To nie tramwaje, to czołgi. Siostry Maria i Małgorzata Wanke o wprowadzeniu stanu wojennego

 W nocy z soboty na niedzielę obudził nas dzwonek do drzwi, mówi Małgorzata Wanke-Jakubowska w rozmowie z red. Kamillą Jasińską w Radiu Wrocław, wiedziałam, że o tej porze nie może to być żadna dobra wiadomość.

Małgorzata Wanke-Jakubowska o wojnie wytoczonej narodowi polskiemu przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego dowiedziała się na dwie godziny wcześniej, zanim w radio podano pierwszy komunikat o powołaniu Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Małgorzata, Maria Wanke-Jerie dowiedziała się o godz. 8 od męża swojej siostry.

Jest stan wojenny, byli po Olka, usłyszała Małgorzata Wanke-Jakubowska 13 grudnia 1981 roku. O godz. 4:00 obudził ją doc. Bolesław Glajkewicht

Proszę nie wyłączać radioodbiorników, za chwilę będzie podany ważny komunikat, słychać było informację podawaną z radiowych głośników. Pilismy herbatę, rozmawialismy o tym co się stało.

Punktualnie o 6-tej był Hymn Polski i głos gen. Jaruzelskiego ogłaszającego stan wojenny. Miałam jechać z dziećmi na zabawę choinkową ale mąż mówi zapomnij o tym. Wyszedł z panem Glajkewichtem wyjechali, i tyle go widziałam. Zostałam z dziećmi sama i nie zdawałam sobie sprawy, co to naprawdę oznacza. Wydawało mi się, że to jest kwestia kilku dni i sprawa znowu, jak po tych kolejnych strajkach wróci do normy.

Napięcie narastało, mówi Maria Wanke-Jerie. Dzień wcześniej przerwano program telewizyjny. Mój mąż zażartował, może to Solidarność opanowała telewizję?

Niebawem w naszym 48 metrowym mieszkaniu przy Placu Grunwaldzkim (sedesowcu) zgromadziło się osiem osób. Małgosia, jej dzieci, ja z moją rodziną i nasza mama. Tak mieszkaliśmy przez dwa tygodnie.

W nocy z 13 na 14 grudnia, nasza mama doświadczona życiem II wojny światowej, mówiła: jak wojna to przede wszystkim trzeba kupić chleb. O 6 rano otwierano piekarnie, o tej porze kończyła się godzina milicyjna i można było wyjść z domu.

Sen miałam niespokojny, zapytałam męża, co tak te tramwaje jeżdżą i jeżdżą? – to nie tramwaje, to czołgi. Wydawało mi się, że mówił przez sen.

O 5 rano z XI piętra widać panoramę Wrocławia, i jak tylko mogłam sięgnąć daleko wzrokiem w jedną i drugą stronę – w kierunku Ronda Grunwaldzkiego i Mostu Grunwaldzkiego, od linii horyzontu jednej i drugiej, ciągnęły się skoty wojskowe. Jechały jeden za drugim.

źródło: Radio Wrocław

Artykuł powstał dzięki wsparciu programu „Dolny Śląsk Pamięta” przez Fundację KGHM

 

PODZIEL SIĘ