Wiceszef MSZ: relokacja nielegalnych imigrantów w Polsce budzi nasz sprzeciw

Relokacja nielegalnych imigrantów w Polsce budzi nasz sprzeciw, dlatego że jednocześnie wprowadza się regulacje przymuszające. Jeżeli jakiś kraj nie przyjmie tych uchodźców, to będzie musiał zapłacić wysokie kary finansowe – powiedział w czwartek PAP.PL wiceszef MSZ Arkadiusz Mularczyk.

W czwartek Sejm przyjął uchwałę wyrażającą sprzeciw wobec unijnego mechanizmu relokacji nielegalnych migrantów, która zobowiązuje rząd do stanowczego sprzeciwu wobec takich praktyk Unii Europejskiej. Prezes PiS Jarosław Kaczyński odnosząc się podczas sejmowej debaty do kwestii relokacji migrantów w UE podkreślał, że decyzja UE godzi w polską suwerenność i skądinąd także w suwerenność innych państw europejskich. Oświadczył ponadto, że kwestia relokacji migrantów w UE musi być przedmiotem referendum.

„Ta sytuacja budzi nasze najwyższe zdumienie i sprzeciw. Biorąc pod uwagę sytuację jaka ma miejsce w Europie i kiedy Polska przyjęła wiele milionów uchodźców z Ukrainy i nie dostała żadnego znaczącego wsparcia. A Unia Europejska podejmuje przymusową decyzję o relokacji imigrantów z Afryki i krajów arabskich” – powiedział w czwartek wiceszef MSZ Arkadiusz Mularczyk w rozmowie z PAP.PL.

Dodał, że jeżeli jakiś kraj nie przyjmie uchodźców, to będzie musiał zapłacić wysokie kary finansowe. „Chce się do Polski przymusowo relokować imigrantów, którzy wcale do Polski nie chcą przyjechać, w dużej mierze są to młodzi mężczyźni, którzy nie chcą pracować i są z innej części świata, kultury” – stwierdził wiceszef MSZ.

Według Mularczyka, kiedy obserwujemy Sztokholm, Paryż czy Berlin, to „widzimy przestępczość, brak asymilacji, problemy społeczne i kryminalne”. „My chcemy bronić polskiego społeczeństwa przed takimi sytuacjami, które mają miejsce w krajach Europy Zachodniej. To nasz sprzeciw wobec nierównego traktowania uchodźców. Na uchodźców wojennych nie było pomocy z Unii Europejskiej, a dzisiaj niektóre kraje chcą się pozbywać nadwyżki uchodźców przyjętych w 2015 roku” – powiedział.

Podkreślił, że wszelkie działania będą zmierzały w kierunku referendum i wypowiedzenia się Polaków w tej sprawie. „Takie decyzje musi podjąć Rada Ministrów, pan premier w uzgodnieniu z prezesem Jarosławem Kaczyńskim oraz władzami politycznymi Prawa i Sprawiedliwości. Myślę, że dobrym terminem byłby termin związany z wyborami, które będą w najbliższym czasie. To dałoby szansę na dużą frekwencję i mocny sygnał od polskiego społeczeństwa” – przekonywał wiceszef MSZ.

Ministrowie spraw wewnętrznych państw UE przyjęli niedawno stanowisko negocjacyjne w sprawie reformy regulacji migracyjnych w Unii. Stanowisko to będzie podstawą negocjacji prezydencji Rady z Parlamentem Europejskim. Polska i Węgry głosowały przeciwko poparciu tzw. paktu migracyjnego.

Tzw. pakt migracyjny zawiera m.in. system „obowiązkowej solidarności”. Polega on na tym, że choć „żadne państwo członkowskie nie będzie nigdy zobowiązane do przeprowadzania relokacji”, to „ustalona zostanie minimalna roczna liczba relokacji z państw członkowskich, z których większość osób wjeżdża do UE, do państw członkowskich mniej narażonych na tego rodzaju przyjazdy”.

Liczbę tę ustalono na 30 tys. „Natomiast minimalna roczna liczba wkładów finansowych zostanie ustalona na 20 tys. euro na relokację. Liczby te można w razie potrzeby zwiększyć, a sytuacje, w których nie przewiduje się potrzeby solidarności w danym roku, również zostaną wzięte pod uwagę” – czytamy w komunikacie Rady UE. Oznacza to de facto, jak tłumaczył PAP wysokiej rangi dyplomata unijny, który uczestniczył w negocjacjach, wybór między relokacją migrantów a ekwiwalentem finansowym w przypadku braku chęci ich przyjęcia. (PAP)

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj