

 

Według prokuratury, tłem tych zarzutów była kampania prezydencka w 2020 r. oraz dwa wypadki warszawskich autobusów, które miały miejsce w tym czasie. Zdaniem śledczych, Michał Domaradzki wykorzystując swoją znajomość z prokurator Wrzosek miał oczekiwać, że śledcza poinformuje go o ustaleniach postępowania w sprawie wypadku.

 

Prokuratura ujawniła też fragmenty korespondencji elektronicznej między prokuratorkami i urzędnikiem. Według szczecińskiej prokuratury Wrzosek – nie mając bezpośredniego dostępu do sprawy – uzyskiwała informacje o postępowaniu od swojej znajomej prokurator M. i przekazywała je Domaradzkiemu.

 

Prokurator Wrzosek zaprzeczyła treściom korespondencji opublikowanym przez szczecińską prokuraturę wskazując, że „to już nie jest tylko próba zastraszania”, ale „próba wyeliminowania” jej z opinii publicznej i „zamknięcia jej ust”, aby nie krytykowała „prokuratury Zbigniewa Ziobro”. Dodała, że jej telefon był inwigilowany przy użyciu systemu Pegasus, który umożliwia manipulowanie treściami znajdującymi się w urządzeniach elektronicznych. (PAP)

 

autorka: Elżbieta Bielecka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj