Prof. Krasnodębski: wielokrotnie zapowiadany koniec inteligencji w Polsce dziś rzeczywiście nastąpił

fot: youtube

Tezy o końcu inteligencji stawiano bardzo często i wydaje mi się, że dziś on rzeczywiście nastąpił – ocenia w rozmowie z PAP eurodeputowany PiS prof. Zdzisław Krasnodębski.

„Inteligencja to warstwa społeczna ludzi wykształconych charakterystyczna zwłaszcza dla polskiego społeczeństwa. Jej początków można by szukać w czasach zaborów, kiedy, broniąc się przed kulturową zagładą naród polski wytworzył kategorię ludzi będących nośnikiem jego kultury, tożsamości, wyrażającą jego interesy, zachowującą sposób życia i obyczaje, a więc pełniącą funkcje polityczne” – mówi Zdzisław Krasnodębski, profesor socjologii.

„Do etosu inteligenta zawsze należało oddanie, gotowość do poświęcenia się dla zbiorowości narodowej. Tak rozumiany inteligent, różnił się od intelektualisty – postaci tak charakterystycznej dla powojennej Francji. Według definicji Jeana-Paula Sartre’a intelektualista to ktoś, kto się wtrąca w „nie swoje sprawy”. Z postacią intelektualisty zawsze wiąże się dążenie do uniwersalności, do przemawiania w imieniu ludzkości. Inteligent natomiast był zawsze zakorzeniony w zbiorowości, z której pochodził, nawet jeśli był inteligentem postępowym, lewicowym. Zawsze było to związane z jego poczuciem usytuowania, umiejscowienia w ramach wspólnoty, za którą ponosi się odpowiedzialność” – wyjaśnia eurodeputowany.

Podkreśla też, że inteligencja – jako warstwa społeczna – jest zjawiskiem poszlacheckim, demokratyzacją szlachectwa.

„Także osoby, które wywodziły się z kręgów chłopskich przejmowały ten etos szlachecki. Podkreślam, przepustką do grona inteligencji nie było pochodzenie, nazwisko i herb, ale wykształcenie – w dawnych czasach, przed inflacją tytułów naukowych, była to matura – oraz udowadnianie swoim życiem przywiązania do polskiej tożsamości. Ten etos łączył się z polskim republikanizmem, z ideą narodu szlacheckiego, który się poszerzył o inne warstwy społeczne” – zaznacza Krasnodębski.

„Inteligencja zachowała się w okresie przedwojennym i paradoksalnie też w czasie komunizmu, gdzie była nośnikiem idei niepodległości i oporu przeciwko totalitarnej dyktaturze. Sam pamiętam, że funkcjonowało to np. na zasadzie stowarzyszeń – formalnych bądź nieformalnych – których członkowie spotykali się, żeby czytać i rozmawiać o pewnych książkach. W ten sposób zachowywało się i przekazywało kanon tego co należy wiedzieć i przeczytać, ale również – niejako przy okazji – szacunek dla poprawnego mówienia, czy dobre maniery” – wspomina profesor, ubolewając jednocześnie, że „dziś nawet dobrze wykształceni i inteligentni ludzie nie do końca rozumieją odnośniki literackie i do historii Polski; spotyka się to z murem niewiedzy, a nawet braku zainteresowania”.

Pytany, czy w Polsce wciąż istnieje inteligencja Zdzisław Krasnodębski odpowiada: „Dyskusje na temat inteligencji w naszym kraju regularnie powracają. Tezy o końcu inteligencji stawiano bardzo często i wydaje mi się, że dziś on rzeczywiście nastąpił. Inteligencji nie ma. Są jeszcze tylko grupki, którzy do tego etosu się odwołują; którzy może nawet ten etos reprezentują swoja postawą. Natomiast nie jest to szerzej dostrzegane i doceniane w społeczeństwie”.

„Dzisiaj – w czasach końca cywilizcji książk – postawy społeczne i wzory zachowań kształtowane przez youtuberow, influencer, celebrytów, piosenkarzy, czy prezenterów telewizyjnych. Warstwy, które ze względu na wykształcenie, mogłyby pełnić rolę i funkcję inteligencji są najbardziej zaangażowane w dekonstruowanie naszej zbiorowości. Są nastawione indywidualistycznie i kosmopolitycznie. Ujawniło się to właśnie teraz. Młodzi, formalnie wykształceni ludzie pytają : po co ja mam iść do wojska, skoro państwo to jest jakiś wymysł XIX-wieczny; naród również. Mam się poświęcać dla jakichś sztucznych konstruktów?” – relacjonuje eurodeputowany

Zastrzega jednocześnie, że wciąż istnieją środowiska, które się definiują jako inteligenckie. „Obecnie znaleźlibyśmy więcej tego typu ludzi na prowincji, a w miastach w tych kręgach, które określają się mianem konserwatywnych, czy prawicowych. Coraz częściej jest to jednak odbierane jako coś staromodnego, np. jeśli ktoś mówi o sobie, że jest +inteligentem z Żoliborza+. Dla wielu jest to nawet niezrozumiałe. Dziś przecież w Warszawie dominuje +Miasteczko Wilanów+, gdzie mieszkają ludzie nazywani czasami ironicznie „korpoludkami”, a nie dawny Żoliborz. A na Żoliborzu na co drugim domu wiszą tęczowe flagi. Choć pojawiają się także, jako znak kontestacji, flagi polskie” – ironizuje profesor.

Z Brukseli Artur Ciechanowicz (PAP)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj