Terlecki: zdobyć władzę kosztem Polski i Polaków – to ostatnia nadzieja opozycji

Donald Tusk argumentów ma niewiele, planu zdradzić nie może, a sama agresja nie przekonuje ani nowych wyborców, ani hipotetycznych koalicjantów; pozostaje liczyć na jakiś cud, nagły kryzys, załamanie gospodarcze. Zdobyć władzę kosztem Polski i Polaków – to ostatnia nadzieja opozycji – ocenił szef klubu PiS Ryszard Terlecki.

Szef klubu PiS i wicemarszałek Sejmu w sobotę opublikował na Facebooku treść swojego felietonu dla „Dziennika Polskiego”.

W tekście zastanawiał się dlaczego Brukseli tak bardzo zależy na zmianie rządu w Polsce. „Bo Platforma z Lewicą chętnie wprowadzą Polskę do europejskiego superpaństwa, o którym marzą brukselscy biurokraci. Przy okazji zgodzą się na rozmaite obyczajowe wariactwa skrajnej lewicy, która ma silną reprezentację w Europarlamencie. Naturalnie Hołownia i PSL, jeżeli dostaną się do Sejmu, to także pobiegną kłaniać się na brukselskich salonach” – stwierdził Terlecki.

„A dlaczego na zmianie tak zależy Berlinowi? Bo Niemcy chcą wprowadzenia w Polsce euro, na czym ich przemysł zarobi jeszcze lepiej niż dziś. Gdy Niemcy wydadzą polecenie, Platforma wykona je z radością, czego zresztą i dziś nie ukrywa” – dodał polityk PiS.

Terlecki postawił też pytanie, czy zwycięstwo opozycji jest możliwe.

„Tusk przeszło roku temu obiecał to swoim patronom, gdy zamiast europejskich splendorów wybrał zgrzebną posadę przewodniczącego Platformy. Czy to znaczy, że chce zostać premierem polskiego rządu? Nic podobnego. Pomysł jest prosty, chociaż wykonanie niełatwe. W Brukseli wymyślono, że dla zdyscyplinowania +nowej+ Unii, czyli państw Europy Środkowej, które doświadczyły czym jest komunizm, należy na czele Komisji Europejskiej postawić polityka zza dawnej żelaznej kurtyny. Mówi się, że kandydatów jest dwoje: bułgarska finansistka, którą lansuje Francja (może dlatego, że Bułgaria jest uważana za najbardziej skorumpowany kraj w Unii Europejskiej) oraz Tusk, którego lansują Niemcy. Gdyby Niemcom udało się postawić na swoim, Tusk byłby taką Ursulą von der Leyen, czyli posłusznym pionkiem w rękach brukselskich i berlińskich polityków” – czytamy w felietonie.

„Co musi zrobić Tusk, żeby znów dostać europejską posadę? Nic prostszego: wygrać wybory. Zostawi wtedy w Warszawie swoją ekipę, a sam pojedzie tam, gdzie płacą dobre pieniądze. Kto po wyjeździe Tuska stanie na czele rządu dzisiejszej opozycji? A cóż to ma za znaczenie. Chętnych jest wielu, ale Tusk postawi na kogoś najbardziej posłusznego” – ocenił Terlecki.

Jego zdaniem, w Brukseli panuje przekonanie, że wykonanie tego planu wymaga zjednoczenia opozycji i wystawienia wspólnej listy wyborczej. „Tusk zakładał, że gdy tylko wróci do Warszawy, cała opozycja odda się do jego dyspozycji. Teraz jednak niepokoją się w Berlinie, bo nie zanosi się na jedną listę, a sondaże nie wskazują na porażkę Prawa i Sprawiedliwości” – zaznaczył Terlecki.

Szef klubu PiS stwierdził też, że Tusk, gdy przegra batalię o przejęcie kontroli nad Polską otrzyma jakąś posadkę „na otarcie łez i na spokojne życie na politycznej emeryturze”. „Trudno się dziwić, że tak nerwowo reaguje na dotychczasowe niepowodzenia. Argumentów ma niewiele, planu zdradzić nie może, a sama agresja nie przekonuje ani nowych wyborców, ani hipotetycznych koalicjantów. Pozostaje liczyć na jakiś cud, nagły kryzys, załamanie gospodarcze. Zdobyć władzę kosztem Polski i Polaków – to ostatnia nadzieja opozycji” – podsumował Terlecki. (PAP)

autor: Rafał Białkowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj